Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Szczepić czy nie szczepić? A może raczej: jak najlepiej chronić?

SZCZEPIĆ CZY NIE SZCZEPIĆ
Shutterstock
Udostępnij

Z całą pewnością rodzice, zarówno ci, którzy decydują się dziecko zaszczepić, czasem także szczepieniami dodatkowymi, jak i ci, którzy szczepień odmawiają, chcą tylko jego dobra. Chcą je ochronić. Wybierają drogę, która wydaje im się najlepsza. Niestety, nie zawsze taką jest rzeczywiście.

Dyskusja o obowiązkowych szczepieniach weszła ostatnio w nową fazę: w województwie mazowieckim kilka dni temu potwierdzono osiemnaście zachorowań na odrę i liczba ta rośnie. Chorują nieszczepione dzieci i dorośli (w Polsce obowiązkowe szczepienia wprowadzono dopiero w 1975 roku). Media podały też inną informację: w województwie poznańskim zmarła w wyniku zakażenia pneumokokami 14-miesięczna dziewczynka. W pierwszym roku życia powinna być zaszczepiona dwoma dawkami szczepionki. Nie była. Nie ma pewności, że szczepienie by ją ochroniło, ale bez wątpienia była taka szansa.

 

Program szczepień ochronnych

Jestem przekonana co do celowości szczepień. Z całą pewnością jednak rodzice, zarówno ci, którzy decydują się dziecko zaszczepić, czasem także szczepieniami dodatkowymi, jak i ci, którzy szczepień odmawiają, chcą tylko jego dobra. Chcą je ochronić. Wybierają drogę, która wydaje im się najlepsza. Niestety, nie zawsze taką jest rzeczywiście.

Program obowiązkowych szczepień ochronnych, obowiązujący w Polsce, przewiduje szczepienia przeciw jedenastu drobnoustrojom. Szczepimy dzieci przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, gruźlicy, błonicy, krztuścowi, tężcowi, polio, przeciw infekcjom pneumokokowym i zakażeniom pałeczką hemofilną (szczepienie znane jako Hib) oraz przeciw odrze, śwince i różyczce (skojarzona szczepionka MMR). Kalendarz szczepień wygląda na znacznie bardziej rozbudowany, ponieważ podaje się dawki przypominające.

 

Szczepienia – dobro czy zagrożenie?

Przez wiele lat szczepienia uważano za dobro, które należy dać dziecku zawsze, gdy to tylko było możliwe. Nic dziwnego: w czasach przed szczepieniami na odrę rocznie potrafiło zachorować dwieście tysięcy dzieci. To doświadczenie było powszechne. Owszem, częstość ciężkich powikłań nie była zbyt wielka: ułamek procenta. Niestety, ten ułamek zawsze oznacza konkretne dziecko, które ciężko zachoruje lub nawet umrze. Przed erą szczepień z powodu odry umierało trzysta dzieci rocznie.

Patrząc tylko na statystykę można liczyć, że moje dziecko to ominie. Ryzyko jest przecież niewielkie, po co się szczepić? Patrząc na twarze tych dzieci, które nie miały szczęścia, na twarze ich rodziców, nikt takich słów nie wypowie. Niestety, rzadko mamy okazję popatrzeć na sprawę z tej perspektywy.

Rodzice słyszą za to o możliwości wystąpienia powikłań poszczepiennych. Najwięcej zamieszania, jak się wydaje, zrobiła w tej sprawie praca opublikowana w Lancecie w 1998 roku, a wskazująca na związek szczepienia MMR (odra, świnka, różyczka) z autyzmem. Praca ta po dwunastu latach została usunięta z publikacji z powodu zastrzeżeń do sposobu jej przeprowadzenia, a w kolejnych, także bardzo dużych analizach (największa objęła ponad 95 000 dzieci) nie potwierdzono takiego związku. Ale wspomniana praca to niejedyne źródło wątpliwości. Rodzice słuchają przecież także innych rodziców, opowiadających o niepożądanych reakcjach na szczepienie, które zaobserwowali u swoich dzieci. Czasem są to zapewne faktyczne działania niepożądane, czasem to zwykły zbieg okoliczności, że w tym samym czasie doszło do zachorowania z innego powodu. Czytają też liczne analizy i opracowania. Trzeba powiedzieć: różnej wiarygodności. Ale nie zawsze jest łatwo tę wiarygodność ocenić.

 

Fałszywy wybór

Mogę sobie wyobrazić, że niektórzy czują się postawieni przed wyborem nie tyle między zdrowiem dziecka lub jego chorobą, ale przed pytaniem o rodzaj choroby, którą chcą zaryzykować. Upraszczając, może skrajnie, pytanie brzmi: wolę, by dziecko miało autyzm czy zachorowało na odrę? Przy czym autyzm wydaje się w tym zestawieniu niemal pewny, a powikłania po odrze… dość mityczne.

Napisałam wyżej: to fałszywy wybór. Błąd rozpoznania sytuacji. W rzeczywistości nie ma danych na to, by szczepionka zwiększała ryzyko autyzmu, a ryzyko związane z chorobą może być poważne. Nie tylko w tej pierwszej fazie, także po kilkunastu latach. To jednak także kwestia wyboru osoby, której rodzic chce zaufać. Ma zaufać lekarzom czy informacjom w Internecie? Doktorowi, który nie ma czasu, by słuchać o wątpliwościach i je wyjaśniać czy opiniom innych rodziców?

Nie ułatwia sprawy pośpiech, szybkie i być może niestaranne badanie, brak rozmowy o możliwych działaniach niepożądanych szczepionki, bagatelizowanie wątpliwości. Nie ułatwia też sprawy podejście, które można streścić zdaniem: „Jestem lekarzem, masz mi zaufać!”. Mam prawo uzyskać informację i podjąć świadomą decyzję.

 

Powrót odry – sygnał ostrzegawczy

Obecna seria zachorowań na odrę wydaje mi się sygnałem ostrzegawczym. Mówimy o chorobach, których trudno uniknąć, a które mogą w krótkim czasie doprowadzić nawet do śmierci dziecka albo jego ciężkiej choroby. Szczepienia są najlepszym sposobem, by ochronić przed nimi nas wszystkich. Wtedy będą bezpieczne nawet dzieci zbyt chore, by je zaszczepić: dzieci z zaburzeniami odporności czy leczone z powodu nowotworów. Powikłania poszczepienne się zdarzają, to prawda. Ale bardzo rzadko są groźne. Korzyści ze szczepienia zdecydowanie przeważają.

Oczekiwałabym jednak szerokiej kampanii informacyjnej, nie tylko napomnień i nakazów. One naprawdę niewielu przekonają.

 


UZUPEŁNIENIE:

W reakcji na powyższy tekst pojawiły się pytania o szczepionki wyprodukowane z wykorzystaniem zarodkowych linii komórkowych WI-38 i MRC-5. Bez wątpienia sposób ich wyprodukowania obciążony jest winą moralną związaną z dokonaną (w latach 60. XX w.) aborcją.

Jak podaje Medycyna Praktyczna (artykuł z 2014 roku), używa się ich do produkcji obecnych w naszym kraju szczepionek przeciw różyczce, wirusowemu zapaleniu wątroby typu A oraz przeciw ospie wietrznej. Z tego zestawu w programie szczepień obowiązkowych pojawia się tylko różyczka. Ryzyko związane z różyczką wrodzoną jest jednak bardzo duże, zatem wskazanie do szczepień poważne.

Odcinając się od zła, którego owocem jest istniejąca szczepionka trzeba domagać się umożliwienia szczepienia dzieci bezpiecznymi szczepionkami wyprodukowanymi w sposób etyczny. Niemniej, jeśli nie ma możliwości wyboru szczepionki wyprodukowanej w sposób etyczny, a istnieją wskazania do szczepienia, można lub nawet należy podjąć decyzję o zaszczepieniu dziecka także szczepionką w ten sposób wyprodukowaną.

Artykuł “Etyczne aspekty szczepionek uzyskiwanych z linii ludzkich komórek zarodkowych” dr. Sebastiana Gałeckiego, szeroko omawiający problem, dostępny jest w internecie.

 

 

Joanna M. Kociszewska jest dziennikarką, ale także absolwentką Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, lekarką chorób wewnętrznych z praktyką kliniczną i naukową.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail