Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Brakuje mi świadectw prawdziwych, jak „Zły dzień” Agnieszki Chylińskiej

JOLA SZYMAŃSKA
Udostępnij

Nie wierzę w Boga pobożnych owieczek. Wierzę w Boga realnych ludzi. W Boga mojego, Agnieszki Chylińskiej, bezdomnego pana z placu Wszystkich Świętych, studentów na melanżu, znerwicowanych matek i pracoholików. Chciałabym usłyszeć o Nim więcej.

O Agnieszce Chylińskiej powiedziano ostatnio tak wiele, że aż strach poruszać ten temat. Istnieje wysokie zagrożenie opakowania go w kolejne: „jakie piękne świadectwo!”. Choć faktycznie, o „świadectwo” chodzi.

Tyle razy słyszeliśmy już o nawróconych bohaterach. „Bóg uwolnił go od narkotyków!”, „Była prostytutką, kiedy spotkała Boga”, „Bóg wyciągnął go z bezdomności!” – czytam często. Kto nie chciałby być wyciągnięty z własnych syfów? W jednym momencie, trach i już! Wolność, miłość, szczęście i przygoda życia.

Idealnie.

Tymczasem, choć Chylińska od dawna wspomina o Bogu, dopiero na kanapie u Kuby Wojewódzkiego, a potem na swoim kanale w rozmowie z nim, Edwardem Miszczakiem i Marcinem Prokopem, przedstawiła coś więcej niż świadectwo nawrócenia. Mianowicie – świadectwo uczciwej wiary.

Pokazuje w nim, że wiara może polegać na żmudnej cierpliwości. Bo mimo że jestem nikim, że grzeszę, że jestem „narkomanem”, „prostytutką” i „bezdomnym” w jednym. Mimo że rozwalam relacje i nie potrafię kochać, to do jasnej cholery (choć Artystka użyłaby innego przecinka) – właśnie taka jestem kochana.

Brakuje mi takich świadectw. Bez maski ugrzecznionych westchnień. Brakuje mi prostych, szczerych, bezpośrednich słów prawdy o realnym życiu. Dlaczego?

 

Powód pierwszy: normalność

Bo potrzebuję normalności. Jak każdy. Właśnie dlatego, że sama nigdy do końca nie będę normalna. Chylińska mówi: „Bardzo chciałam być normalna. Bardzo chciałam być w domu”. Tłumaczy, że życie rodzinne ją przerosło. Że to nie jej świat. Że próbowała oszukać samą siebie, że da radę być wzorową żoną i matką. Ale serio, kto się tak nie oszukuje?

Żenimy się, rodzimy dzieci, zmieniamy prace, zakładamy firmy, budujemy domy z naiwną nadzieją na czystą kartę. Na to, że już nigdy nikogo nie zdradzimy. Że nie okłamiemy. Nie ukradniemy. Nie uderzymy w nikogo. Tak bardzo naiwnie chcemy samych siebie oszukać. Zamiast powiedzieć sobie jasno: czasami niszczę. Czasami częściej, czasami mocniej. Niszczę siebie i własne życie. Czy mimo to kochasz mnie, Boże?

W wielu, jeżeli nie w każdym z nas jest dziecko, które wciąż nie dowierza pozytywnej odpowiedzi na to pytanie. A ona jest wiarą.

 

 

Powód drugi: złość

Bo mam czasem zły dzień. I potrzebuję dać sobie do niego prawo. Czasem jestem wkurzona. Tracę cierpliwość. Rzucam telefonem, książką, papierami. Przeklinam i irytuje mnie każdy napotkany uśmiech. Mam prawo do takiego dnia. Mam prawo do złości. Od mojego charakteru, osobowości, od doświadczeń będzie zależało to, jak ją z siebie wyrzucę. Ale jeżeli zacznę ją w sobie tłumić, zacznę wariować. Wiem z doświadczenia.

A nie mówi się wiele o złości, kiedy mowa o wierze. Złościć może się ktoś zły, zepsuty, nieopanowany… zupełnie, jakby złość sama w sobie była czymś szkodliwym. Jakby nie była zdrową emocją, którą nasz organizm reaguje na rzeczywistość. Brakuje mi kobiet, które przełamują ten idiotyczny schemat. Schemat, który krzywdzi każdego, kto zamiast zrozumieć i zaakceptować własne emocje, tłumi je. I tym samym uderza nimi w samego siebie.

 

Powód trzeci: Bóg realnych ludzi

Nie wierzę w Boga pobożnych owieczek. Wierzę w Boga realnych ludzi. W Boga mojego, Agnieszki Chylińskiej, bezdomnego pana z placu Wszystkich Świętych, studentów na melanżu, znerwicowanych matek i pracoholików. Chciałabym usłyszeć o tym Bogu więcej. Chciałabym Go lepiej poznać. Bo wydaje mi się bliski.

Wydaje się nie oczekiwać ode mnie niemożliwego. Wydaje się znać moje syfy i to, jak ich nie ogarniam. Wydaje się rozumieć, że nigdy nie przestanę upadać. Wydaje się nawet, że mogłoby Mu na mnie zależeć. Nie na tej, którą chciałabym być, ale właśnie na tej, którą jestem.

Na tej, która obiecuje bratu, że zadzwoni, ale nie dzwoni. Na tej, która myśli ciągle o pracy, ale nie potrafi się do niej zmobilizować przed 11:00. Na tej, która nie wszystko potrafi wybaczyć. Na tej, która mocno wątpi w to, czy On w ogóle istnieje. Na tej, która wciąż lubi wypierać fakty. Na tej, która woli nie wspominać publicznie o reszcie dziadostwa, z którego nie potrafi się wygrzebać.

Fajnie byłoby Go lepiej poznać.

 

Powód czwarty: Śmierdząca szuflada

Bardzo się cieszę, że w wywiadzie z Chylińską nie ma nikogo z religijnego światka. Że rozmawiają z nią ludzie, do których wielu katolików ma obiekcje. Że nie szuka akceptacji, ale rozwala schematy. Rozbebesza swoją historię przed przyjaciółmi i ma w głębokim poważaniu to, co kto o niej pomyśli.

Ta rozmowa jest jak powiew zdrowego, świeżego powietrza w zatęchłych i śmierdzących szufladkach internetu. Słuchając, miałam ochotę podbiec i pomóc w wyważaniu klejących się, brudnych desek, pomiędzy „katolami”, „lewakami” i „Żydami”. W takich klitkach nie da się żyć, nie da się rozmawiać. Nie da się myśleć.

Dobrze przypomnieć sobie, że są tylko wytworem naszych wystraszonych, ograniczonych wyobraźni, a nie rzeczywistością.

Kiedy piszę ten felieton, rozmowę z Agnieszką Chylińską zobaczyło już 766 033 bardzo różnych osób. 2 903 z nich skomentowało ją. Różnie, najczęściej pozytywnie. Wiele komentarzy to „cholerne podziękowania”. Ja też jestem wdzięczna. Za nadzieję, energię, bezkompromisowość. Za kilka bodźców, które przypominają, jak niejednowymiarowa jest rzeczywistość.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail