Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak pani Wanda została mamą… niewidomej Scholi z Kalkuty

POMAGAM SCHOLI
Udostępnij

„Nie przeżyje dłużej niż tydzień” – powiedział lekarz, widząc małą Scholę. Nie przewidział jednak, jak wielka wola życia tkwi w tej kruchej dziewczynce. Pracujące w Indiach siostry ze zgromadzenia Matki Teresy znalazły ją na śmietniku jako niespełna kilogramowego wcześniaka. Polska wolontariuszka Wanda Wajda pokochała Scholę i po długiej walce prawnej wychowuje ją jako swoją córkę.

Pani Wanda pojechała do Indii jako świecka wolontariuszka, która miała pomóc siostrom zakonnym w opiece nad dziećmi. Nie powstrzymało jej nic – nawet to, że sama była wtedy niewidoma. Po pewnym czasie jednak skończyła się jej wiza, a jej przedłużenie wydawało się niemożliwe z powodu ciągnących się biurokratycznych problemów. W końcu pomogła sama Matka Teresa.

 

Dawali jej tydzień życia

Matkę Teresę znali wszyscy i kiedy to ona poprosiła o przedłużenie wizy dla pani Wandy i sióstr franciszkanek, nagle okazało się, że jak najbardziej jest to możliwe. Miała jednak w zamian pewną prośbę – chciała, aby chociaż kilkoro niewidomych dzieci trafiło do prowadzonego przez siostry ośrodka, w którym mogłyby otrzymać bardziej specjalistyczną opiekę.

W tej grupie znalazła się Schola. Miała osiem miesięcy, ważyła 4 kilogramy i mierzyła 49 cm. Podróż powrotna trwała dwie doby, w trakcie których pani Wanda cały czas trzymała dziewczynkę na rękach starając się jakoś uśmierzyć jej ból. „Miała takie zapalenie uszu, że ropa i krew ciekły jej po szyi, była cała w bąblach, jak po oparzeniu. Gdy tylko przyjechałyśmy na miejsce, od razu zabrałyśmy ją do lekarza. Kiedy spojrzał na to, jak bardzo jest chora i wycieńczona, powiedział, że daje jej maksymalnie tydzień życia – i to tylko pod warunkiem, że będzie miała kogoś, kto się nią indywidualnie zajmie. Poradził, aby chociaż na koniec życia dać jej odrobinę miłości” – wspomina pani Wanda.

 

Powiedziałam, że ją adoptuję

Pani Wanda zgłosiła się do opieki nad Scholą. Przez kolejne dni praktycznie nie spała, próbując w jakikolwiek sposób uspokoić płaczące dziecko. „Po tygodniu wymiotowałam z wyczerpania. I wtedy powiedziałam, że ją adoptuję. Siostry na początku uznały, że mi się w głowie poprzewracało ze zmęczenia” – opowiada.

To nie były jednak puste słowa. Schola bardzo chciała żyć bez względu na trudności, które przed nią stały. Okazało się, że jest niewidoma, prawie niesłysząca, uczulona niemal na wszystko, ma zaburzenia spektrum autyzmu. Pani Wanda postanowiła jednak zabrać ją do Polski i dać jej to, czego potrzebowała najbardziej – macierzyńską miłość.

 

Problem z adopcją zagraniczną

Okazało się jednak, że między Polską, a Indiami nie było podpisanych odpowiednich konwencji dotyczących adopcji, co znacznie komplikowało sprawę. Jeszcze na miejscu pani Wanda wystąpiła o opiekę prawną nad Scholą i paszport dla niej – na tej podstawie przywiozła ją do kraju. Tu jednak pojawiły się kolejne komplikacje, a sądy i urzędy nie chciały zgodzić się na pełną adopcję. W końcu pani Wanda napisała list do kancelarii prezydenta, w którym prosiła o naturalizację Scholi. Po tygodniu przyszła odpowiedź i rok później dziewczynka mogła już oficjalnie zostać obywatelką Polski.

Walka o adopcję się zakończyła, ale nie zakończyła się walka mamy o dobre życie dla swojej córki.

 

Będę się chwalić moją córką

„Schola nie mówi, ale ma w sobie bardzo wiele radości. Lgnie do ludzi pomimo autyzmu, pomimo różnych swoich ograniczeń. Potrzebuje jednak ciągłej terapii, a zmniejszono ilość przysługujących nam godzin. Musi też mieć specjalistyczną dietę, bo jest uczulona niemal na wszystko. Dodatek konserwantów powoduje u niej wysypkę na całym ciele, nieprzespane noce, duże cierpienie. A wiadomo, że produkty bio są bardzo drogie” – mówi pani Wanda.

Każdy krok do przodu wymaga od Scholi wielkiego wysiłku, ale cieszy też bardziej niż u „zwykłego” dziecka. Mama dziewczynki wydała właśnie książkę „Dziecko z Kalkuty”, w której opisuje ich wspólną historię. Wie, że ma z kogo być dumna.

„Moja córka nigdy nie będzie lekarzem, ani aktorką, nigdy nie założy rodziny, ale będę się nią chwalić, bo przebyłyśmy już długą drogę, a mamy jeszcze przed sobą wiele pięknych i dobrych chwil” – pisze.

Scholę i jej mamę można wesprzeć tutaj.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail