Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Co robisz, kiedy chce ci się płakać? Jest tylko jedno wyjście

CO ROBISZ, KIEDY CHCE CI SIĘ PŁAKAĆ
Amadeo Muslimović/Unsplash | CC0
Udostępnij

Przypomniał mi się rysunek, który widziałam niedawno. Stoją naprzeciwko siebie dwie dziewczynki i rozmawiają. – Jak chce mi się płakać, to sobie śpiewam. A ty co robisz, jak chce ci się płakać? – Płaczę – odpowiada z prostotą druga. Jestem pod wrażeniem mądrości tej małolaty.

Zażartowałam, coś odburknęłam, mrugnęłam okiem, podciągnęłam do góry kącik ust. Tylko jeden, bo nie lubię rozmachu. Wyrazem twarzy zasygnalizowałam, że nic mi to nie zrobiło, że złośliwość drugim uchem wyleciała, że nie uraczy obserwator smutku na mojej twarzy, tak przecież dobrze skontrolowanej. Choć przezroczysta jestem jak celofan, a to co wpakowane doń widać bez wątpienia wyraźnie, poczucie skrzywdzenia potrafię tak zapakować, że nawet wprawne oko go nie przyuważy.

Wróciłam do domu. Czuję, jak mój kanalik łzowy zaczyna wypełniać roztwór chlorku sodu, nie mam jednak zamiaru dawać upustu emocjom. Nie z takiego powodu. Co to, to nie. Włączam muzykę. Wesołą. Najweselszą. W głośnikach słyszę czubienie się trąbki i klawiszy, jednak po kilku minutach coś przerywa ich fechtunek.

„Dziękuję bardzo Marzeno. Właśnie mnie unieważniłaś” – usłyszałam. Te dwa zdania wślizgnęły mi się do ucha nie po fałdach usznej małżowiny, ale gdzieś z wewnątrz. Na błonie bębenkowej odbił się dźwięk wyrzutu, podczas gdy ja natarczywie starałam się oponować. Wzięłam pilot z hi-fi do ręki, gotowa podkręcić głośność.

 

Budowa ucha

Ucho człowieka ma bardzo skomplikowaną strukturę, a mechanizmy, które powodują, że nerw słuchowy przekazuje sygnały do mózgu, gdzie są one interpretowane jako dźwięki, zdają się być dalece bardziej zawiłe i nieprzystępne niż konstrukcja silnika odrzutowego z napędem jądrowym. Jak wielką tajemnicą jest zmysł słuchu, można się przekonać, przyglądając się jego szczegółowej budowie. Albo nie. Ogółowej. Lepiej ogółowej.

 

Ucho zewnętrze

To ten fragment budowy ucha, który odpowiada za słyszenie tego, co do nas mówią. To może być tata, który tłumaczy, że to był tylko chomik, że kupi ci nowego, że nie ma co płakać. Albo mama, która – kiedy poskarżyłaś jej na kolegę – mówi: „Oj, nie przesadzaj, jesteś przewrażliwiona. Po prostu był wkurzony i trochę przegiął. Zdarza się”.

Albo koleżanka z piątej klasy, która powiedziała ci, że nie masz dystansu do siebie, kiedy popłakałaś się po tym, jak pokazała całej klasie twój list miłosny do Przemka z klasy szóstej. To może być też wredny kuzyn, no ten z zadartym noskiem, co powiedział ci, że to tylko żart był, kiedy stwierdził, że masz grację i powab kaszalota. No a wiadomo – skoro ci przykro, to znaczy, że nie znasz się na żartach. Tak działa ucho zewnętrze. To, które słyszy to, co do ciebie mówią.

 

Ucho wewnętrzne

To z kolei ta część przewodu słuchowego, która odpowiada za słyszenie tego, co mówimy sami do siebie. I mogłoby się zdawać, że to dość odrębna struktura, niezwiązana z uchem zewnętrznym, dopóki nie usłyszymy paru zdań, które ucho wewnętrzne rejestruje.

To może być skierowany do siebie zakaz płakania, po tym, gdy ucho zewnętrzne usłyszało przykrość ze strony partnera. „Nie płacz, to nie jest powód do płaczu”- korygujesz się. To może być również zakaz złoszczenia się, kiedy szef cię sponiewiera: „oj nie przesadzaj, jesteś przewrażliwiona. Po prostu był wkurzony i trochę przegiął. Zdarza się”. Albo nakaz przyjmowania na chłodno tego, co cię zapala, ale przecież zapalać nie powinno, bo to nie pomoże ci utrzymać wysokiego mniemania o sobie budowanego na przekonaniu, że masz dystans i jesteś ponad tym.

To może być również zakaz odczuwania krzywdy, gdy kolega z pracy stwierdził, że dostałaś awans nie dlatego, że świetnie sobie radzisz na tym stanowisku, ale dlatego, że jesteś blondynką, a szef lubi blondynki. „To przecież żart był, daj spokój, nie znasz się na żartach czy co?” – pytasz siebie i naciągasz uśmiech na twarz. I możesz być przekonana, że to, co nadajesz do siebie jest tym, co wypływa z ciebie, że masz nad tym kontrolę, że to jest twoje i niczyje więcej, dopóki nie odkryjesz, jak wiele z tych słów to te, które usłyszało kiedyś ucho zewnętrzne.

 

To jest do przeżycia

Przypomniał mi się rysunek, który widziałam niedawno. Stoją naprzeciwko siebie dwie dziewczynki i rozmawiają.

– Jak chce mi się płakać, to sobie śpiewam. A ty co robisz, jak chce ci się płakać?

– Płaczę – odpowiada z prostotą druga.

Jestem pod wrażeniem mądrości tej małolaty i postanawiam wyłączyć odtwarzacz. Trąbka i klawisze przebrzmiały.

Cisza. Tylko Ja i Smutek. Cześć, widzę cię, jesteś ważny. Mam obowiązek przyjąć cię, zaakceptować i pozwolić ci być we mnie, bo jesteś częścią mnie. Przykro mi, że w pierwszym momencie zostałeś przeze mnie zignorowany. Nie tak ważne jest, dlaczego się pojawiłeś, bo nie o to chodzi, że zweryfikować cię należy, czy masz prawo tu być, czy też nie. Chodzi o to, żebyś był dostrzeżony i uważniony. Jesteś do przeżycia, więc należy cię przeżyć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail