Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Poszukiwania Arki Noego. Czy udało nam się ją znaleźć?

POSZUKIWANIA ARKI NOEGO
Udostępnij

Czy jeden z najbardziej rozpoznawalnych starotestamentalnych artefaktów mógł przetrwać do naszych czasów?

Duże zainteresowanie, z jakim spotkał się mój niedawny tekst poświęcony rekonstrukcji Arki przez wspólnotę amerykańskich kreacjonistów, skłonił mnie do szerszego przedstawienia historii poszukiwań słynnego statku. Choć bowiem półprofesjonalne prace badawcze na zboczach Araratu to historia sięgająca ledwie ubiegłego stulecia (więcej o początkach biblijnej archeologii tutaj), o pozostałościach obiektu pisał m.in. wybitny żydowski historyk, Józef Flawiusz.

Wedle jego relacji, przypadającej na I w. n.e., wrak Arki miał być w tych czasach pokazywany przybyszom przez mieszkańców osad u podnóża Araratu. Jeszcze starsza relacja żyjącego w III w. p.n.e. Berosza Chaldejczyka mówi zaś o antydemonicznych amuletach ochronnych, jakie mieszkańcy ci mieli wykonywać ze szczątków statku.

Podstawowy problem związany z wiarygodnością tego typu historycznych doniesień na temat Arki jest jednak taki, że przytaczają i popularyzują je głównie wspólnoty traktujące biblijną faktografię w sposób bezkrytycznie dosłowny (świadkowie Jehowy, ortodoksyjne grupy protestanckie). Na drugim biegunie są oczywiście skrajni racjonaliści, którzy w katastroficznej opowieści z Księgi Rodzaju widzą jedynie wartość alegoryczną.

 

Tak długo jak archeologia nie dostarczy nam jednoznacznych dowodów (a być może nie dostarczy ich nigdy), spór powyższy pozostaje nierozstrzygnięty. Przypatrzmy się jednak pracy tych, którzy podjęli próbę jego rozwiązania.

Pozostający w cieniu tragedii narodowej polscy czytelnicy przeoczyć mogli głośne odkrycie, jakie w kwietniu 2010 r. obwieścił światu chińsko-turecki zespół protestanckich eksploratorów. Otóż półtora roku wcześniej, na wysokości nieco ponad 3 tys. m n.p.m. (a więc znacznie powyżej najwyżej położonych w tym rejonie stałych osad) badacze odnaleźli resztki konstrukcji składającej się z typowych dla transportu zwierząt przegród.

Datowanie radiowęglowe drewnianych pozostałości określiło ich wiek na… 4 800 lat. Abstrahując już nawet od kontrowersji wokół samej metody datowania – czy możliwe jest, aby tak stary statek przetrwał względnie nienaruszony do czasów obecnych? Z jednej strony – najstarszy zachowany okręt, którego szczątki podziwiać możemy w Kyrenii na Cyprze Północnym, zatonął „ledwie” 290 lat p.n.e. Z drugiej – najstarszy zachowany drewniany artefakt w ogóle – rzeźba tzw. Szygirskiego Idola – powstała między 9 500 a nawet 11 000 lat temu.

Kluczowe dla odpowiedzi na pytanie o możliwość przetrwania Arki mogłoby być ustalenie rodzaju drzewa, z którego została ona zbudowana. Tu jednak Księga Rodzaju, wspominająca o „drzewie żywicznym”, również nie daje jednoznacznej odpowiedzi. W przedstawianych przez naukowców hipotezach najczęściej wymieniane są cyprys, cedr i sosna. Jakikolwiek jednak gatunek brać pod uwagę – drewno stanowiące budulec Arki z całą pewnością musiało zostać odpowiednio zaimpregnowane znanymi w tamtych czasach żywicami (co przedłużyło na pewno jego żywotność i prawdopodobnie wpłynęło również na sformułowanie zawarte w opisie biblijnym).

Inne słabe punkty odkrycia z 2008 r.? Przede wszystkim fakt, iż jest to… kolejna już „arka” odkryta na zboczach Araratu w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Najbardziej bodaj znane znalezisko pochodzi z roku 1948 i, po 40 latach badań, uznane zostało nawet oficjalnie przez tureckie władze, które otworzyły w tym miejscu park narodowy. Co oczywiście przyciągnęło ku podnóżom Araratu kolejne rzesze pielgrzymów i turystów. Żeby było jeszcze ciekawiej – odkrycie to również zawdzięczamy kataklizmowi naturalnemu – „arka” odsłonięta została w wyniku obsuwu skalnego po trzęsieniu ziemi.

Przyznać trzeba, że odkrywcy tego obiektu również mają na poparcie swych tez kilka poważnych argumentów. Odsłonięty przez osuwisko statkowaty kształt składa się m.in. ze skamieniałego (a właściwie skrzemieniałego) drewna (wiedzieć należy, że najstarsze zakonserwowane przez krzemionkę drzewa pamiętają jeszcze czasy pierwszych dinozaurów), a w jego pobliżu odnaleziono również elementy metalowe i kamienie, przypominające balastowe (warto tu jeszcze dodać, że skrzemieniałe drewno przez niewprawione oko łatwo może zostać pomylone ze skałą).

Problem w tym, że… i w powyższej opowieści tkwi pewien haczyk. Odkrycie z 1948 r. nie jest bowiem pierwszym statkowatym kształtem zauważonym w górach wschodniej Turcji (a Księga Rodzaju nie wspomina, by Noe dowodził Wielką Armadą). Poprzedni, odnaleziony przez amerykańskiego żołnierza w 1943 r., po 17 latach badań okazał się naturalną formacją skalną (też zresztą powstałą wskutek trzęsienia ziemi). A podobnych fałszywych alarmów, opartych na niewyraźnych zdjęciach lotniczych i satelitarnych, moglibyśmy wyliczyć jeszcze wiele.

Podsumowując powyższe, zamiast pytać o to, czy jesteśmy w stanie znaleźć Arkę Noego, winniśmy zapytać raczej: „Czy będziemy w stanie ją rozpoznać?”, a może nawet: „Czy już ją odnaleźliśmy?”. I przede wszystkim: „Czy odnalezienie jej (choć przysłużyłoby się chrześcijaństwu) jest nam na pewno niezbędne na drodze naszej wiary?”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail