Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Polska supermocarstwem? Prognoza sprzed 10 lat, która w wielu punktach się sprawdziła

shutterstock.com
Udostępnij

W kontekście świętowania 100. rocznicy polskiej niepodległości warto przypomnieć książkę z 2008 roku, napisaną przez amerykańskiego politologa George'a Friedmana "Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek", która pokazuje, jak USA postrzegają nasz kraj i jaką rolę na światowej szachownicy chcą nam przydzielić. Friedman uważa, że w połowie wieku staniemy się jednym z pięciu światowych mocarstw.

Większość politologów uważa dzisiaj, że tworzenie prognoz na więcej niż 20 lat ma taką wartość jak wróżenie z fusów. George Friedman ma na ten temat zupełnie inną opinię. I trzeba przyznać, że jego odwaga ma spore umocowanie. Po pierwsze: Friedman jest założycielem i szefem agencji prognoz geopolitycznych Stratfor– jednego z najważniejszych prywatnych ośrodków analitycznych w świecie anglosaskim.

Po drugie można przypuszczać, że jego książka nie tylko dostarcza informacji, ale jest również eksplikacją celów władz amerykańskich i elementem gry politycznej. Zapewne miała być czymś w rodzaju samosprawdzającej się przepowiedni. Nawet gdyby przepowiednia się nie sprawdziła, warto wiedzieć, co chce osiągnąć „wróżka”.

Po trzecie – po dziesięciu latach od wydania książki można powiedzieć, że co najmniej kilka wydarzeń zostało trafnie przewidzianych, np. rozruchy w krajach arabskich w 2010 r., nazwane Arabską Wiosną, aneksja wschodnich terenów Ukrainy przez Rosję, osłabienie Unii Europejskiej (bo niewątpliwie to właśnie oznacza Brexit) i przyspieszenie rozwoju gospodarczego i politycznego Turcji.

 

Pax Americana

Friedman uważa, że na świecie kończy się era dominacji Europy, a zaczyna się era amerykańska. Pisząc o własnej ojczyźnie nie podaje jednak argumentów o moralnej wyższości zachodniego stylu życia ani o eksporcie demokracji i praw człowieka. Jego zdaniem USA mają – jak dawniej imperium rzymskie – wybór między mocarstwowością a upadkiem.

Z całą pewnością Friedman podpisałby się pod sławną sentencją XIX-wiecznego angielskiego premiera Henry’ego Temple, że jego kraj nie ma wiecznych sojuszników ani wiecznych wrogów, tylko ma wieczne interesy. Takie myślenie powinno być chyba dla nas szczególnie cenne, bo z racji położenia geograficznego Polska zawsze będzie między młotem a kowadłem, a doświadczenie zdrady Zachodu w czasie II wojny światowej uczy, że powinniśmy się częściej kierować zimną kalkulacja, a rzadziej emocjami.

 

Polska od morza do morza

Friedman uważa, że zachodnia Europa dogorywa z powodu problemów demograficznych, kryzysu moralnego i tego, co można by nazwać zanikiem woli życia. O Unii Europejskiej ledwo napomyka traktując ją jako twór nieudany i tymczasowy. Widzi w Polsce kandydatkę na lidera. Dlaczego? Bo dawno nie byliśmy potęgą, a mamy ku temu warunki geograficzne, demograficzne i mentalne. Mniej optymistycznie brzmi teza, że wybijemy się na wielkość po wojnie z Rosją, która chyląc się ku upadkowi będzie próbowała wykonać ostatni skok ku mocarstwowości. W tej konfrontacji (mającej się rozpocząć około roku 2020 r., a więc całkiem niedługo!) mają nas technologicznie i militarnie wesprzeć Stany Zjednoczone i przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę. Na pocieszenie można dodać, że wojna ma się rozegrać głównie w przestrzeni kosmicznej.

Ciekawe, że Friedman zbywa zagrożenie islamskie stwierdzeniem, że USA już wygrały tę wojnę, przesuwając ją daleko poza swoje granice i destabilizując kraje muzułmańskie. Kiedy się patrzy na rosnącą inwazję z Afryki Północnej i Bliskiego wschodu na zachodnią Europę, trudno się zgodzić z taką tezą. Chyba że uznamy to za element wspomnianego wyżej upadku Europy. Smutne. Ale niewykluczone, że prawdziwe.

 

Oceany

Friedman uważa, że o potędze gospodarczej i militarnej państw decyduje głównie dostęp do mórz i umiejętność wykorzystania szlaków wodnych do handlu i przemieszczania wojsk. Oczywiście olbrzymie znaczenie mają także zasoby naturalne, demografia i kultura. Dlatego na przyszłe mocarstwa typuje oprócz USA i Polski: Turcję, Japonię i Meksyk.

W tym zestawieniu nie ma Chin ani państw o takim potencjale jak Indie czy inne kraje latynoskie. Jest natomiast malutka Japonia, która ma bodaj najniższy przyrost naturalny i najwięcej samobójstw na świecie. Dlaczego? Bo do odnoszenia sukcesów nie wystarczy jeden atut, np. sama tylko demografia albo wyłącznie rozwinięta gospodarka. Potrzebne jest współgranie kilku czynników. Japonia, która mimo olbrzymich problemów społecznych jest nadal jednym z najbogatszych krajów świata, będzie – zdaniem Friedmana – prowadziła ekspansję na kontynent azjatycki w poszukiwaniu bogactw naturalnych.

 

Zbyt optymistyczne inwestycje

Dlaczego nie Chiny? Bo zdaniem Friedmana ich pozornie bajeczny rozwój gospodarczy jest oparty na nazbyt optymistycznych inwestycjach i kredytach. Kulą u nogi ma się okazać również chińska polityka jednego dziecka, która już niedługo doprowadzi do pojawienia się nadreprezentacji ludzi w podeszłym wieku. Problemem Chińczyków ma być także niedocenianie żeglugi morskiej i brak tradycji w tej dziedzinie.

Turcja jako jeden z niewielu krajów na świecie ma samowystarczalną gospodarkę, bogactwa naturalne, dużo ludności, dobre położenie i tradycje imperialne. No i ma na pieńku z Rosją. Chyba najbardziej zaskakujący kraj z „Wielkiej Piątki”, czyli Meksyk jest w podobnej sytuacji – tyle że nigdy dotąd nie był potęgą i oczywiście dąży do nieuchronnej konfrontacji nie z Rosją, tylko ze swoim północnym sąsiadem.

 

Tako rzecze ONZ?

W prognozach Friedmana najciekawsze jest to, że patrzy on na różne kraje całościowo – widzi nie tylko ich obecną sytuację, ale także historię, mentalność mieszkańców i zadawnione animozje. Uważa, że żeby zrozumieć teraźniejszość i ważyć się na przewidywanie przyszłości, trzeba poznać przeszłość. Choćby z tego powodu warto przeczytać „Następne 100 lat”.

Książka Friedmana była oczywiście również przedmiotem licznych krytyk, ale moim zdaniem najpoważniejsza wątpliwość dotyczy prognoz demograficznych. Autor uważa, że przyrost ludności na całym świecie zostanie w najbliższych dziesięcioleciach znacznie spowolniony i nie będzie miał takiego jak dotychczas wpływu na sytuację społeczno-polityczną (zapewne dlatego prawie zupełnie pomija na przykład kraje północnej Afryki?). Argumentuje to  … prognozami ONZ. Od analityka tej rangi można się chyba spodziewać większego krytycyzmu i korzystania z bardziej wiarygodnych źródeł. Gdyby jego teorie okazały się chybione, to chyba najprędzej z tego właśnie powodu.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail