Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Wszyscy jesteśmy jak latawce – czyli książka zamiast pigułki

TEATR POD BIAŁYM LATAWCEM
Freepik.com
Udostępnij

Jej powieści pozwalają pooddychać emocjami jej bohaterów, odnieść ich rozterki, utrapienia, przygody i radości do swoich życiowych ścieżek, słowem: wpisują się w coraz popularniejszą arteterapię.

Moje pierwsze spotkanie z teatrem to było przedstawienie kukiełkowe. Wspominam je przynaglona pytaniem Ilony Gołębiewskiej w posłowiu jej najnowszej powieści. Autorka zaangażowała świat teatru do konstrukcji swojej książki nie tylko dlatego, by uczynić zeń jedno z głównych miejsc akcji, nie tylko dlatego, że jednej z czołowych postaci kazała być wielką gwiazdą minionej epoki – chyba przede wszystkim dlatego, że teatr ma niezwykłą moc transformacji. Dzięki temu dostaliśmy lekturę tyleż przyjemną, co pożyteczną. O czymś i o czymś jeszcze.

 

Cierpienie to taki sprawdzian z miłości

Jeśli szukasz lektury na jesień napisanej lekko i wartko, z ciekawymi zwrotami akcji, z wątkiem sensacyjnym, dramatycznym i miłosnym, dającej możliwość zaprzyjaźnienia się z ciekawymi – czasem ujmującymi (jak Elena, gwiazda scen z czasów PRL, Zuza, dziennikarka po przejściach czy Monika, szefowa fundacji zajmującej się osobami niepełnosprawnymi), czasem drażniącymi (jak naczelna „Kobiety Takiej jak Ty”, matka Zuzy czy jej powracający jak bumerang „narzeczony”), dobrze trafić na „Teatr pod Białym Latawcem”.

Przydadzą się chusteczki! I dwa wieczory. W tym czasie połkniesz te ponad czterysta stron o przemianie z bezwzględnej lwicy w pełną empatii wolontariuszkę i animatorkę, o przejściu od zaciętości, nienawiści i żądzy zemsty do odpuszczenia, łagodności i nadziei.

 

Żywa scena

O czymś jeszcze. „Życie to żywa scena, po której przechadzają się różni aktorzy i grają w różnych sztukach”.

Ilona Gołębiewska teatr kocha za możliwość przeniesienia się na pewien czas do zupełnie innego świata, gdzie rządzą bohaterowie wystawianej sztuki, a widzowie mają szansę, by spróbować emocji, które płyną w ich kierunku prosto ze sceny. Tę miłość czuć w „Teatrze pod Białym Latawcem”. Ale to nie wszystko. „Jeszcze jako studentka trafiłam na zajęcia dramoterapii i uczestniczyłam w nich jako asystentka osoby prowadzącej” – opowiada pisarka.

„Były to warsztaty dramy skierowane do młodzieży z niepełnosprawnością ruchową i umysłową. Z ogromną ciekawością obserwowałam zapał, z jakim młodzi ludzie uczestniczyli w kolejnych grach i zabawach, starając się przekraczać granice, jakie stawiała przed nimi ich niepełnosprawność, a także obdarzając siebie nawzajem wielką troską. Wtedy pomyślałam sobie, że każdy człowiek, niezależnie od tego kim jest, wciąż próbuje od nowa, stawia sobie wyzwania, szuka sposobności, by jego życie – mimo nie do końca dobrych zdarzeń – nieustannie było powodem do uśmiechu„.

Dlatego niezwykle ujmuje metafora latawca w nowej powieści, który codziennie podrywa się do lotu, ale czasem wystarczy pociągnąć mocniej za sznurek, a latawiec traci obrany kurs i spada. Wtedy jednak latawiec – człowiek liczyć może (i powinien) na przyjaciół i swoje pasje.

 

Pasja i misja

„Pasja dodaje nam skrzydeł, unosi wysoko ponad szarą codzienność, wyzwala siłę, z istnienia której nie zdawaliśmy sobie sprawy”.

Gołębiewska – pisarka to także pedagog-terapeuta, socjolog, doktor nauk społecznych. Powieść obyczajowa to jej pasja i pomysł na opowiadanie życiowych historii. Mam wrażenie, że poza realizacją pasji autorka realizuje też misję. Jej powieści (polecam wcześniejszą serię o starym domu i Alicji Pniewskiej) pozwalają pooddychać emocjami jej bohaterów, odnieść ich rozterki, utrapienia, przygody i radości do swoich życiowych ścieżek, słowem: wpisują się w coraz popularniejszą arteterapię. A najnowsza powieść z arteterapii czyni wręcz leitmotiv.

„Arteterapia to szeroko pojmowana terapia opierająca się na działaniu przez sztukę” – wyjaśnia dr Ilona Gołębiewska. Termin pochodzi od słów „arte” (łac.) oraz „therapeuéin” (grec.), ich połączenie oznacza „opiekować się”, „leczyć”, „oddawać cześć”. Mówimy o dążeniu do przywrócenia zdrowia lub poprawy funkcjonowania osób (niezależnie od wieku, płci, wykształcenia, talentu) z różnorodnymi problemami: od chorób przewlekłych, przez skutki wypadków, traumy, po zaburzenia emocji i problemy w kontaktach społecznych.

Wykorzystać można każdą dziedzinę sztuki. Mamy muzykoterapię (oddziaływanie przez muzykę, dźwięk, rytm), biblioterapię (wykorzystanie literatury), dramoterapię (drama i teatr), choreoterapię (taniec i rytmika), plastykoterapię (sztuki plastyczne, rzeźba).

„Dla mnie arteterapia jest bardzo cenną metodą, z której od wielu lat korzystam w pracy z ludźmi w każdym wieku oraz z różnymi problemami i zaburzeniami. Cenię ją przede wszystkim za to, że ma tak wiele możliwości i opiera się na wrodzonej potrzebie człowieka ekspresji jego myśli, emocji, stanów. A poza tym jestem zdania, że każdy z nas może tworzyć swoje własne, małe arcydzieła i mieć z tego ogromną frajdę” – przekonuje Ilona Gołębiewska.

W „Teatrze po Białym Latawcem” czuć pisarską frajdę. Czytelnicza będzie udziałem tego, kto po lekturę sięgnie. Terapeutyczna – jeśli tylko ów czytelnik sobie na to pozwoli.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail