Aleteia

Rozebrali mur między dwoma cmentarzami, żeby małżonków pochować razem

MAŁŻEŃSKI GRÓB
Shutterstock
Udostępnij

To miejsce w Lublinie to ewenement na dużą skalę. Słyszeliście, żeby gdzieś rozbierano mur cmentarny, by na tym miejscu stawiać specjalne groby?

Zawierając sakramentalne małżeństwo w Kościele rzymskokatolickim, dwoje ludzi ślubuje sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską aż do śmierci. Natomiast w Kościele ewangelicko-augsburskim w tekście przysięgi małżeńskiej jest takie sformułowanie: „oraz że cię nie opuszczę, aż Bóg przez śmierć nas rozłączy”.

 

Groby, które łączą

Ale śmierć wcale nie musi rozłączać, a grób nie musi być końcem jedności. Wręcz przeciwnie. Są takie groby, które pokazują, że miłość może łączyć nawet po śmierci.

Cmentarz przy ulicy Lipowej w Lublinie jest miejscem szczególnego dialogu ekumenicznego: sąsiadują tu ze sobą groby katolików, ewangelików i prawosławnych. Co roku w dniu 1 listopada przez cmentarz przechodzi procesja, której stacje zatrzymują się w częściach poszczególnych wyznań. Biorą w niej udział duchowni i świeccy różnych tradycji chrześcijańskich.

Wspólna modlitwa za zmarłych staje się świetną okazją do spotkania ponad wyznaniowymi podziałami. Niezależnie od różnic łączy nas przecież jedna wiara w zmartwychwstanie, które jest zwycięstwem nad śmiercią i jak się okazuje, także nad podziałami.

 

Małżeństwa mieszane w murze cmentarzy

Nie tylko wspólne procesje świadczą o ekumenicznym charakterze tego cmentarza. Ewenementem na skalę ogólnopolską są ekumeniczne groby małżeństw mieszanych wyznaniowo. Część ewangelicka i katolicka przylegają do siebie, ale oddzielone są małym murkiem, który wyznacza granicę. Jednak ten murek ma w sobie wyrwy. Skąd się wzięły?

Od połowy XIX wieku pojawiła się praktyka budowania grobów małżeństw katolicko-ewangelickich na pograniczu obydwu części cmentarza. Rozbierano więc część muru i dokładnie pośrodku budowano wspólny nagrobek, w którym małżonek katolik leżał po stronie katolickiej, a ewangelik po ewangelickiej. Niby każdy zostawał pochowany zgodnie ze swoją przynależnością wyznaniową, ale tak naprawdę grób stawał się międzywyznaniowy.

Okazuje się więc, że Bóg wcale nie musi przez śmierć rozłączać. Miłość, która łączy dwoje ludzi niezależnie od różnicy wyznań ma także moc łączyć po śmierci. Bo przecież jak mówi św. Paweł, miłość jest silniejsza od śmierci. Ich groby wytworzyły wyrwy w murze, który dotąd oddzielał katolików od ewangelików.

 

Królestwo Boże bez podziałów

Na długo zanim pojawiły się wspólne procesje i zanim w Kościele rozpoczął się poważny proces ekumeniczny, groby międzywyznaniowe na cmentarzu przy ulicy Lipowej w Lublinie były lokalnymi pomostami jedności.

Nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda się wrócić do formalnej jedności między wszystkimi wyznaniami chrześcijańskimi. Patrząc realnie, wydaje się to mało prawdopodobne. Jednak jedność jest możliwa. Jedność budowana nie przy stolikach teologów i na spotkaniach komisji ekumenicznych, ale jedność „oddolna”: tworzona przez ludzi, którzy znajdują płaszczyzny wspólnego życia, a nawet wspólne miejsce po śmierci. To jest realne budowanie wspólnoty, która staje się faktem mimo teologicznych różnic.

Ostatecznie, jeśli nie osiągniemy jedności chrześcijaństwa na ziemi, to wszyscy zdążamy przecież do Nieba, w którym nie ma części rzymskokatolickiej, ewangelickiej, prawosławnej czy jeszcze innej. Wszyscy będziemy razem. Groby wyznaniowe nie tylko więc zrobiły wyrwę w cmentarnym murze, ale stały się proroczym znakiem Królestwa Bożego, w którym nie ma podziału.