Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Konstytucja dla najmłodszych” powstała z inicjatywy Polaków. Dzieci tłumaczą, na czym polega

SZKOŁA
Anna Samoylova/Unsplash | CC0
Udostępnij

20 listopada obchodzony jest od niemal trzech dekad Międzynarodowy Dzień Praw Dziecka. To bowiem tego dnia 1989 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ) ogłosiła powstanie Konwencji o Prawach Dziecka. Dokument ten nazywany jest niejednokrotnie „Konstytucją dla najmłodszych” i nie jest tylko deklaracją, ale obowiązującym prawem.

Dzieci i ryby głos mają

W 54 artykułach umieszczone zostały prawa, które – zdaniem społeczności międzynarodowej – należą się osobom, które nie osiągnęły jeszcze pełnoletności. Pojawia się tam kilka ważnych stwierdzeń – m.in. to podkreślające, że dziecko ma prawo do rozwoju zarówno przed, jak i po narodzeniu. Wprost dodano, że rozwój ten posiada najwyższy poziom w rodzinie.

W dokumencie tym zwraca się uwagę, że dziecko posiada niezbywalne prawo do m.in. życia, tożsamości, szacunku oraz rodziny. Dokument ten, o czym warto pamiętać, powstał z inicjatywy Polski. To właśnie przedstawiciele naszego kraju zwracali uwagę na kluczowe znaczenie dyskusji o dzieciach.

Samą dyskusję o ich prawach rozpoczęto pod koniec XIX w. na terenie USA. Głośną wówczas była sprawa Mary Elen Wilson z Baltimore, która była bita przez najbliższych członków rodziny. Pomocy udzielili jej członkowie lokalnego oddziału stowarzyszenia przeciwdziałania okrucieństwu wobec zwierząt (Local Society for Prevention of Cruelty to Animals). Tutaj musimy zrobić pauzę i zatrzymać się na kilku kwestiach.

 

Prawa między dzieckiem a rodzicem

Gdy rozmawiamy na temat praw człowieka, zawsze odnosimy się do terminu „władza”. Pamiętam, że będąc studentem, brałem udział w wykładzie poświęconym właśnie owym prawom. Nieżyjący już prof. Wiktor Osiatyński zaznaczał, że uprawnienia pozwalają nam na nawiązanie dialogu, bądź równego działania z drugą stroną posiadającą określoną, silniejszą pozycję oraz wspomnianą powyżej władzę.

Dlatego prawa człowieka bardzo często kierują nas w stronę sytuacji np. pacjentów upominających się przed lekarzem o zrozumiałą informację, bądź więźniów oczekujących traktowania ich przez strażników z szacunkiem. Z prawami dziecka jest tutaj nieco inaczej. Jak wskazują m.in. Jacek J. Błeszyński, Anita Rodkiewicz-Ryżek, ich celem miało być zdemokratyzowanie relacji wewnątrzrodzinnej.

Odrzucono zatem powtarzane przez dziesiątki lat zwroty typu: „dzieci i ryby głosu nie mają”. Skupiono się raczej na promowanym przez Janusza Korczaka zdaniu: „Nie ma dzieci, są ludzie”. Przez wieki bowiem uznawano, iż dziecko nie jest w pełni człowiekiem. Patrząc na nauczanie św. Pawła w Liście do Galatów (Ga 4.1-2) można wręcz uznać, że dziecko traktowane było na równi z niewolnikiem.

W wiekach średnich uznawano, że przez niedojrzałość na dziecko mogą oddziaływać złe moce, mające dostęp do jego niedoskonałej jeszcze duszy. To właśnie zwrócenie uwagi na dziecko i jego godność stało się wydarzeniem epokowym. Tutaj jednak dwie uwagi…

Po pierwsze, dziecięce prawa odnoszą się do szczególnego rodzaju władzy. Jest nią władza rodzicielska, która pomimo licznych, nieprawdziwych nadal twierdzeń nie opiera się na przymusie, ale na trosce o dobro dziecka. W dzisiejszych czasach niejednokrotnie prawa dziecka stawia się naprzeciw rodzicielskim uprawnieniom, co jest wyraźnym błędem. Dzieci posiadają bowiem autonomię, ale do podejmowania samodzielnych decyzji muszą dorastać i w tym mają im pomagać rodzice.

Po drugie, gdy mówimy o uprawnieniach dzieci, zawsze odnosimy się do pewnego wzorca, któremu część osób niejednokrotnie, niestety, nie potrafi sprostać. Jak wskazują słusznie Błeszyński oraz Rodkiewicz-Ryżek, „żadne akty prawne nie mogą nakazać dorosłym kochania dziecka czy okazywania mu miłości”.

 

Dzieci o prawach

Gianfranco Zavalloni zwrócił uwagę na pewien kluczowy problem. Dorośli dyskutując o prawach dziecka, zapominają niejednokrotnie, że sami byli „kiedyś mali”. Autor ten, zajmując się problematyką stwierdził, iż chcąc dłużej się nad nią zatrzymać, musimy skupić się na własnej przeszłości.

Winniśmy zadać sobie pytanie, co w dzieciństwie było dla nas ważne, jakie relacje sprawiały nam radość, a jakie smutek, co wywołało w nas ponadto ból? Zavalloni bazując na tej subiektywnej perspektywie, skonstruował katalog dziesięciu szczególnych, a zarazem naturalnych dziecięcych uprawnień. Zaliczył do nich m.in. prawo do: czasu wolnego, do zabawy i urodzenia się oraz zapachu, ulicy, dzikiej przygody, a także ciszy.

Podobne podejście rozwinęła w swojej myśli pedagogicznej Maria Montessorii, włoska lekarka i pedagog, będąca autorką nadal popularnej metody wychowawczej, zwracającej uwagę na konieczność stymulacji rozwoju dziecka w duchu wolności oraz odpowiedzialnego zdyscyplinowania. Jej zdaniem:

Dziecko, które opuszcza ciało matki, nie wchodzi w naturalne środowisko, lecz w środowisko cywilizacji, w którym rozgrywa się życie dorosłych. […] Dlatego rodzice, a później nauczyciele muszą stać się dla dziecka łącznikiem, tłumaczem i interpretatorem skomplikowanego świata kultury.

Montessori zwróciła jednak także uwagę na szczególne znaczenie relacji, jaka nawiązuje się między dziećmi a rodzicami:

Dziecko i dorosły to dwie różne części ludzkości, które nawzajem wpływają na siebie i przy obopólnej pomocy powinny współistnieć w harmonii. To nie jest więc tylko tak, że dorosły musi pomagać dziecku, ale także dziecko musi pomagać dorosłemu.

 

Spytaj eksperta

Zastanawiając się nad znaczeniem idei praw dziecka, od dłuższego czasu podejmuję różne badania wprost związane z moja pracą naukową. Ostatnio zdecydowałem się na inne działanie. Odniosłem się do wiedzy eksperckiej pewnych, dość dobrze znanych mi, trzech dziewczynek w wieku 3, 8 i 13 lat. Zadałem im pytania dotyczące praw dziecka.

Pierwszą spytałem o dwie kwestie: Czy można uderzyć lalkę i czy lala może uderzyć ową młodą damę. Dziewczynka uznała, że jest to niedopuszczalne i ona, i lala byłyby smutne. Później dodała, że smutny byłby także pluszowy piesek, stąd też uznałem, że pytanie Czym są prawa dziecka? byłoby zbyt abstrakcyjne.

Zadałem je jednak ośmiolatce, która odpowiedziała także na dwa poprzednie pytania. Stwierdziła, najpierw, że ani ona nie może krzywdzić innych, ani nikt jej nie może zadawać bólu. Co jednak ciekawe, dodała, że prawa dziecka mówią o tym, co dziecko może, a czego nie może. Tutaj dodała, że np. rodzice mogą dziecko przymusić do… sprzątania.

Najstarsza dama równie poważnie podeszła do tematu. Uznała, że ani ona nie może krzywdzić innych, ani nikt jej cierpienia nie może zadawać, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Diagnozując sprawę, dodała, że byłoby to złe postępowanie, sprzeczne z normami. Definiować praw dziecka nie do końca potrafiła. Umiała je jednak wymienić. Zaznaczyła, że dziecko ma prawo do bezpieczeństwa, domu i miłości.

I tyle w temacie. To dziecinnie proste.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail