Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Im mniej partnerów seksualnych przed ślubem, tym szczęśliwsze małżeństwo?

KOBIETA W ŁÓŻKU
Tracey Hocking/Unsplash | CC0
Udostępnij

Żeby być szczęśliwym w małżeństwie, trzeba się wcześniej wyszaleć i „poznać różne opcje”? Wprost przeciwnie! Amerykański socjolog Nicolas Wolfinger z Uniwersytetu w Utah udowadnia, że najbardziej zadowoleni ze swoich małżeństw są ci, którzy nie sypiali z nikim poza obecnym mężem albo żoną.

Szczęście ty moje

Prof. Nicholas Wolfinger przeanalizował dane z ostatnich 30 lat z ogólnonarodowej ankiety społecznej, badając korelacje między zadowoleniem z małżeństwa a przedślubnymi doświadczeniami seksualnymi.

„Dobra wiadomość jest taka, że 64% mieszkańców Stanów Zjednoczonych uznaje swoje małżeństwa za bardzo szczęśliwe, a tylko 3% za niezbyt szczęśliwe” – pisze Nicholas Wolfinger w analizie przygotowanej dla Instytutu Studiów nad Rodziną (Institute for Family Studies).

Okazuje się też, że współcześni Amerykanie nie są tak seksualnie rozpasani, jak można by wnioskować na podstawie seriali i książek. Kobiety urodzone w latach 80. miały średnio trzech partnerów, a mężczyźni – sześć partnerek (ci, którzy skończyli studia – cztery). Jak można było przypuszczać, 90% par współżyło ze sobą przed ślubem.

 

Ten jedyny

Najciekawsze jednak jest to, że wśród osób najbardziej zadowolonych ze swoich małżeństw znaczną większość (71% mężczyzn i 64% kobiet) stanowią ci, dla których współmałżonek był jedynym partnerem seksualnym (ważna uwaga – nie chodzi o czekanie z seksem do ślubu, tylko o brak innych doświadczeń).

Im więcej przedślubnych związków erotycznych, tym mniejsza satysfakcja z małżeństwa. 65% mężczyzn i 60% kobiet mających dwoje partnerów uważa swoje małżeństwa za bardzo udane, a wśród tych, którzy sypiali z pięcioma osobami – tylko 60% mężczyzn i 58% kobiet. Te współczynniki nieznacznie rosną wśród osób, które miały więcej niż 10 partnerów.

 

Ważniejsze niż kolor skóry i dochody

Ustalenia Wolfingera bazują na badaniach opinii, więc mają swoje ograniczenia. „Bardzo szczęśliwe małżeństwo” to oczywiście nieostra kategoria. Np. osoby, które wychowały się w rozbitych rodzinach, bardziej krytycznie oceniają swoje małżeństwa niż ich współmałżonkowie. Nie wiadomo, jak deklaracje na temat doświadczeń seksualnych mają się do faktów. Warto też zauważyć różnice między płciami – kobiety przyznają się do mniejszej liczby partnerów seksualnych niż mężczyźni i są mniej zadowolone ze swoich małżeństw. Można się też zastanawiać, czy te wszystkie zależności to związek przyczynowo-skutkowy, czy może zwykła koincydencja.

Jednak nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie zastrzeżenia, sprawa wydaje się ważna i bardzo ciekawa. Osoby, które uprawiały seks tylko z obecnym małżonkiem, mają statystycznie o 7% większe szanse na to, uznają swoje małżeństwa za udane, niż osoby, które miały dwóch partnerów. Okazuje się, że doświadczenie seksualne (a raczej – jego brak) ma większy wpływ na szczęście małżeńskie niż kolor skóry, wykształcenie, zarobki czy nawet religijność.

 

To co dzieje się w Vegas, nie zostaje w Vegas

Do podobnych wniosków doszli socjolodzy Gelena Rhoades i Scott Stanley z Uniwersytetu stanu Virginia, którzy w ramach badania National Marriage Project zastanawiali się, jakie znaczenie dla jakości małżeństwa mają wcześniejsze doświadczenia, takie jak np. mieszkanie razem bez ślubu, rozwód, posiadanie dzieci z innych związków i uczestniczenie w kursie przedmałżeńskim. To, co dzieje się w Vegas, nie zostaje w Vegas – stwierdzają. Decyzje, które podejmujemy przed ślubem, wpływają na to, jak nam się później razem żyje.

Np. tylko jedna czwarta kobiet, których mężowie mają nieślubne dzieci, uważa swoje małżeństwa za udane. Wśród par zadowolonych ze swojego związku tylko jedna trzecia zamieszkała razem przed podjęciem decyzji o ślubie. Szanse na szczęście małżeńskie rośnie nawet wraz z… liczbą gości zaproszonych na wesele. Dlaczego? Badacze ostrożnie stawiają tezę, że związki, które cieszą się większą aprobatą otoczenia (a duże wesele to na ogół duża aprobata), są szczęśliwsze.

 

Decydenci kontra ślizgacze

Gelena Rhoades i Scott Stanley uważają, że istnieją dwa modele budowania związku: „decydowanie” i „ślizganie się”. Biorą pod uwagę kamienie milowe każdej relacji, takie jak pierwszy pocałunek, „rozmowa definiująca związek”, rozpoczęcie współżycia, urodzenie dziecka itd.

Pary, które się ślizgają, pokonują kolejne etapy szybko i bez większej refleksji. Natomiast te, które stawiają na decydowanie, później dochodzą do pewnych rzeczy i więcej analizują, dyskutują, a nawet spierają się. Ten drugi model lepiej rokuje dla jakości małżeństwa.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail