Aleteia
niedziela 25/10/2020 |
Św. Chryzanta i św. Darii
For Her

Brakuje mi świadectw prawdziwych, jak "Zły dzień" Agnieszki Chylińskiej

JOLA SZYMAŃSKA

Jola Szymańska - publikacja 15.11.18

Nie wierzę w Boga pobożnych owieczek. Wierzę w Boga realnych ludzi. W Boga mojego, Agnieszki Chylińskiej, bezdomnego pana z placu Wszystkich Świętych, studentów na melanżu, znerwicowanych matek i pracoholików. Chciałabym usłyszeć o Nim więcej.

O Agnieszce Chylińskiej powiedziano ostatnio tak wiele, że aż strach poruszać ten temat. Istnieje wysokie zagrożenie opakowania go w kolejne: „jakie piękne świadectwo!”. Choć faktycznie, o „świadectwo” chodzi.

Tyle razy słyszeliśmy już o nawróconych bohaterach. „Bóg uwolnił go od narkotyków!”, „Była prostytutką, kiedy spotkała Boga”, „Bóg wyciągnął go z bezdomności!” – czytam często. Kto nie chciałby być wyciągnięty z własnych syfów? W jednym momencie, trach i już! Wolność, miłość, szczęście i przygoda życia.

Idealnie.

Tymczasem, choć Chylińska od dawna wspomina o Bogu, dopiero na kanapie u Kuby Wojewódzkiego, a potem na swoim kanale w rozmowie z nim, Edwardem Miszczakiem i Marcinem Prokopem, przedstawiła coś więcej niż świadectwo nawrócenia. Mianowicie – świadectwo uczciwej wiary.

Pokazuje w nim, że wiara może polegać na żmudnej cierpliwości. Bo mimo że jestem nikim, że grzeszę, że jestem „narkomanem”, „prostytutką” i „bezdomnym” w jednym. Mimo że rozwalam relacje i nie potrafię kochać, to do jasnej cholery (choć Artystka użyłaby innego przecinka) – właśnie taka jestem kochana.

Brakuje mi takich świadectw. Bez maski ugrzecznionych westchnień. Brakuje mi prostych, szczerych, bezpośrednich słów prawdy o realnym życiu. Dlaczego?

Powód pierwszy: normalność

Bo potrzebuję normalności. Jak każdy. Właśnie dlatego, że sama nigdy do końca nie będę normalna. Chylińska mówi: „Bardzo chciałam być normalna. Bardzo chciałam być w domu”. Tłumaczy, że życie rodzinne ją przerosło. Że to nie jej świat. Że próbowała oszukać samą siebie, że da radę być wzorową żoną i matką. Ale serio, kto się tak nie oszukuje?

Żenimy się, rodzimy dzieci, zmieniamy prace, zakładamy firmy, budujemy domy z naiwną nadzieją na czystą kartę. Na to, że już nigdy nikogo nie zdradzimy. Że nie okłamiemy. Nie ukradniemy. Nie uderzymy w nikogo. Tak bardzo naiwnie chcemy samych siebie oszukać. Zamiast powiedzieć sobie jasno: czasami niszczę. Czasami częściej, czasami mocniej. Niszczę siebie i własne życie. Czy mimo to kochasz mnie, Boże?

W wielu, jeżeli nie w każdym z nas jest dziecko, które wciąż nie dowierza pozytywnej odpowiedzi na to pytanie. A ona jest wiarą.

Powód drugi: złość

Bo mam czasem zły dzień. I potrzebuję dać sobie do niego prawo. Czasem jestem wkurzona. Tracę cierpliwość. Rzucam telefonem, książką, papierami. Przeklinam i irytuje mnie każdy napotkany uśmiech. Mam prawo do takiego dnia. Mam prawo do złości. Od mojego charakteru, osobowości, od doświadczeń będzie zależało to, jak ją z siebie wyrzucę. Ale jeżeli zacznę ją w sobie tłumić, zacznę wariować. Wiem z doświadczenia.

A nie mówi się wiele o złości, kiedy mowa o wierze. Złościć może się ktoś zły, zepsuty, nieopanowany… zupełnie, jakby złość sama w sobie była czymś szkodliwym. Jakby nie była zdrową emocją, którą nasz organizm reaguje na rzeczywistość. Brakuje mi kobiet, które przełamują ten idiotyczny schemat. Schemat, który krzywdzi każdego, kto zamiast zrozumieć i zaakceptować własne emocje, tłumi je. I tym samym uderza nimi w samego siebie.

Powód trzeci: Bóg realnych ludzi

Nie wierzę w Boga pobożnych owieczek. Wierzę w Boga realnych ludzi. W Boga mojego, Agnieszki Chylińskiej, bezdomnego pana z placu Wszystkich Świętych, studentów na melanżu, znerwicowanych matek i pracoholików. Chciałabym usłyszeć o tym Bogu więcej. Chciałabym Go lepiej poznać. Bo wydaje mi się bliski.

Wydaje się nie oczekiwać ode mnie niemożliwego. Wydaje się znać moje syfy i to, jak ich nie ogarniam. Wydaje się rozumieć, że nigdy nie przestanę upadać. Wydaje się nawet, że mogłoby Mu na mnie zależeć. Nie na tej, którą chciałabym być, ale właśnie na tej, którą jestem.

Na tej, która obiecuje bratu, że zadzwoni, ale nie dzwoni. Na tej, która myśli ciągle o pracy, ale nie potrafi się do niej zmobilizować przed 11:00. Na tej, która nie wszystko potrafi wybaczyć. Na tej, która mocno wątpi w to, czy On w ogóle istnieje. Na tej, która wciąż lubi wypierać fakty. Na tej, która woli nie wspominać publicznie o reszcie dziadostwa, z którego nie potrafi się wygrzebać.

Fajnie byłoby Go lepiej poznać.

Powód czwarty: Śmierdząca szuflada

Bardzo się cieszę, że w wywiadzie z Chylińską nie ma nikogo z religijnego światka. Że rozmawiają z nią ludzie, do których wielu katolików ma obiekcje. Że nie szuka akceptacji, ale rozwala schematy. Rozbebesza swoją historię przed przyjaciółmi i ma w głębokim poważaniu to, co kto o niej pomyśli.

Ta rozmowa jest jak powiew zdrowego, świeżego powietrza w zatęchłych i śmierdzących szufladkach internetu. Słuchając, miałam ochotę podbiec i pomóc w wyważaniu klejących się, brudnych desek, pomiędzy „katolami”, „lewakami” i „Żydami”. W takich klitkach nie da się żyć, nie da się rozmawiać. Nie da się myśleć.

Dobrze przypomnieć sobie, że są tylko wytworem naszych wystraszonych, ograniczonych wyobraźni, a nie rzeczywistością.

Kiedy piszę ten felieton, rozmowę z Agnieszką Chylińską zobaczyło już 766 033 bardzo różnych osób. 2 903 z nich skomentowało ją. Różnie, najczęściej pozytywnie. Wiele komentarzy to „cholerne podziękowania”. Ja też jestem wdzięczna. Za nadzieję, energię, bezkompromisowość. Za kilka bodźców, które przypominają, jak niejednowymiarowa jest rzeczywistość.


AGNIESZKA CHYLIŃSKA, WYWIAD JAKIEGO NIE BYŁO

Czytaj także:
Agnieszka Chylińska: Jestem łajdakiem, który przychodzi do Pana Jezusa


JAK DOPROWADZIĆ DO ROZWODU

Czytaj także:
Jak przez codzienne problemy nie doprowadzić do rozwodu?


JOLA SZYMAŃSKA SELFIE

Czytaj także:
Jola Szymańska: Dlaczego czasem warto przespać rekolekcje

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
świadectwo
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Katolicka Agencja Informacyjna
Papież: „To najgorsza zniewaga, jaką można wy...
BEZDOMNY JEZUS
Katolicka Agencja Informacyjna
Wezwali policję do bezdomnego, a tam Jezus
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
OJCIEC SERAFIM
Łukasz Kobeszko
Przepięknie śpiewa i modli się w języku Jezus...
RĄCZKA NIEMOWLAKA
Marta Brzezińska-Waleszczyk
Byłam świadkiem 45 minut życia. To była lekcj...
GIULIA MICHELINI
Silvia Lucchetti
Świadectwo włoskiej aktorki, która urodziła j...
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail