Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Ślepnąc od świateł”, umierając z samotności…

ŚLEPNĄĆ OD ŚWIATEŁ, SERIAL HBO
YouTube
Udostępnij

Recenzenci zachwycają się mroczną produkcją HBO „Ślepnąc od świateł”. Jest czym – to udany portret Warszawy i jej mieszkańców. Ale nie tylko. Dla mnie to opowieść o czymś jeszcze…

Kuba, główny bohater serialu „Ślepnąc od świateł” (produkcja HBO na podstawie książki Jakuba Żulczyka) jest dealerem narkotyków. Można powiedzieć, że luksusowym, bo to nie łysy kark w dresach dostarczający dragów ćpunom. To przystojny facet w świetnie skrojonym garniturze, jeżdżący pięknym BMW, słuchający muzyki klasycznej dostawca „szczęścia” dla posłów, celebrytów, telewizyjnych showmanów, muzycznych gwiazd…

 

„Ślepnąc od świateł” – mroczny portret Warszawy czy…

Zbliżają się święta, Kuba chce wyjechać, odpocząć od warszawskiego grajdołka, ale przed urlopem musi domknąć kilka spraw. I jak to w życiu bywa, wszystko się komplikuje, a bohater wpada w niemałe tarapaty. Tak można, totalnie upraszczając, streścić fabułę serialu. Ale nie chcę upraszczać. Albo inaczej – moim celem jest nie tyle recenzowanie, ocenianie produkcji, co… próba spojrzenia głębiej, dokopania się do tego, co kryje się pod wierzchnią warstwą tej historii. Dlaczego?

Większość recenzji i dyskusji dotyczących „Ślepnąć od świateł” skupia się na tym, co widać na pierwszy rzut oka – na podziemnym, przerażającym, ciemnym światku Warszawy, która nocą tętni neonami szemranych klubów, ćpunach (także tych w eleganckich garniturach), którzy nie potrafią się bawić bez białego proszku, grze Kamila Nożyńskiego (pierwszy raz na ekranie) i drugoplanowych „klasyków”, jak Więckiewicz, Frycz, Pazura czy Chabior, efektach specjalnych (genialna apokaliptyczna animacja zatopionej Warszawy!).

Oczywiście, to ważne, a i jest o czym pisać. Nożyński w roli Kuby (choć oceniany jako naturszczyk) dla mnie jest trochę jak Daniel Craig, nie tylko ze względu na aparycję, twarz pozbawioną emocji i świetnie skrojone garnitury, ale też dlatego, że niczym Bond niemal z każdej opresji wychodzi bez szwanku, z małymi zadraśnięciami, jak kot, co spada na cztery łapy. Mną ta opowieść wstrząsnęła jednak z innego powodu…

 

…serial o biciu, piciu, ćpaniu?

Dlaczego piszę tu o serialu tak przerażającym, że bałam się odpalać kolejny odcinek, ale jednocześnie tak wciągającym, że nie mogłam się opanować? Dlaczego piszę o serialu, w którym zasób słów – jak słusznie zauważono w niejednej recenzji – sprowadza się do wiązanki na „p”, „k” i „h”, o serialu, w którym brutalności, wulgarności i przemocy jest tyle, że filmy Patryka Vegi to przy „Ślepnąc…” bajeczki dla gimnazjalistów?

Dlatego, że dla mnie to nie jest serial o Warszawie czy ćpaniu. Dla mnie to opowieść o samotności. Dojmującej do szpiku kości samotności w wielkim mieście. Kuba ma wyjechać w Boże Narodzenie. Ale nie chce jechać sam, kupuje dwa bilety. Sęk w tym, że nie ma z kim jechać. Dlatego rozpaczliwie szuka kogoś, kto pojedzie razem z nim. Jest kilka opcji. Paulina, dawna wielka miłość, z którą od czasu do czasu „przecinają się”. Pazina, jedyna przyjaciółka, która próbuje poukładać sobie życie. Jest też rodzina Kuby, chyba całkiem normalna (troskliwa mama dzwoni do syna, wysyła mu paczkę, żałuje, że nie zobaczą się w święta…).

Ale są i klienci Kuby. Celebryci, gwiazdy muzyki, posłowie, ludzie z pierwszych stron gazet, którzy przed świętami ostro balują, więc nie dają mu spokoju. Wydzwaniają o każdej porze dnia i nocy (zwłaszcza nocy). Urządzają imprezy na „wypasie”, na „grubo”. Hipsterskie wigilie czy suto zakrapiane i podsypywane koksem balangi. Może to forma „przygotowania”, żeby jakoś przeżyć święta, te kilka dni w roku, kiedy nikt nie pracuje, nic się nie dzieje, żeby przeżyć je z własną rodziną? Albo w samotności?

 

„Boże, w Trójcy Jedyny ześlij deszcz i zalej to miasto…”

Kuba ma tego wszystkiego dość. W jednej z pierwszych scen serialu siedzi w kościele i wypowiada słowa, które brzmią jak modlitwa. „Boże w Trójcy Jedyny ześlij deszcz i zalej to miasto” – mówi. Można powiedzieć, że jego modlitwa zostaje wysłuchana.

Pojawia się bowiem ktoś, jak bóg. Z więzienia wychodzi Dario (znakomita rola Jana Frycza), gangster starej daty, jeszcze z epoki Pruszkowa, który jest trochę jak bóg, tylko taki bardzo zły. Jest wszechwiedzący (wie wszystko, potrafi dopaść każdego i wszędzie, mówi Kubie o czymś, co właśnie się dzieje albo przedstawia szczegółową historię jego rodziny, łącznie z adresami), ale i niezwykle surowy – panuje u niego zasada ząb za ząb (dosłownie albo i gorzej).

Kuba prosi o deszcz, który zatopi Warszawę, bo chce uciec od tego wszystkiego. A jest od czego.

 

Dealer narkotyków jak… lekarz albo spowiednik

Większość klientów Kuby traktuje go albo jak lekarza (mówią, że nie mogą spać, proszą o leki), albo spowiednika (powierzają całe swoje życie, najintymniejsze historie). Są też tacy, którzy szukają w nim samym (nie tylko w jego towarze) wypełnienia trawiącej ich od środka pustki, jak na przykład Ewa. Piękna, dojrzała kobieta, mieszka w ogromnej willi, ma męża, dorastające dzieci, a… rzuca się na Kubę (i nie jest to przenośnia), bo – jak można się domyślać – jest wygłodniała czułości, zainteresowania, miłości.

Towar Kuby, „najlepszy w mieście” jest rozchwytywany, ale nie wypełni pustki tych wszystkich ludzi. A nawet jeśli, to na bardzo krótką chwilę. Dlatego dla mnie osobiście „Ślepnąc od świateł” to nie tylko nieźle skrojony thriller, nie tylko zatrważający portret podziemnej Warszawy i jej mieszkańców-korpoludków, ale opowieść o samotności, pustce i o tym, jak czasem naiwnie próbujemy ją wypełnić. Jego akcja mogłaby się wydarzyć w każdym innym mieście na świecie, jak i w każdej grupie społecznej/zawodowej.

Różnice byłyby tylko takie, że jedni zapełnialiby pustkę pracą, alkoholem, seksem, hazardem, dobrami materialnymi – czymkolwiek, co można w miarę łatwo… kupić. Ale drugiego człowieka, jego zainteresowania, ciepłej dłoni na swoim policzku kupić się nie da. Dlatego „Ślepnąć od świateł” to opowieść o tym, że człowiek nosi w sobie ogromną pustkę, pustkę, której nic nie jest w stanie zapełnić. Jedynie drugi człowiek.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail