Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Krzycz! Masz do tego prawo

KRZYK
Shutterstock
Udostępnij

Ćwiczymy uderzenia pięścią. „A teraz z okrzykiem!” - zarządza instruktorka. Czy wiecie, że krzyk w trakcie uderzenia dodaje kilka - kilkanaście niutonów siły do ciosu? Ktoś mądry to zmierzył. „Krzyknij!” - mam blokadę. Nie tylko ja.

Cios pierwszy

„Dzisiaj w szkole było okropnie!” – oho, wyczuwam duże emocje, pytam więc, co się stało. Okazuje się, że moja córka została w trakcie lekcji pociągnięta za włosy i uderzona pięścią w plecy. Czuję, jak podnosi mi się ciśnienie. Pytam jeszcze ze spokojem, co zrobiła pani. Nic, bo nie widziała. „Czemu nie krzyknęłaś?” – drążę temat. „Nie wiem”.

 

Cios drugi

To prawie zabawne, że nie dalej jak dwa tygodnie wcześniej, na nieformalnym spotkaniu rodziców rozmawiamy o zajęciach dodatkowych naszych dzieci. Słyszę wtedy pełne zdziwienia: „Twoja córka chodzi na judo? Dziewczynka? Chłopiec to rozumiem, ale dziewczynka? Po co? Nie lepiej na plastykę?”. Po co?!

Mogłabym zadać dokładnie odwrotne, ale równie stereotypowe pytanie – po co zapisywać chłopca na judo, skoro większość z nich w naturalny sposób umie się bronić, a zazwyczaj także atakować? Nie zadaję. Mówię tylko, że każdy wysiłek fizyczny uważam za zysk. I że właśnie dziewczynka potrzebuje treningu, potrzebuje poczuć swoją siłę, również tę fizyczną. By nie czuć się bezbronną, by nie wchodzić w rolę ofiary.

 

Cios trzeci

Znam taką właśnie historię. Warsztaty z samoobrony. Rozmowa prowadzącej i kobiety, która była uczestnikiem napaści na nią i jej partnera. Pada pytanie:

– Czy miałaś jakąś myśl, pomysł na to co zrobić, gdy cię zaatakowano?
– Chciałam wrzasnąć.
– I co, wrzasnęłaś?
– Nie.
– Czemu?
– Nie wiem. Chyba ze strachu. Napastnik powiedział, że mam być cicho, więc byłam.

Pytanie do całej sali – czy krzyk to był dobry pomysł? Pewnie tak, zwróciłby uwagę innych przechodniów, a może nawet przestraszył agresora. Może by go zaskoczył, dając czas na ucieczkę? Tak czy siak, warto było spróbować.

 

Nie każdy krzyk jest zły

„Nie można krzyczeć” – wdrukowujemy to sobie w głowy, w serca, wdrukowujemy to naszym córkom. Tymczasem uświadamiam sobie z niemałym zdziwieniem, że nie każdy krzyk jest zły. Krzyk może być nie tylko formą ataku, ale może być właśnie formą obrony! Może dać nam siłę. Może pomóc wyrazić emocje albo w ogóle pomóc odkryć, że te emocje przeżywamy.

 

Ciszej!

„Nie krzycz!”, „ciszej!” – kilka razy dziennie zwracam uwagę moim córkom, gdy zaaferowane zabawą podnoszą głos. Hałas jest męczący, natrętny. Drażni, wprowadza nerwową atmosferę. Ale krzyk to coś więcej – to forma agresji. To przemoc. Krzyk to moja porażka.

Podnoszę głos – nie panuję nad sobą, wstyd mi. Staram się więc nie podnosić. Zagryzam wargi, wysilam kreatywność. Wewnątrz się zagotowuję, aż para leci z uszu, ale jestem opanowana. Jestem kwiatem lotosu. Jestem łagodna, grzeczna i miła.

 

Nie pamiętam

Kiedy ostatni raz krzyczałam? Tak z całych sił? Z wściekłości, a może z radości? Czując adrenalinę na rollercoasterze, a może przeciwnie, odczuwając totalną bezsilność? Nie pamiętam. Nie pamiętam, kiedy pełną piersią pozwoliłam sobie krzyczeć.

 

Ja też mogę

Znowu warsztaty. Ćwiczymy uderzenia pięścią. „A teraz z okrzykiem!” – zarządza instruktorka. Czy wiecie, że krzyk w trakcie uderzenia dodaje kilka – kilkanaście niutonów siły do ciosu? Ktoś mądry to zmierzył. „Krzyknij!” – mam blokadę. Nie tylko ja.

Na sali wyczuwalne skrępowanie, gdzieniegdzie nieco nerwowe śmiechy. „Dziewczyny, z mocą! Nie umiecie krzyczeć?!”. Umiemy. Najpierw nieśmiało, ale potem już coraz pewniej. Wtedy prowadząca podchodzi i patrząc w oczy mówi stanowczo: „Ty nie, Ty masz być cicho, nie możesz krzyczeć. One mogą, ale Ty nie”. Właśnie tak, ona ma rację, właśnie tak myślę. I choć to tylko teatr, z trudem przychodzi mi odpowiedź: „Nieprawda, mam prawo krzyczeć. Mam do tego prawo!”.

 

Pierwotne doświadczenie

Wtedy sobie przypominam, kiedy ostatni raz tak na serio, całą sobą krzyczałam. Kiedy cała byłam krzykiem, pulsującym w falach kolejnych skurczy. To było doświadczenie tak wyzwalające, tak głębokie, jakby wypływające wprost z moich trzewi. Krzyk, który nie był wcale oznaką bólu. Był siłą i pełną koncentracją mocy na tym, by wypchnąć małego człowieka na świat. Pierwotny, tak naturalny i cudownie oczyszczający.

„Nie krzycz!” – strofuję. Przecież, mimo wszystko, nie wytrzymam ciągłej wrzawy nad głową. Ale zaraz dodaję: „Pójdziemy na dwór i wtedy sobie pokrzyczymy”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail