Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kubica oficjalnie kierowcą Formuły 1! Historia tego sportowca jest jak z filmu

ROBERT KUBICA KIEROWCĄ ZESPOŁU WILLIAMS
Glenn Dunbar/Motorsport Images/East News
Udostępnij

Czyżby marzenie powrotu na tor stawało się coraz bliższe do zrealizowania? Williams w czwartek 22 listopada oficjalnie ogłosił drugiego kierowcę na sezon 2019. To już pewne - jest nim Robert Kubica.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Wypadek podczas treningu, okropna kontuzja, groźba kalectwa, zmniejszenie sprawności organizmu. Co jakiś czas media przekazują nam podobne informacje dotyczące znanych sportowców. W 2011 roku pierwsze strony gazet pokazywały zmasakrowany przez barierkę samochód rajdowy Roberta Kubicy. Od razu wiadomo było, że Kubica nie wystartuje w najbliższym sezonie. Jak się okazało, na powrót naszego kierowcy do ścigania w F1 musieliśmy czekać kilka lat.

 

Pierwszy Polak w F1

Kiedy w 2006 roku w bolidzie F1 zasiadł kierowca z biało-czerwoną flagą na kasku, w całym kraju zapanowała nowa „Małyszomania”. Jak się szybko okazało, w naszych domach, blokach, w miastach i na wsiach ukrywali się miłośnicy królowej sportów motorowych. Niemal każdy znał zasady, zawodników, specyfikę torów, ustawienia silników i opon. Zimą do niedzielnego obiadu mieliśmy skoki narciarskie, latem Formułę 1.

Szybko okazało się, że Robert nie znalazł się w bolidzie przypadkiem. Podczas wyścigu we włoskiej Monzy zajął 3 miejsce. W następnym sezonie nasz kierowca nadal kończył wyścigi na miejscach w pierwszej dziesiątce. Podczas Grand Prix Kanady niejednemu Polakowi łyżka z głośnym brzdękiem wpadła do rosołu. Na jednym z kolejnych okrążeń Robert z prędkością 230 km/h wjechał w betonową bandę, przekoziołkował nad torem i uderzył w bandę z drugiej strony. Podczas walki samolotu myśliwskiego pilot przeżywa przeciążenia rzędu 10 G. Robert podczas wypadku doświadczył… 28 G (w najgorszym momencie nawet 75 G)! Kariera zakończona? Nie tym razem. Kubica miał lekkie wstrząśnienie mózgu i skręconą kostkę.

Pytany podczas konferencji prasowej przez dziennikarzy, czy widział wypadek w telewizji, żartował, że widział go na żywo, bo akurat był na miejscu. Za kierownicę bolidu wrócił po krótkiej przerwie (1 wyścigu). We Francji zajął 4. miejsce. W następnym roku w Bahrajnie zdobywa swoje pierwsze Pole Position (start z 1. miejsca) oraz w Kanadzie po raz pierwszy wygrywa Grand Prix.

 

Tragiczny w skutkach wypadek

W 2011 roku Kubica wziął udział w zimowych testach w Walencji. Był na nich najszybszy. W kuluarach krążyła plotka (potwierdzona później przez samego zainteresowanego), że w następnym sezonie Polak będzie ścigał się w legendarnym zespole – Ferrari. Kariera młodego kierowcy wydawała się być w rozkwicie. Aż do 6 lutego 2011 roku, kiedy jak grom z jasnego nieba spadła informacja o wypadku Roberta w rajdzie Ronde di Andora. Diagnoza: wielomiejscowe złamanie prawej ręki i nogi, uszkodzenie kości dłoni. Chirurg, który operował Roberta, sam przyznał, że nie wiedział, czy rękę da się uratować. Kilka dni po operacji kierowca otrzymuje skrawek szaty i relikwie krwi św. Jana Pawła II. Jak przekazała krakowska kuria – Kubica sam o nie poprosił. W końcu nie bez powodu na swoim kasku miał wypisane imię naszego papieża…

 

Powrót do ścigania

Rękę udało się uratować. Wymagało to wiele wysiłku, dodatkowych operacji, rehabilitacji. Przede wszystkim wiary i wytrwałości Roberta. Już jesienią 2012 roku nazwisko Kubicy możemy obserwować w rajdach samochodowych. Pod koniec 2013 roku Międzynarodowa Federacja Samochodowa ogłosiła osobowość roku. Zgadnijcie, kto nią został? Oczywiście Polak, który zdawał się nie rozumieć, że jego ręka nie jest w pełni sprawna. Nie potrafił tego zrozumieć także w 2017 roku, kiedy po raz pierwszy od chwili wypadku wyjechał na tor w bolidzie F1. Impossible is nothing? Jeszcze nie teraz.

 

Niemożliwe nie istnieje

Na początku 2018 roku media obiegła informacja, że zespół Williams zakontraktował nowego kierowcę testowego. Doświadczonego, obytego z samochodem i torem, znającego tajniki ścigania. Niesprawna ręka podobno nie stawia ograniczeń. Czyżby marzenie powrotu stawało się coraz bliższe do zrealizowania? Robert pojawiał się regularnie na torze, osiągając często lepsze czasy od swoich kolegów, którzy w sezonie spisywali się, delikatnie mówiąc, słabo. Historia zatoczyła swoje koło dzisiaj, kiedy Williams ogłosił drugiego kierowcę na sezon 2019.

Robert przekroczył granicę, która wydawała się nieosiągalna.

Wiem, ile trzeba, by być czołowym kierowcą. Nie boję się tego. To dużo pracy i jestem na to gotowy. Wiem, co muszę zrobić. Jeśli dobrze wykonam swoją pracę, myślę, że wszyscy będą zadowoleni – mówił podczas konferencji prasowej.

Co z niepełnosprawną ręką?

Gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, powiedziałem – jeśli macie wątpliwości, to tego nie róbmy. Bo jak będzie trudny czas, to najłatwiej będzie pokazać palcem na moją rękę. Najważniejsze, że ja wiem, co mogę robić.

Dzisiaj możemy śmiało powiedzieć, że wiemy, co Robert może robić. Może dokonać niemożliwego. Bo w końcu „wszystko możemy w Tym, który nas umacnia”, prawda?

Zobacz drogę Roberta do powrotu na tor na zdjęciach!
Tags:
sport
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail