Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Proszę, nie straszcie nas Bogiem. 3 katomity, z którymi się spotkałam

KATO-MITY, JOLA SZYMAŃSKA
YouTube
Udostępnij

Trochę mi wstyd, choć to nie ja powinnam się wstydzić. Opowiem wam dziś trzy historie, które jak ulał nadają się jako przykład dla „Pogromców KatoMitów”.

Od miesiąca na Aletei ukazują się kolejne odcinki filmowej serii, w której pięciu różnych księży z różnych diecezji i różnych zakonów komentuje mity na temat wiary w Boga i nauczania Kościoła katolickiego.

W „Pogromcach katoMitów” opowiedziałam księżom kilkadziesiąt historii osób, obserwujących mnie na Instagramie. Ale niestety, ja też mogłabym dodać do nich swoje trzy grosze. Bo nieraz byłam świadkiem komicznych lub strasznych opowieści, które miały mnie (chyba) „zbliżyć do Boga”.

 

1. Zakaz imprezowania w czwartek

Pierwsza historia bawi mnie najbardziej, bo początkowo wzięłam ją na serio. Na pierwszym roku studiów zamieszkałam w żeńskim akademiku, prowadzonym przez siostry zakonne. Podczas zebrania na początku roku akademickiego jedna z sióstr przedstawiła nam obowiązujące zasady i wyraźnie podkreśliła, że nie wyobraża sobie, aby osoba wierząca brała udział w imprezach w… czwartek.

Tłumaczyła, że widzi czasem dziewczyny, które w czwartkowy wieczór wychodzą wystrojone na miasto i nie potrafi tego pojąć. Dlaczego? Ponieważ o północy w czwartek rozpoczyna się… piątek. A piątek jest dniem postu, no nie? 🙂

To zabójczo logiczny argument i niestety wzięłam go do siebie na poważnie. A przecież czwartek to czwartek, a nie piątek. Nigdy nawet nie lubiłam siedzieć nigdzie po nocy. W każdym razie, mam nadzieję, że Bóg nie czeka na nikogo z zegarkiem i batem w ręku. Bo jeśli tak, to chyba będę miała problem 🙂

 

2. Post herbaciany

Sytuacja druga zdarzyła się kilka lat później. Piłam herbatę, kiedy jedna ze współlokatorek powiedziała mi, że zaraz wychodzi na mszę. Był dzień powszedni, wieczór. Nie miałam nic do roboty i stwierdziłam, że pójdę razem z nią. Nie rozumiałam tylko, dlaczego podczas drogi cały czas opowiada mi o poście eucharystycznym. Ile trwa, kiedy obowiązuje. Tak zupełnie teoretycznie.

Kiedy podczas mszy rozpoczęła się Komunia, wstałam, a ona chwyciła mnie mocno za ramię i z przerażeniem połączonym z nakazem (to było bardzo dziwne) powiedziała: „Jola, nie zachowałaś postu eucharystycznego!”.

Byłam w takim szoku, że cała wkurzona – na nią i na siebie, bo nie potrafiłam od razu zareagować – zostałam w tej ławce z fejspalmem. Serio, ktoś robi mi scenę, bo kiedy powiedział mi o mszy, akurat piłam herbatę?

 

3. Za taką „mistykę” to ja dziękuję

Wcześniej, w głębokim liceum, tata mojego kolegi – bardzo pobożny i poszczący o chlebie i wodzie w środy i w piątki człowiek – opowiedział mi, niesamowicie przejęty, że według pewnej mistyczki ludzie, którzy popełnili grzech cudzołóstwa, trafiają do czyśćca, w którym pływają w… jeziorze spermy (sic).

Miałam może 17 lat, a on dobrze wiedział, że pochodzę z pokręconej i rozbitej rodziny. Mimo to bardzo chciał mi włożyć ten obraz do głowy. Wtedy było mi przykro i wstyd. Dziś jestem po prostu zła na egoistyczną, bezmyślną i okrutną postawę tego człowieka.

Niedługo potem dowiedziałam się, że nie muszę wierzyć w objawienia prywatne. Jednak uprzedzenie wobec wszelkich mistycznych „ballad” i pobożnych pouczeń pozostało mi do dziś.

 

Duchowa utylizacja in progress

We wszystkich tych trzech przypadkach ktoś próbował wzbudzić we mnie lęk, uprzedzenia, niepokój. Wcisnąć mi skarłowaciałą, infantylną „katolickość”, która nadaje się co najwyżej do utylizacji. A duchowa utylizacja nie jest, niestety, łatwa.

Dziesiątki podobnych, coraz to nowych opowieści, które od was otrzymuję, pokazują mi, z jak wielką plagą mitów mamy do czynienia. Jak wielu z nas bało się, że tatuaż to oddanie się szatanowi, a śpiewanie kolęd przed świętami to grzech. Że z fantazjowania o małżonku trzeba się spowiadać. Albo (hit) że kichanie to próba organizmu na wyrzucenie złego ducha. A to historie, które zebrałam tylko wczoraj.

Co można jeszcze zrobić? Sama nie wiem. Rozmawiać. Szukać mądrych księży i informacji – czego rzeczywiście Kościół naucza, a czego nie. O czym mówi Ewangelia, a o czym nie. Pytać. Nie zadowalać się prostymi odpowiedziami. Ufać rozsądkowi. Jak najdalej trzymać się od zasad czy przestróg opartych na lęku przed zagrożeniem lub kwestionujących czyjąkolwiek wartość.

I – jak powiedział w jednym z odcinków br. Tomasz Mantyk – w kwestii wiary ufać Ewangelii, a nie babci, cioci czy „pobożnemu” wujkowi. Może małymi kroczkami zapracujemy w ten sposób na choć trochę zdrowsze życie dla kolejnych, dorastających katolików.

A wszystkich, których czasem korci, proszę: nie straszcie nikogo, niczym. A już na pewno nie straszcie nikogo Bogiem. To najgorsze, co możecie zrobić.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail