Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„TOPR. Żeby inni mogli przeżyć”. Wywiad z Beatą Sabałą-Zielińską

RATOWNICY TOPR
Marcin Józefowicz/REPORTER
Udostępnij

„Po to my tu jesteśmy, żeby chodzić i ich ratować. A oni chcą iść w góry, niech idą”. To słowa Władysława Cywińskiego, nieżyjącego już ratownika TOPR, które usłyszała Beata Sabała-Zielińska.

Beata Sabała-Zielińska, wieloletnia reporterka radia ZET, „Głosu Zakopanego”, autorka książek o Podhalu i książki „Jak wysoko sięga miłość. Życie po Broad Peak”, a ostatnio o ratownikach TOPR. Nam opowiada o tym, jak udało się jej zdobyć zaufanie ratowników, jak ważna jest pokora w tej pracy, oraz o tym, że ludzie honoru jeszcze istnieją.

 

Karolina Guzik: Skąd pomysł na książkę?

Beata Sabała-Zielińska: Do tej pory nikt nie napisał książki o TOPR. A dlaczego akurat TOPR? Jest to genialny i bardzo ciekawy temat. Kiedy wpadłam na ten pomysł, okazało się, że tak naprawdę nikt nic nie wie o tej organizacji. Wiemy, że są, że niosą pomoc. Ale poza tym nie wiemy nic. Tymczasem jest to jeden z najlepiej wyszkolonych zespołów ratowniczych na świecie. Myślę że to bardzo ciekawe – napisać kim oni są, co ich motywuje, dlaczego są ratownikami.

 

Ratownicy TOPR –  jedna z najlepszych organizacji na świecie

Jaki udało się Pani zdobyć zaufanie ratowników?

Ratownicy mnie znają, mają do mnie zaufanie. To jest najważniejsze. Przez wszystkie lata, kiedy pracowałam jako reporterka Radia ZET, obserwowali moją pracę, widzieli, że szanuję to, co robią oraz informację, którą od nich dostaję. Ratownicy są bardzo czujni, jeśli chodzi o dziennikarzy. TOPRowcy często nie chcą rozmawiać z ludźmi, którzy nie mają wrażliwości na ludzką tragedię. A często dziennikarze jej nie mają.

W 2001 roku zginęli dwaj ratownicy TOPR. Czy to była pierwsza tragedia, którą „przeżyła” Pani wspólnie z ratownikami?

Tak. To był też mój pierwszy rok pracy. Nic o nich nie wiedziałam, a tutaj taka sytuacja. Ogromna tragedia dla TOPR i duże wyzwanie dziennikarskie dla mnie, jak to wszystko relacjonować, opowiedzieć delikatnie.

 

Pokora to jedna z najważniejszych rzeczy w pracy ratownika

Czy ratownicy myślą o tym, że ich życie jest zagrożone?

Nie myśli się o tym, bo można zwariować. Każdemu z nas może się przydarzyć wypadek. Ratownicy mają te sprawy poukładane w głowie. Do zagrożenia własnego życia podchodzą racjonalnie. Nie epatują tym. Podwyższone ryzyko jest częścią ich pracy. Powtarzać ciągle, że ryzykują życie, to jakby mówić, że są nieprofesjonalni. Potrafią oceniać ryzyko, działać w trudnych warunkach. Uczą się tego. Oczywiście nigdy nie są w stanie założyć wszystkich wariantów sytuacji, dlatego zdarzają się takie wypadki, jak rozbicie śmigłowca, śmierć ratowników w lawinie. Ale poza tym, są świetnie wyszkoleni, zawsze starają się żeby ich akcje były maksymalnie bezpieczne dla nich i poszkodowanych.

W książce rozmawia Pani także z żonami ratowników. Jak one postrzegają tę niebezpieczną profesję?

Rozmawiałam z częścią z nich. Znam je i ich podejście. One też to racjonalizują, nie myślą o ciągłym ryzyku. Nie przetrwałyby tego ich związki. Takie kobiety muszą mieć duże zaufanie zarówno do swoich mężczyzn, jak i do życia. Ratownicy zaś mówią, że muszą być z kobietami, które ich pasję rozumieją. Sebastian Szatkowski, ratownik TOPR, powiedział mi, że jego żona bardzo się denerwuje. Jego sposobem jest… niemówienie jej wszystkiego, co działo się na akcji.

Ratownicy mają w sobie pokorę?

Tak, ogromną. Nie wiem, czy nie większą od tych, którzy po górach chodzą. Każdy z nich ma syndrom „Pana Boga” za sobą. Kiedy po raz kolejny wracają z akcji, sponiewierani, bo szli z nadzieją, że uda się kogoś uratować, a trzeba było (dosłownie) pozbierać zwłoki, to są świadkami siły natury. Byliby głupi, gdyby tej pokory w sobie nie mieli. Ratownicy często powtarzają, że ktoś, kto nie boi się gór, jest głupcem.

Ratownicy TOPR mają dość turystów, którzy wykazują się brakiem wyobraźni?

Turyści w górach są coraz mądrzejsi i coraz lepiej wyposażeni. Wzrasta też świadomość zagrożeń. Oczywiście, zawsze zostają „niedzielni turyści”, którzy wykazują się brakiem logicznego myślenia. Ratownicy, jak sami mówią, są od tego, żeby ratować ludzi. Nie oceniają tego, czy ktoś jest głupi czy mądry. Oczywiście, zdarzają się przypadki skrajnej głupoty, wtedy ratownicy udzielają reprymendy. Ale starają się nie oceniać. Włodek Cywiński, ratownik TOPR, powtarzał mi zawsze: „Po to my tu jesteśmy, żeby chodzić i ich ratować. A oni chcą iść w góry, niech idą”.

 

Turyści w górach są coraz mądrzejsi i bardziej świadomi zagrożeń

Czy pisząc książkę, dostała Pani jakąś lekcję od ratowników?

Pisanie tej książki, a raczej ludzie, o których piszę, nauczyli mnie, żeby uważać na to, co się mówi. Książka pokazała mi, że mamy świetnych ratowników, ludzi idei. W dzisiejszym świecie coś takiego, jak idea czy dotrzymanie słowa przestaje istnieć. A ratownicy to grupa ludzi honoru, którzy dotrzymują słowa, często dają z siebie więcej niż oczekuje organizacja. Zrozumiałam, że możemy mieć idee, być im wiernymi, że możemy być szlachetnymi ludźmi. Po tej książce mam uczucie, że mogę być lepszym człowiekiem.

Książka jest nie tylko dla miłośników gór, prawda?

Oczywiście! Książka jest ciekawa poznawczo. Można się dowiedzieć wielu niezwykłych rzeczy. Nie tylko sensacyjnych historii, ale tego, jak TOPR, który w latach 80. chodził z pochodniami na akcje górskie, teraz tworzy standardy ratownictwa na świecie.

Tags:
góry
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail