Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Poczucie winy, które niszczy

POCZUCIE WINY
Anthony Tran/Unsplash | CC0
Udostępnij

Poczucie winy to motor rozwoju i budowania więzi, jeśli jest adekwatne. Przychodzi z wiadomością, że kogoś mogłem zranić i jestem mu coś dłużny. Motywuje do tego, by powiedzieć „przepraszam”, coś naprawić. Bywa jednak nieuzasadnione i destrukcyjne. Powoduje złość albo rezygnację z wartościowego życia i niszczy relacje.

Ciągnie w dół i miażdży

Rozwojowe poczucie winy daje szansę być coraz bliżej z drugim człowiekiem. Jeśli wyobrazimy sobie więź jako linę, to raniąc drugiego, nadwyrężamy ją lub zrywamy. Odkrycie, co zrobiłem źle, pozwala mi wiązać na tej linie supły – ze słów „przepraszam” i lepszego wczucia się w potrzeby drugiej osoby. Im więcej gestów pojednania, tym możemy stawać się sobie bliżsi.

Czasem jednak poczucie winy jedynie ciągnie w dół i miażdży. „Wszystko robię źle”. „Nie można na mnie liczyć”. Zjawia się w towarzystwie kwantyfikatorów wielkich: „zawsze”, „wszystko”, „nigdy”, „nic”. Nie ma tu miejsca dla odrobiny realizmu, że może tylko „czasem”, „coś” i „komuś”. On pomógłby obchodzić się ze sobą dużo lepiej: „Raz coś mi wychodzi, a raz nie”.

Jeśli poczucie winy zjawia się, gdy „obniżasz poprzeczkę” – mniej załatwisz, mniej zrobisz – warto sprawdzić, gdzie ta poprzeczka wisi. Możliwe, że została umieszczona o wiele za wysoko. Wówczas sumienie męczy nas nie dlatego, że kogoś zraniliśmy albo zachowaliśmy się w sposób, który nie nam nie służy. Bazuje na przekonaniach o tym, jaką wydajność powinien mieć „porządny człowiek”.

 

Nadmierne wymagania

Możesz czuć się winny lub winna, kiedy odpoczywasz – i to jest bez sensu. Kiedy kupujesz sobie coś (i nie jest to setna rzecz w tym miesiącu), kiedy ktoś mówi ci komplement albo kiedy coś ci się udaje. Nurty behawiorystyczne mówią, że w takim wypadku trzeba robić rzecz, która powoduje nieuzasadnione poczucie winy, ciągle i ciągle od nowa, aż ono minie. Ja jestem skłonna wierzyć, że nie jest to możliwe bez przyjrzenia się, co spowodowało takie cierpienie. Bo życie w cieniu nieustannego poczucia winy jest cierpieniem.

Bezpodstawne poczucie winy zjawia się najczęściej jako pokłosie nadmiernych wymagań. Jest skutkiem warunkowego wychowania, w którym trzeba się było naprawdę namęczyć, by zasłużyć na aprobatę rodziców. A może ona i nigdy nie przychodziła i niezaspokojone pragnienie, żeby poczuć się w końcu kimś wartościowym i „w porządku”, zostało w nas aż do teraz.

 

Przepraszam, że żyję

Destrukcyjne poczucie winy ma też skrajną wersję: „Przepraszam za to, że żyję”. Ludzie, którzy tak je przeżywają, postawą ciała, słowami na własny temat i wyborami, jakich dokonują, wyrażają głębokie przekonanie, że nie mają żadnych praw. Że wszystkim zawadzają i sprawiają kłopot.

Człowiek, który przeprasza, że żyje, musiał wcześniej dużo słyszeć o tym, że w jakimś sensie prawo do życia mu nie przysługuje. Może przez narzekanie mamy, że zbyt wiele kosztuje ją opieka nad dzieckiem, że „wypruła sobie dla niego flaki”. Wówczas każda komórka zapamiętuje, że moje życie zabijało najważniejszą osobę na świecie – mamę.

 

Jesteś zbędny

Podobnie śmiercionośne są słowa rodziców o tym, że „nie powinno ciebie być”, „lepiej, gdybyś się nie urodził”, „to był błąd, że powołaliśmy cię na świat”. Obarczają niewyobrażalnym ciężarem. Wpędzają w „winę ontologiczną” – czyli wynikającą z samego faktu, że się istnieje. Jeśli w domu dziecko traktowane jest jak zbędny przedmiot, zabiera takie myślenie o sobie w dorosłość.

Nie ma wówczas innej drogi niż wyruszenie w podróż do przeszłości, najlepiej w towarzyszeniu terapeuty, by w końcu wziąć siebie w obronę i zobaczyć, że zawinił kto inny. Że dziecko przychodząc na świat nie zaciąga winy, ale to rodzice mogą być niegotowi na jego przyjęcie – i to oni potrzebują wybaczenia za ciężary, jakie złożyli na ramiona swoich dzieci.

 

Zdrowe poczucie winy

Jeśli jesteśmy rodzicami, warto, byśmy dobrze dobierali słowa. Wiele z nich może się stać destrukcyjnym posagiem. Dzieci potrzebują słyszeć (i czuć): „Dobrze, że jesteś”. „Jesteś dla mnie ważny”. „Rozumiem, co przeżywasz”. Te komunikaty bardziej niż listy wymagań sprzyjają tworzeniu się zdrowego poczucia winy – żalu za to, że ktoś inny przez moje działania poczuł się mniej wartościowy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail