Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Niecodzienny proboszcz. Poznajcie jego sekret!

NIECODZIENNY PROBOSZCZ
Shutterstock
Udostępnij

Doskonale zdaję sobie sprawę, że podobnych księży zna niemal każdy z nas. Że spotykamy ich w zasadzie na co dzień. Zawsze jednak chciałem wiedzieć, gdzie kryje się ich sekret. Ich pobożności, dobroci, mądrości, zjednywania sobie ludzi. Dziś się dowiedziałem.

„Kochani bracia i siostry… To nasza ostatnia msza święta w tym roku. Ostatni wieczór. Jutro już zaczynamy kolejny rok liturgiczny. Rok C” – głos księdza Andrzeja, jak zawsze, jest ciepły i mający w sobie to „coś”. „Coś”, co sprawia, że chce się go słuchać. Po krótkim przywitaniu proboszcz kontynuuje.

„Dziś pierwsza sobota miesiąca. Dobrze, że tu jesteśmy. Zdajmy sobie sprawę z tego, że wypełniamy w tej chwili prośbę samej Matki Bożej. Tej, która w Fatimie prosiła nas o nabożeństwa w pierwsze soboty miesiąca. Dlatego przed mszą odmówiliśmy wspólnie różaniec. Dlatego za chwilę przyjmiemy Komunię Świętą. A w trakcie dłuższej niż zwykle homilii rozważymy jedną z tajemnic radosnych. Bo, tu się powtórzę, właśnie o to prosiła nas Matka Boża. To wielka odpowiedzialność. Ale i wielki zaszczyt. Zacznijmy więc…”.

 

Gdzie kryje się sekret?

Księdza Andrzeja poznałem kilka lat temu. Ci, którzy znali go lepiej, mówili o nim różnie. „Charyzmatyk”, „niezwykły kapłan”, „człowiek, którego się słucha”. Dla mnie zawsze był księdzem wprowadzającym niezwykle dużo pokoju i mądrego słowa. Doktorem filozofii, wykształconym za granicą, znającym biegle kilka języków. Zawsze umiejącym wyjaśnić trudne pytania, teologiczne zagwozdki pytającego. Potrafiącym przekuć jakąś trudną życiową sytuację w pouczającą naukę. I zawsze będącym w tym bardzo wiarygodnym i godnym zaufania. Taki był, taki jest ksiądz Andrzej.

Niedawno zdecydowałem się wreszcie go odwiedzić. U niego w parafii. Pójść na celebrowane przez niego msze święte. I w sobotę, i w niedzielę. Być świadkiem tego, jak zgrabnie wprowadza wiernych w tajemnicę mszy. Chcąc ich jakby bardziej zaangażować, wyjaśnić, opisać. Ciepłym, mądrym głosem. I za każdym razem byłem pod tym samym wrażeniem. Mnóstwa ludzi w kościele. Całego przekroju społecznego. Wszystkich. Zasłuchanych podobnie jak ja sam.

Zrozumiałem, jak bardzo potrzebny ludziom jest dobry i mądry kapłan. Ale i jednocześnie zacząłem się zastanawiać, skąd ksiądz Andrzej to ma? Czy to chodzi tylko i wyłącznie o ten dar z Nieba, który bez żadnych wątpliwości ksiądz Andrzej posiadł? O ten wyraźny charyzmat do głoszenia kazań, do mądrego i wyważonego wyrażania opinii? Zawsze optymistycznej i pełnej nadziei. Czy to tylko o to chodzi?

 

Pokorna służba

Nadszedł jednak dzień, gdy wreszcie zrozumiałem. Pojąłem to, gdy zaprosił mnie i kolegę do siebie na plebanię na obiad. Za stołem w jadalni siedziało już sześciu księży. Wikarych, którzy tutaj mieszkali. Nie było tylko księdza Andrzeja. Nie było, gdyż najpierw wyszedł nam otworzyć drzwi. Potem nie było go, gdyż zajmował się akurat układaniem i zawieszaniem naszym kurtek. Potem nadal go nie było, gdyż  przynosił z kuchni wazy z zupą i nakrywał do stołu. Wszystko robiąc sam. Służył.

Gdy my kończyliśmy już pierwsze danie, on nawet go nie zaczął. Cały czas krążąc wokół stołu i patrząc, czy komuś nie trzeba czegoś podać. Czy nie trzeba zabrać talerza.

Zjadł ostatni. Siedząc na najdalszym krześle stołu. Wtedy już wiedziałem, skąd on to ma. Dlaczego ludzie tak bardzo garną się do jego parafii. Czemu chcą jeździć na pielgrzymki akurat z nim. I dlaczego ma tak fantastyczny kontakt z parafianami.

Bo ksiądz Andrzej bardzo dosłownie bierze Ewangelię. Bardzo na serio traktuje Jezusowe słowa o służbie. Służył nam jako gospodarz domu. Ktoś powie „nic nadzwyczajnego”. Okej. Ale ten ksiądz jako proboszcz służył także swoim księżom (w części dwa razy młodszym od niego) podczas niedzielnego obiadu. I był w tym jak najbardziej naturalny. Jakby tam właśnie postawił go Ktoś, kto tym wszystkim zarządza. Kto przewiduje, że ksiądz Andrzej, służąc tam, będzie się czuł w tym miejscu dobrze. Akurat tam potrzebował go Jezus.

Zaraz po obiedzie gościł nas już w swoim saloniku. Znów racząc nas filozoficznymi teoriami o świętych, żywotności Kościoła i radości życia. I znów czułem, że chce mi się go słuchać. I jeszcze, i jeszcze. Ale teraz przynajmniej wiedziałem, gdzie bije źródło tej mądrości.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail