Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Utoya, 22 lipca” – co minutę ginął człowiek…

UTOYA 22 LIPCA
Udostępnij

Dramat na wyspie Utoya trwał dokładnie 72 minuty, co minutę ginął człowiek. 22 lipca zapisze się jako najgorsza data w historii Norwegii. O tragedii opowiada wchodzący właśnie do kin film „Utoya, 22 lipca”.

22 lipca 2011 roku, norweska wyspa Utøya. Słońce świeci jak zawsze o tej porze. Około 300 młodych ludzi udaje się na wypoczynek. Nie będzie to jednak niczym niezmącona sielanka. Młodzieńcze rozterki nastolatków, drobne nieporozumienia, w obliczu tego, co zdarzy się za chwilę, wydają się nic nieznaczącą „pestką”.

 

22 lipca – najgorsza data w historii współczesnej Norwegii

Najpierw przychodzi tragiczna wiadomość – szaleniec Anders Behring Breivik w dzielnicy rządowej w centrum Oslo zdetonował bombę. W zamachu śmierć poniosło osiem osób. Jedna z uczestniczek drżącą ręką chwyta za telefon, niedaleko pracowała jej mama. Na szczęście nie ucierpiała w zamachu, jest cała i zdrowa. To jednak zaledwie wstęp do tego, co za chwilę stanie się udziałem młodych ludzi. 22 lipca na zawsze zapisze się jako najgorsza data w historii współczesnej Norwegii.

Na 12 minut przed pierwszym wystrzałem na wyspie Utøya poznajemy 8-letnią Kaję. Jest w otoczeniu kolegów. Młodzi ludzie jedzą, dyskutują, spierają się w swoich poglądach i nawet nie przeczuwają nadchodzącej tragedii. Bo przecież to niemożliwe, by prawicowy ekstremista był teraz na wyspie. Niestety, prawda okazuje się zupełnie inna. Kilka godzin po zamachu w Oslo szaleniec otworzył ogień do obozowiczów, zabijając 69 osób i raniąc ponad setkę. Dramat na wyspie trwał dokładnie 72 minuty, co minutę ginął człowiek.

Film otwierają dokumentalne ujęcia eksplozji, po których następuje próba odtworzenia doświadczeń ofiar drugiego zamachu. Scenariusz powstał na bazie prawdziwych zeznań ocalałych.

 

Utøya – gdzie uciec, żeby było bezpiecznie?

Reżyser podąża kamerą za Kają, inscenizując feralne kilkadziesiąt minut walki o życie. „Nigdy tego nie zrozumiesz”, mówi bohaterka do telefonu, który pojawia się w kadrze dopiero później. Przede wszystkim bowiem swoje słowa Kaja kieruje do nas, do widzów.

Dla niektórych niezrozumiałym może się wydawać postępowanie dziewczyny. Ona nie myśli o sobie, ale z determinacją szuka zagubionej młodszej siostry, daje instrukcje napotkanemu po drodze chłopakowi – co robić, gdzie się schować, aby przetrwać, próbuje kontaktować się z mamą. Towarzyszy umierającej nastolatce, która tak bardzo nie chce zostać sama. Sprawia wrażenie, jakby wcale się nie bała, ale może to strach o najbliższych sprawia, że dziewczyna przestaje myśleć o sobie.

Wydaje się, że Kaję ominie zły los. Tyle dobrego zrobiła dla innych. W sytuacji, kiedy nie wiadomo dokładnie skąd padają wystrzały, kto strzela i dlaczego nikt nie przychodzi z pomocą, sytuacja nastolatków staje się coraz bardziej dramatyczna. Dlaczego nie udaje się dodzwonić po pomoc, dlaczego po drugiej stroni nikt nie odbiera? Gdzie schować się, gdzie uciec, żeby było bezpiecznie? W głowie kłębią się dziesiątki myśli.

 

Utøya, 22 lipca – w złym czasie i w złym miejscu

W czasie, kiedy większość z przerażeniem myśli o własnym losie i analizuje swoje życie, nieliczni potrafią myśleć o innych. I mówić o swoich pragnieniach. Kaja chce zostać politykiem, ktoś inny sportowcem, aktorką. Ktoś opowiada, ktoś śpiewa piosenkę. Próbują przywołać te najmilsze chwile w życiu, święta, czas z najbliższymi. Ktoś wspomina, co robił przed rokiem, inni próbują dzwonić do najbliższych, a jeszcze kolejni wyciszają telefony, by ich dźwięk nie naprowadził zabójcy. Ile ludzi, tyle marzeń, wspomnień, nadziei. Ktoś w desperacji próbuje uciekać przez morze, narażając się na strzały, inny szuka schronienia pomiędzy skałami.

Tragedia na wyspie przybiera twarz Kai, jej przerażonej młodszej siostry i kilkudziesięciu innych młodych ludzi, którzy znaleźli się tu w złym czasie i w złym miejscu. Wydaje się, że z tego miejsca nie ma ucieczki. Ani namiot, ani murowany budynek, ani ukrycie w lesie nie gwarantują przetrwania. Zdjęcia aktorów przypominają cmentarne nagrobki, ich twarze zdają się krzyczeć „byłem tu”.

Film prezentowany był w Konkursie Głównym tegorocznego, 68. Festiwalu Filmowego w Berlinie, gdzie zdobył nagrodę Jury Ekumenicznego. Od 16 listopada będzie można oglądać go w polskich kinach.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail