Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Nietypowi lokatorzy włoskiego sklepu. Zamieszkali wśród mebli Ikea

BEZDOMNE PSY W IKEI
Udostępnij

Sycylijczycy - jak się okazuje - doskonale wiedzą, że z psem w domu żyje się o niebo lepiej.

Do jednego ze sklepów sieci Ikea w Katanii (włoskie miasto na południu Włoch, na Sycylii) wprowadzili się nietypowi goście. Jak doniosła na swoim Facebooku jedna z klientek Martine Taccia, pracownicy sklepu dali w nim schronienie kilku bezdomnym psom.

Pomysł inspirowany chwilowym załamaniem pogody zaowocował już paroma adopcjami. Pozostali lokatorzy, którzy póki co nie mają rodzin, zadomowili się w wśród mebli na wystawach – większość oczywiście na włochatych dywanach i kanapach.

Wbrew temu, co sądzą zapewne właściciele innych lokali, oklejonych złowrogo tabliczkami “Psom wstęp wzbroniony”, obecność futrzaków tylko podkręciła odwiedziny w sklepie i sprzedaż. Klienci wręcz zaangażowali się w zapewnianie psom pożywienia, nie zapominając o codziennej dawce głaskania.

Imponująca czułość Włochów – puszczona w świat – przypomina, jak ważne jest, żeby nie zostawiać za drzwiami domów innych stworzonek, których być albo nie być często uzależnione jest od naszego małego gestu.

 

Zadbać o braci mniejszych

Jednym z takich bezbronnych stworzeń jest Czosnek – moja miłość od pierwszego wejrzenia i najsłodsza ironia losu, jaka mnie kiedykolwiek spotkała.

Miał być spokojnym i opanowanym psem. Okazało się jednak, że pracownicy schroniska zapomnieli, że wulkany (również energii) lubią czasem pospać. To co wybuchło potem, zdawało się przekraczać moje możliwości.

Byłam w tamtym momencie po długiej, wyczerpującej chorobie, po której powrót do normalnego życia wydawał się czymś zgoła odjechanym.

Adopcja była dla mnie jednak czymś w rodzaju przysięgi: jesteś mój. Taką podjęłam decyzję: biorę cię z całym dobrodziejstwem inwentarza. Od teraz problemy są naszymi wspólnymi problemami i nie ma od tego odwrotu. Zrobię więc wszystko, żeby dobrze nam się razem żyło.

Nie umiem nawet opisać, jak ciężkie były (dla nas obojga) te pierwsze tygodnie docierania się. Upłynęło sporo wody w rzece, zanim Czosnek zaczął szanować mnie i moje granice, a ja pojęłam jego złożoną psią emocjonalność.

Dzisiaj mijają nam trzy lata wspólnego bytowania.

Przy psie zaczęłam jak dziecko doceniać każdy drobiazg, polubiłam na nowo wszystkie pory roku. W zimie jest fajnie, bo można kopać w śniegu, jesień to czas tarzania się w liściach, lato jest od pływania w rzece, a wiosną można szczekać na gołębie.

I mimo że nie jesteśmy jeszcze najbardziej ułożonym duetem na osiedlu, mogę śmiało przyznać, że adopcja psa była jedną z piękniejszych decyzji, jakie zdarzyło mi się podjąć.

 

Więzienie za niewinność

Ludzie tłumacząc niechęć do zwierząt ze schroniska, mówią, że boją się ich nieobliczalności. Nie chcą brać kota w worku, który nie wiadomo jaką ma przeszłość i charakter. Tymczasem, o ile to prawda, że pies schroniskowy wymaga pracy, to rzadko potrzeba jej więcej niż przy wychowywaniu szczeniaka z hodowli.

Niektórzy przez wiele lat bronią się też przed własnym psem, bo myślą, że samotne siedzenie w domu będzie go męczyć. To pułapka myślowa. Dla psa schronisko, z jednym spacerem tygodniowo, wśród nieustannego szczeku, w klatce na dworze, bez własnego człowieka, to więzienie o zaostrzonym rygorze. Takie, w którym w dodatku żaden z więźniów niczym nie zawinił. Własny kocyk, miska i ręka do głaskania, ktoś, dla kogo w ogóle warto przeżywać dni – to szczyt marzeń.

 

 

Czasem dla psa trzeba z czegoś zrezygnować. Wstać rano, żeby go wybiegać, odwołać wyjazd, bo hotel nie akceptuje zwierząt. Ale w gruncie rzeczy – to jest ten rodzaj działania, kiedy dając, bierzesz jeszcze więcej, niż jesteś w stanie zaoferować.

Pies adoptowany ze schroniska to bardzo ważna lekcja wrażliwości. Im więcej poświęcasz mu uwagi, tym bardziej jak na dłoni widzisz, jak on rozkwita. To żywy obraz tego, jak każde twoje działanie – gest, troska, opieka i miłość realnie coś zmienia.

A Czosnek z przerostem energii, dalece odbiegający od moich wyobrażeń? Okazał się strzałem w dziesiątkę. Na siłę wyciągnął mnie z domu, kazał po chorobie wrócić do ludzi i przywrócił utraconą energię.

Czy to w Katanii, czy w Warszawie, na Helu, w Palestynie czy Lizbonie – zwierzęta piszą dobre historie. Warto być częścią tej narracji.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail