Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Zacznijmy rozmawiać o neurotycznej religijności

JOLA SZYMAŃSKA
YouTube
Udostępnij

Dlaczego mówię głośno o problemach z religijnością? Bo to poważna sprawa, która dotyczy wielu z nas.

W zeszłym tygodniu opublikowałam na swoim kanale film, w którym przyznaję, że przestałam być religijna. Zupełnie świadomie. Stało się tak, kiedy zrozumiałam, że religijność pomaga mi czuć się bezpiecznie. Bo z jakiegoś powodu cholernie się bałam.

A skoro Bóg jest dobry, a ja się boję, to czego się boję, jeśli nie… szatana? Czy to rzeczywiście takie proste?

 

Religijny, czyli jaki?

Pod filmem ktoś zwrócił mi uwagę, że według Słownika Języka Polskiego „religijny” znaczy „dotyczący religii” lub „odznaczający się głęboką wiarą i pobożnością”, więc moja krytyka „religijności” opiera się na błędnej definicji. Ale przecież podkreślam w filmie, że chodzi mi o źle przeżywaną religijność.

Samą religijność rozumiem jako formę wyrazu wiary w Boga i przeżywania relacji z Nim. Wiem, że może być ona przeżywana zdrowo, budująco i otwierająco. Niektórzy nazywają ją wtedy „duchowością”. Wiem, że Bóg to rzeczywistość, osoba i tajemnica, która nie prowadzi do lęku, wycofania czy zatapiania się w świat fantazji i oczekiwań, ale do nadziei, wzrastania i obecności w świecie, który rzeczywiście mnie otacza.

 

To dwa różne kierunki. W dwóch różnych celach. Pierwszy kierunek odkleja człowieka, przekierowuje jego skupienie na świat wyobrażeń i obaw. Człowiek szuka wtedy zasad, form, odpowiedzi. Chce zbudować granice swojego świata, których potem kurczowo się trzyma.

Nawet jeśli wierzy, że Bóg jest dobry, to skupia się na obronie przed złem. Tak, jakby ono czyhało na niego na każdym kroku. Stąd już tylko krok dzieli go od ucieczki w świat zagrożeń duchowych i odcinania się od wszystkiego, co nie jest według jego „nauczycieli” (a tych, nie tylko w internecie, znajdziemy na pęczki!) bezpieczne. Zupełnie jakby życie było grą w Mario – musisz w porę przeskoczyć zbliżającego się potwora.

 

„Rzeczywistość duchowa” w wersji „magic”

Obserwuję ten schemat w różnych miejscach i na różnych przykładach. Na szczęście udało mi się wymknąć takiemu myśleniu dzięki kierownikowi duchowemu, który w porę zauważył problem i zaczął mnie z niego wydobywać. I dzięki terapii, która uświadomiła mi, dlaczego tak długo byłam podatna na wpływ osób, które chcą być moimi (religijnymi) autorytetami.

Zaczęłam zauważać, jak wiele razy niepotrzebnie cierpiałam, wierząc w pobożny sens takiego cierpienia. Zrozumiałam też, że mam ogromne szczęście. Nie zdążyłam wyprzeć do końca swoich emocji i pragnień. Nie dałam sobie wmówić, że internet to zło, które uzależnia i że można je porównać do alkoholizmu (sic). Że seksualność jest zagrożeniem, a nie naturalną ludzką potrzebą. Że grzechy przeciwko VI przykazaniu są gorsze od kłamstw, obgadywania czy pychy.

Nie dałam sobie też wmówić, że muszę wierzyć w magiczno-duchową, niewidzialną rzeczywistość. Że powinnam się na niej skupiać, wyobrażać ją sobie między tym, w co rzeczywiście wierzę (a ponieważ taka „rzeczywistość duchowa” jest niezwykle tajemnicza, ktoś musi mi tłumaczyć, co ona znaczy i czego Bóg ode mnie chce – przecież ja sama „zbyt mało rozumiem”).

Nie dałam sobie wmówić, że szatan jest ważny. I że wiary należy się uczyć z pism mistyków, którzy go spotkali.

Wreszcie, nie uwierzyłam w to, że piękne słowa są ważniejsze niż codzienna postawa. Że wzniosłe frazesy znaczą więcej niż prosta troska. I że istnieje jeden jedyny pewny przepis na dobre życie czy na duchowość.

Nie uwierzyłam do końca w wiele rzeczy. Ale wiele osób nie miało takiego szczęścia.

 

Do jednych trafia, do drugich nie

Podkreślę na marginesie, że przez dwa lata zdarzyło mi się studiować prawo kanoniczne. Miałam więc zajęcia z teologii, filozofii, biblistyki, nauczania Kościoła. Mimo to tajemniczo-lękowe nauczania i wskazówki nie wzbudziły moich podejrzeń.

Skąd bierze się więc w człowieku zaufanie do teorii, które dają nam szczegółowy przepis na życie? Z lęku, oczywiście. Przy czym ludzie, którzy się nie boją, zwykle nie mogą zrozumieć tych drugich. I odwrotnie. Ludzie, którzy z różnych powodów nie czują się pewnie, mają niskie poczucie własnej wartości i są przekonani, że ktoś inny wie lepiej, jak powinno się żyć, mimo najlepszych intencji są niestety podatni na wskazówki, które dla „zdrowej” osoby wydają się co najmniej creepy.

 

Dlaczego się boimy?

Bo, wbrew temu, co mi się wydawało, tak naprawdę nie bałam się szatana. Bałam się tego, że nie rozumiem rzeczywistości i swojego życia, ponieważ było w nim wiele sprzeczności. Wiele pięknych teorii i często przecząca im rzeczywistość. Bałam się, ponieważ w dzieciństwie surowo mnie karano.

Bałam się, ponieważ weszłam w dorosły świat z przekonaniem, że mogę wszystko. Tylko muszę być „grzeczna”.

To dlatego stronię dziś od religijności, która przejmuje rolę surowego rodzica. Dlatego jestem bardzo wyczulona i wrażliwa na pojęcie „katolickiego wychowania”. Dlatego dobrze znam mechanizmy przemocy psychicznej i tak bardzo bolą mnie one w Kościele.

 

Kościół, który nie zabija

Na koniec akcent pozytywny: wierzę w Boga. Po nagraniu tego filmu poczułam to jeszcze mocniej. Zamknęłam w ten sposób długi, mozolny i cholernie trudny etap walki o siebie. Walki nie z Bogiem, ale z tym, jak wielkie i głębokie zagrożenia (duchowe nomen omen) stoją za religijnością.

Religijność może być potężnym narzędziem niszczenia ludzi. Pozbawiania ich godności, wolności, miłości. Ale wierzę, że Bóg jest większy niż to. I że pragnie Kościoła, który się nie boi. Który nie jest neurotyczny ani znerwicowany. Kościoła, który nie zabija człowieka w człowieku.

To ogromny temat, o którym musimy zacząć rozmawiać w Kościele. Jeżeli oczywiście chcemy zachwycić się realem, a nie przeżyć życia w igloo własnych lęków, usprawiedliwionych „Panem Bogiem”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail