Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Co świętowałam w Światowy Dzień Feministek?

JOLA SZYMAŃSKA
Udostępnij

7 listopada świętowałam też coś bardzo dla mnie ważnego. Kobiecość, która łączy i która jest ponad podziałami. Wspólnotę, w którą wpisała mnie biologia i której czuję się częścią. Bo jestem kobietą i chcę nią być. Chcę też poznawać inne kobiety. Ich światy, ich codzienność, ich trudności i marzenia.

Kiedy mówię o feminizmie, często słyszę: „Równość? Pewnie!”, a zaraz potem: „Ale feministką nie jestem!”. A ja jestem, choć faktycznie, nazewnictwo to kwestia umowna. Możemy okopać się więc w swoich bazach przeciwbombowych, żeby strzelać w siebie papierowymi samolocikami. Tylko po co, skoro prawdziwych bomb nie ma?

Według mnie, zamiast tego, lepiej porozmawiać. Dlatego opowiem wam, co i dlaczego świętowałam 7 listopada.

 

1. To, że wiem kim jestem i w co wierzę

Nie mam problemu ze słowem „feminizm”. Nie mam problemu z pojęciem feminizmu. Owszem, tak jak różni katolicy wierzą w różne rzeczy, tak i feministki między sobą się różnią. Łączy je troska o godność kobiet, ich bezpieczeństwo oraz o równouprawnienie obu płci.

Dlatego tak naprawdę feministką czy feministą jest każdy, komu zależy na Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ. A według niej „wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi w swej godności i w swych prawach. Są oni obdarzeni rozumem i sumieniem i powinni postępować wobec innych w duchu braterstwa” (art. 1).

Świętuję to, że nie boję się być feministką, bo wiem, kim jestem i w co wierzę. Nie boję się, że zaprzeczę wartościom chrześcijańskim, bo mam je w sobie głęboko i to one są priorytetem. Świętuję też to, że nie boję się mówić o swoich poglądach głośno. Że nie muszę przemilczać czegoś, co mnie boli lub z czym się nie zgadzam. Że mogę przeżywać wiarę inaczej niż mój znajomy. Że widzę feminizm ciut inaczej niż koleżanka. Że mogę polemizować. I że w mojej polemice liczy się logika argumentów i wrażliwość, a nie płeć.

 

2. Sto lat praw wyborczych dla Polek

Lada dzień, bo 28 listopada, będziemy obchodzić setną rocznicę udzielenia Polkom pełnych, czynnych i biernych praw wyborczych. Tego dnia dekretem Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego ustanowiono, że „Wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel Państwa bez różnicy płci” (art. 1) oraz „Wybieralni do Sejmu są wszyscy obywatele (lki) państwa posiadający czynne prawo wyborcze” (art. 7).

Nie był to prezent. Nasze pra, pra, prababki musiały o swoje prawa zawalczyć. Jak mogłabym nie świętować ich (i tym samym naszego!) zwycięstwa z 1918 roku? 🙂

Powyżej protest kobiet w Krakowie, w 1911 r. Z tego co poznaję, w tle widać mój ulubiony kościół dominikanów. Przypadek? 🙂

 

3. To, że jestem wrażliwa

Długo wmawiano i wytykano kobietom kierowanie się wyłącznie emocjami. A okazuje się, że ich mózg pracuje efektywniej niż męski. Że potrafimy słuchać i mamy ogromy dar przekonywania oraz ogromny ładunek inteligencji emocjonalnej. A nawet, że mamy „przewagą ewolucyjną, jeśli chodzi o osiąganie sukcesu i robienie kariery”. I nie jest to kwestia poglądu, ale badań naukowych. Przywołuję je prosto z wywiadu Newsweeka z prof. Piotrem Gałeckim, psychiatrą i seksuologiem z łódzkiego Uniwersytetu Medycznego.

Na wspomniany wywiad trafiłam zresztą dzięki kobiecie, która łączy wrażliwość z dociekliwością w sposób mistrzowski i energetyzujący. Jeżeli jeszcze nie obserwujecie na Facebooku Aliny Czyżewskiej, szczerze polecam.

Jestem dumna z tego, że nie mam gdzieś losu innych kobiet. Niezależnie od tego, kim czy jakie są. Zależy mi na tym, żeby ich życie też mogło być dobre i satysfakcjonujące. Żeby miały szansę wyjść z miejsc i relacji, które je wykańczają. Żeby nie były same.

Jestem też dumna z mojej wrażliwości. Z tego, że przeżywam to, co dzieje się wokół. Że się wkurzam, że się wściekam, że nie wypieram swoich naturalnych emocji. Że nie odcinam się od świata i nie zamykam się w małym, ciepłym, smutnym kąciku. Chcę odczuwać, chcę być z drugim człowiekiem, chcę widzieć więcej niż tylko własne potrzeby. To także świętowałam.

 

4. Rocznicę urodzin Marii Curie-Skłodowskiej

Nie znam się na chemii i nie do końca rozumiem, jak działają polon i rad, ale Maria Skłodowska-Curie jest jedną z moich ukochanych kobiet w historii świata. A urodziła się właśnie 7 listopada 1867 roku w Warszawie.

Żyła prawie 67 lat. W tym czasie zdobyła dwie nagrody Nobla (udało się to czterem osobom w historii), została pierwszą kobietą profesorem na paryskiej Sorbonie. Wychowała dwie córki. I w poważaniu miała konwenanse czy plotki. Popełniała błędy, ale nie przestawała wierzyć w swoje prawa. I egzekwowała je.

Niczego w życiu nie należy się bać, należy to tylko zrozumieć – Maria Skłodowska-Curie.

Poniższa lista świetnie obrazuje to, czego warto się od niej uczyć. Polecam wam także film „Maria Skłodowska-Curie” z Karoliną Gruszką w roli głównej. Mnie oczarował.

 

5. Kobiecość ponad podziałami

7 listopada świętowałam też coś bardzo dla mnie ważnego. Kobiecość, która łączy i która jest ponad podziałami. Wspólnotę, w którą wpisała mnie biologia i której czuję się częścią. Bo jestem kobietą i chcę nią być. Chcę też poznawać inne kobiety. Ich światy, ich codzienność, ich trudności i marzenia.

Niezależnie od tego, jak dzielone jest społeczeństwo i świat, wierzę w mądrą, otwartą i wrażliwą siłę kobiet. Ich porozumienia mimo różnic i ich dialogu mimo sprzecznych często koncepcji. Bo jeśli wartością feminizmu jest sprawiedliwość, równość i godność, to warto o nie zawalczyć. Spróbować się porozumieć, choćby w części.

Jeżeli tego nie czujecie, nie musicie nazywać się feministkami (ani feministami). Ja bardzo się w takim różnorodnym, choć złożonym świecie odnajduję. Dlatego wszystkim nam życzę kolejnych stu lat rozmów i działań, które choć nie będą łatwe, pozwolą nam pomagać kobietom coraz mądrzej i coraz skuteczniej. Wszystkiego najlepszego! Niech każda z nas będzie miała szansę i znajdzie siły na to, by zawalczyć o siebie. To będzie już bardzo dużo.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail