Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Nie jesteś jeszcze w związku? To nic! Już przygotowuj się do małżeństwa

SZYKUJ SIĘ DO MAŁŻEŃSTWA
Alireza Dolati/Unsplash | CC0
Udostępnij

Droga na małżeństwie się przecież nie kończy. Mamy obiecane życie wieczne, więc warto tak przygotowywać się do roli męża czy żony, żeby pomagać sobie nawzajem dojść do wieczności.

Dojrzewamy do różnych rzeczy w życiu. Żeby pójść na studia, potrzebujemy najpierw przejść podstawówkę i liceum. To jest kilkanaście lat. Żeby pójść do pracy, także potrzebujemy kilkanaście lat. Ciało kobiety, żeby przygotować się na przyjęcie dziecka, potrzebuje również kilkanaście lat. A co z małżeństwem? Czy wystarczy tylko rok, dwa albo trzy lata narzeczeństwa, żeby przygotować się do jednej z ważniejszych ról w życiu?

 

Schody w górę

Nie sposób mówić o małżeństwie, pomijając poszczególne drogi, które do niego prowadzą. Wyobraźmy sobie pięciostopniowe schody. Najniższy schodek to samotność, kolejny to wchodzenie w relację. Za nim jest narzeczeństwo i jako czwarty mamy małżeństwo.

Zatem musimy przebyć konkretną drogę, żeby wejść w małżeństwo. Trudno mówić o przygotowaniach do bycia mężem czy żoną, pomijając jakikolwiek z tych etapów. Każdy z nich w pewien sposób kształtuje nas do tej roli.

 

Owocny czas samotności

Okres potocznie nazywany samotnością, niejednemu singlowi spędza sen z powiek. Czasem wręcz pojawiają się czarne scenariusze pt. „ja to sobie nikogo nie znajdę, wszystkie koleżanki już mają chłopaków, narzeczonych…”.

Spokojnie. Warto dać sobie czas, żeby zaakceptować siebie w tej rzeczywistości, polubić siebie jako samotnego, postarać się nie wpędzać w przygnębienie, bo wtedy aura wokół nas nie przyciąga potencjalnego kandydata czy kandydatki na towarzysza życia.

Ten czas jest darem. Naprawdę. Kiedyś pisałam już o tym dla Aletei, że jest to czas błogosławiony i potrzebny. Warto wykorzystać go do rozwoju duchowego, osobistego i nie ustawać w modlitwie o dobrego współmałżonka. Zamykanie się w czterech ścianach też nie pomaga znaleźć żony czy męża. Zatem módl się, wychodź do ludzi i miej oczy szeroko otwarte.

 

Pierwsza randka, pierwsza cegiełka…

Ojciec Joachim Badeni mówił, że „Dom buduje się już od pierwszej randki”. Jakie to prawdziwe! Jakość naszego chodzenia ze sobą kształtuje pewne nawyki i mechanizmy w relacji, zarówno te dobre, jak i złe. Nie oznacza to, że nie można ich zmienić, ale na pewno trudniej jest po kilku latach wprowadzić pewne reguły, jeśli nie ustalimy i nie przestrzegamy ich od początku.

Warto więc porozmawiać o tym, w jakim kierunku nasza relacja ma zmierzać. Mam takiego znajomego, który na samym początku chodzenia z dziewczyną, powiedział jej: „Wiesz po co my jesteśmy parą? Żeby sprawdzić, czy ty i ja nadajemy się razem do małżeństwa”. 

Niesamowita, dojrzała postawa. Młody mężczyzna mówi swojej dziewczynie w domyśle, że traktuje ją bardzo poważnie, że traktuje poważnie siebie i powołanie do małżeństwa. W ten sposób mówi jej również, że jest wyjątkowa, bo spośród wszystkich dziewczyn wybrał właśnie ją na potencjalną kandydatkę do roli żony.

 

Narzeczeństwo to poligon 

Mówi się, że narzeczeństwo jest okresem przygotowującym do wejścia w małżeństwo. Jest to na pewno najbardziej intensywny okres przygotowań do ślubu i wesela.

Jest to także czas rozeznawania ostatecznej decyzji, czy z tą konkretną osobą chcę iść przez życie i czy chcę kochać ją każdego dnia.

Dobrze przeżyty okres samotności i chodzenia ze sobą, daje nam pewną wolność w podejmowaniu wszystkich późniejszych decyzji życiowych np. tych, które czekają nas w okresie narzeczeństwa.

We wstępie wspominałam o pięciostopniowych schodach, a w tekście powyżej wymieniłam tylko cztery. Otóż celem samym w sobie nie jest małżeństwo. Droga na małżeństwie się przecież nie kończy. Mamy obiecane życie wieczne, więc warto tak przygotowywać się do roli męża czy żony, żeby pomagać sobie nawzajem dojść do wieczności.

Karol Habsburg dobrze wiedział w czym rzecz, mówiąc do swojej małżonki: „Teraz, kochana, musimy sobie nawzajem pomóc dojść do nieba”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail