Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kino chrześcijańskie. Gniot czy sztuka?

KATOLICKIE KINO
Udostępnij

Filmy chrześcijańskie to często słabe produkcje, bo… robiąc takie kino łatwo popaść w tanie moralizatorstwo czy odpychający patos, niestety.

Krzysztof Gędłek: Paździerz i kicha… tak mówi się o filmach chrześcijańskich. To obiegowa opinia oczywiście. Zgadzasz się z tym? Nie jest to trochę krzywdzące?

Dominika Frydrych: Nie (śmiech). To było moje pierwsze skojarzenie z hasłem „kino chrześcijańskie” – banał, kicz, niemiłosierny patos, naiwność i biało-czarny świat… Dopiero później przypomniałam sobie o takich dziełach, jak „Wielka cisza” albo „Ludzie Boga”.

 

Kino chrześcijańskie – gniot czy sztuka?

K.G.: Tak zwane kino chrześcijańskie zdominowały ostatnio filmy protestanckie, jak choćby „Bóg nie umarł”. Słodka opowiastka, typowa dla protestanckiej, amerykańskiej wizji rzeczywistości. Nie nazwałbym jej obciachową. Fajnie opowiedziana historia, ale bez zęba, bez „chropowatej” fabuły. Mało jest takich filmów jak „Pasja” – niby scenariusz to „oczywista oczywistość”, a jednak – obraz, który wstrząsnął światem, nawet kontrowersyjny. Geniusz Gibsona – film o miłości, który uderzył w stół tak, że w uszach dzwoni do dziś.

D.F.: Wiesz, czemu tak bardzo podobali mi się „Ludzie Boga”? Cały film oparty jest na religijnym wątku, pokazywał prawdziwą historię trapistów, którzy zostali uprowadzeni z klasztoru w Tibhirine w Algierii i zamordowani. Katolicki na wskroś. Ale z drugiej strony? To nie byli herosi na białych koniach. Widzę w tym filmie przeurocze momenty – mój ulubiony, gdy jeden z mnichów zostaje zapytany, czy był kiedyś zakochany. Widzę ich realne zmaganie, wątpliwości i lęk – bo byli świadomi zagrożenia i mogli opuścić klasztor, ale tym samym zostawiliby mieszkańców miasta, w którym prowadzili szpital. Oni sami szukają Boga i zadają Mu pytania.

 

Filmy chrześcijańskie – przesłodzone albo nijakie?

K.G.: Tego brakuje tym „głośnym” filmom chrześcijańskim – albo są słitaśne, albo opowiadają historię nijak. Twórcy nie odciskają na nich piętna. Wszystkie produkcje biograficzne… – na przykład ostatni film o Kolbem był trochę dziwny, pamiętam też produkcję o Faustynie… Straszne nudy. A Gibson, znów wrócę do niego, odcisnął wyraźnie swoje faksymile na „Pasji”. Tam było widać jego sponiewieranie, duchowe upodlenie, nawrócenie i wielką miłość do Boga. Kapitalne!

D.F: Trudno dyskutować, „Pasja” to klasyk. Rozumiem, co masz na myśli, chociaż boję się szukać w niej wrażliwości czy historii Gibsona, bo z dzisiejszej perspektywy, kiedy wiemy, czego się dopuszczał, również w czasie pracy nad „Pasją” i potem, brzmi dla mnie dość kontrowersyjnie…

K.G.: Ale przecież właśnie o to chodzi w sztuce, o kontrowersję! Nie tanie obrazoburstwo, ale prawdziwą, inteligentną kontrowersję. Jest jeszcze jeden film, który trochę wywróci obraz cukierkowatych, chrześcijańskich produkcji. „Cristiada” – świetny film! Nie przyjął się pewnie z dwóch powodów – opowiadał o dalekiej nam rzeczywistości Meksyku, gdzie chrześcijanie wypowiedzieli walkę rewolucyjnemu rządowi, prześladującemu ich za wiarę. A po drugie, nie był dobrze dystrybuowany. Ale jednak przedstawiał poruszający obraz tego, do czego może doprowadzić zacietrzewienie ideologiczne, próba stworzenia utopii na ziemi. Meksykańscy Cristeros niebo widzieli gdzie indziej, nie w socjalistycznych bajaniach. Zapłacili za to swoją cenę, ale… nie pozostali dłużni. „Cristiada” to nie tylko mocny obraz, ale też świetne kino akcji. Z dobrą obsadą w dodatku.

 

Chrześcijańskie kino – łatwo popaść w moralizatorstwo, patos…

D.F.: Ciekawe, nie oglądałam. Ominęła mnie też „Maria Magdalena”, o której słyszałam chyba wszystko, co można przemycić w recenzji – od zachwytu i euforii, po zmieszanie z błotem. Ale dla samej Rooney Mary w roli głównej chętnie jeszcze obejrzę.

K.G.: To jak z tym kinem jest – paździerz i kicha? Podsumuj to, a ja cię jakoś złośliwie zripostuję.

D.F.: Jeśli idzie w czarno-biały świat, to paździerz i kicha. Jeśli zmusza do myślenia, zadaje pytania i jest po prostu kawałkiem soczystej historii, to… chwała Panu!

K.G.: Zrobiłaś to po klerkowsku – włos na czworo! Z kinem chrześcijańskim jest jak z każdym innym – może być gniotem, a może okazać się genialną superprodukcją. Choć może w tym przypadku gniotów jest nieco więcej, bo robiąc takie kino łatwo popaść w tanie moralizatorstwo czy odpychający patos, niestety.

Tags:
film
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail