Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Nie mam już sił… Adwent to wołanie o cud. Komentarz do Ewangelii

MĘŻCZYZNA W CIEMNOŚCI
Federico Rizzarelli/Unsplash | CC0
Udostępnij

Słyszę te słowa Jezusa: nabierzcie ducha i podnieście głowy. On przychodzi mnie poderwać. Mnie, któremu już tak trudno uwierzyć, że jest sens się zrywać. Nie tylko na poranne roraty.

W tym samym czasie, kiedy my zaczynamy Adwent, Żydzi rozpoczynają świętowanie Chanuki. Bardzo lubię tę zbieżność. Obydwie liturgie mówią o świetle. Chanuka związana jest z wydarzeniami z czasów, kiedy Palestyną władał Antioch IV, który zmuszał Żydów do porzucenia judaizmu, narzucał zwyczaje greckie, a nawet posunął się do zbezczeszczenia Świątyni Jerozolimskiej: ograbił ją, umieścił w niej posągi greckich bożków i sprawował tam kult pogański. To było nie do zniesienia dla Żydów, dlatego wywołano powstanie, zwane powstaniem Machabeuszów.

Mimo że wojska powstańcze były nieporównywalnie gorzej uzbrojone i mniej liczne, to jednak udało się im odbić Jerozolimę wraz ze Świątynią, która wymagała rytualnego oczyszczenia. Należało na nowo zapalić światło menory. Potrzebna była do tego oliwa poświęcona przez arcykapłana. Znaleziono tylko jeden dzban oliwy, który był wystarczający na jeden dzień. Do uzyskania nowej oliwy, zgodnej z przepisami Prawa, potrzeba było jednak osiem dni. I wówczas wydarzył się cud: ogień, który powinien płonąć tylko jeden dzień, płonął dokładnie przez osiem, aż wyprodukowano nowe zasoby oliwy. Chanuka upamiętnia właśnie ten cud, stąd rytuały z nią związane skupione są wokół światła i odpalania przez osiem dni kolejnych świec chanukowych.

 

Marana Tha! Przyjdź, Jezu!

Adwent jest dla mnie osobiście czymś więcej niż pewnym okresem poprzedzającym Boże Narodzenie. To czas, który przez liturgię oddaje to, co dzieje się w głębi mojego serca. To jest świątynia Boga – jak przekonuje św. Paweł. Niestety, różni „Antiochowie” zrobili już w tej świątyni niezłe spustoszenie. Tak, od długiego czasu czuję się wewnętrznie pusty, pozbawiony światła. Ta pustka rodzi wołanie: Marana Tha! – Przyjdź Panie Jezu! Nawet jeśli jest mi trudno wyrażać to pragnienie na modlitwie, bo w spustoszonej świątyni nie wznosi się modlitwa, to jednak gdzieś tam, ta pustka jest czekaniem, które woła: przyjdź i odnów.

Może trzeba rozpocząć ten Adwent od wywołania powstania. Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi o tym, że kiedy wszystko dookoła wydaje się sypać, pogrążać w ciemności, to my mamy nabrać ducha i podnieść głowy. Oglądałem niedawno film „Król wyjęty spod prawa”, który opowiada historię Roberta Bruce’a – szkockiego szlachcica, który staje na czele powstania, które ma przynieść wolność Szkocji.

Muszę przyznać, że lubię te patetyczne sceny, kiedy Bruce przemawia do Szkotów, zagrzewając ich do walki, przekonuje ich o tym, że są godni tego, żeby być wolnymi, wzywa ich do mobilizacji, wzbudza nadzieję, że mogą wygrać. Tak właśnie słyszę te słowa Jezusa: nabierzcie ducha i podnieście głowy. On przychodzi mnie poderwać. Mnie, któremu już tak trudno uwierzyć, że jest sens się zrywać. Nie tylko na poranne roraty.

 

Adwent – wołanie o cud

Nie myślcie sobie, że chcę wam powiedzieć, że Adwent jest czasem napinania „muskułów”. Owszem, potrzeba tego wewnętrznego zrywu, ale prędzej czy później okaże się, że może i odbiliśmy Jerozolimę i Świątynię, ale i tak nie mamy wystarczającej ilości oliwy, żeby napełnić ją światłem. Powstanie Machabeuszy po ludzku nie miało szans ze świetnie wyposażonymi i wyszkolonymi wojskami Seleucydów. Oliwa w Świątyni nie mogła wystarczyć na osiem dni.

Adwent to jest wołanie, które wyłania się z doświadczenia swojej niewystarczalności. To wołanie o cud. Tak, podrywam się, choć zdaję sobie sprawę, że nie mam wystarczających sił. Tak, odpalam to światło, choć wiem, że nie mam wystarczająco oliwy. To jest naprawdę po ludzku bez sensu. Adwent to jest czekanie na Tego, który jest Dobrą Nowiną. Dobra Nowina polega na tym, że to On ma moc, której ja nie mam. To On ma światło, którego ja nie mam i może sprawić, że będzie świeciło się, mimo, że już dawno powinno zgasnąć. Adwent to nie jest oczekiwanie na Zbawiciela i nie jestem nim ja, ale On – Jezus Chrystus. Poszczególne osiem świec chanukowych odpala się przy pomocy specjalnej dziewiątej świecy, którą nazywa się „sługą”. Nie można odpalać ich inaczej. Tylko Ten, który „uniżył samego siebie przyjąwszy postać sługi”, może wzniecić we mnie płomień, którego pragnie moje serce.

I czytanie: Jr 33, 14-16

II czytanie: 1 Tes 3, 12 – 4, 2

Ewangelia: Łk 21, 25-28. 34-36

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail