Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

Gdy w ojca uderza poronienie własnego dziecka. 4 mężczyzn dzieli się bólem

SAD COUPLE
Shutterstock
Udostępnij

Ich perspektywa może pokazać innym parom, jak wspierać się w tym bolesnym doświadczeniu, które dotyka dwoje ludzi.

Mówiąc o poronieniu, naszą uwagę zawsze skupiamy na matce. Była bliżej dziecka niż ktokolwiek inny i to, co przeszła często było traumatycznym doświadczeniem. Jednocześnie nie możemy i nie powinniśmy zapominać o ojcach. Oni także stracili dziecko i przeżywają cierpienie.

Ojcowie, z którymi rozmawiałam bardzo wzbraniali się, by nie skupiać uwagi za bardzo na sobie. Nieustannie odsyłali mnie do swoich żon, powtarzając: „żona przeżyła to dużo gorzej”. Jednak cierpienie jest jedną z tych rzeczy, których nie należy nigdy porównywać. A gdy mowa o tak osobistym bólu, znajdzie się przestrzeń na głos każdego.

Oto doświadczenie czterech ojców, z którymi rozmawiałam – Jeremy’ego, Stephena, Josha i Chrisa. Mam nadzieję, że ich punkt widzenia pomoże innym parom przejść razem przez to doświadczenie współdzielonego bólu.

 

Bezsilność ojca

„Moja żona i ja straciliśmy dziecko dwa lata temu – opowiada Jeremy. – Poczułem się bezsilny. Moim zadaniem jest chronić moją żonę, a nie mogłem absolutnie nic zrobić”.

Stephen pamięta dzień, w którym jego żona płakała w łazience, a on tymczasem czekał za drzwiami. Dla niego strach nie jest jakąś nieznaną rzeczywistością: „Służyłem w wojsku i tam nauczono mnie panować nad strachem i paniką, i każdą inną emocją, która może zaciemniać myślenie”. Nic z tego jednak nie sprawiło, że ten dzień stał się mniej bolesny: „Wiedziałem, że cierpi, a nie mogłem nic zrobić, by jej pomóc”.

„Najtrudniejszą rzeczą na świecie – przyznaje Josh – jest patrzeć jak serce twojej żony rozpada się na kawałki i nie móc nic na to poradzić”.

Każdy, kto stracił dziecko zna to dławiące uczucie bezsilności. Chciałoby się panować nad sytuacją, ale to niemożliwe. Ojciec odczuwa tę bezsilność w wyjątkowy sposób, z powodu miłości, którą żywi nie tylko do dziecka, ale też do żony.

 

Uznać ból ojców

Świat, w którym niewiele jest miejsca na ból matki, zostawia jeszcze mniej przestrzeni na ból, którego doświadcza ojciec. „Tak naprawdę jedyną osobą, która go uznała była moja żona – wyznaje Matt. – Większość rozmów krążyła wokół jej straty, ale tatusiowie też cierpią”.

Chris, który spieszy zapewnić mnie, że otrzymał duże wsparcie ze strony swojej parafii i wspólnoty przyznaje jednak: „większość osób skupiała się na cierpieniu i doświadczeniu mojej żony. Inni mężczyźni, którzy sami przeszli przez doświadczenie poronienia, lepiej rozumieli sytuację”.

Josh wspomina doświadczenie wielkiej troski i wsparcia, które okazywano przede wszystkim jego żonie. „Niewiele osób dostrzegało mój ból, więc słyszałem «Oh, to musiało być trudne dla was obojga, jednak żonie pewnie było ciężej»”.

Ostatnią rzeczą jakiej pragnie mężczyzna w takiej sytuacji, jest rozpychanie się łokciami i pytanie: a co ze mną?, więc z reguły milczy. „Ale ja też straciłem dziecko. Jednak wydaje się, że ludzie nie rozumieją tego, że mężczyzna również może być emocjonalnie zaangażowany w życie jeszcze nienarodzonego dziecka” – zauważa Josh.

 

Co znaczy być silnym?

W pewnym momencie, jak wspomina Josh, ktoś mu powiedział: „Musisz być mężczyzną i przez to przejść”.

„Jasne jest, że zupełnie inaczej rozumiemy to pojęcie” – stwierdza. Co znaczy być mężczyzną, gdy dotyka cię cierpienie? Wielu mężczyzn mówiło o naturalnym odruchu „wejścia w tryb ochrony”, aby wstrzymać się z własnym cierpieniem do momentu gdy stwierdzą, że żona da sobie radę ze swoim bólem.

„Wyparłem swój ból, bo myślałem, że powinienem być silny dla mojej żony – opowiada Stephen. – Nie sądziłem, żeby moje cierpienie miało jakieś znaczenie, biorąc pod uwagę fakt, że ona właśnie straciła dziecko, z którym była w bardziej intymnym kontakcie niż ja kiedykolwiek będę w stanie sobie wyobrazić.

Możliwe, że niektórzy mężczyźni powinni to właśnie zrobić dla swoich żon: nie mówić o swoim cierpieniu do momentu, kiedy żona poczuje się lepiej. Moja żona potrzebowała wiedzieć, że ja też cierpię. Zachowując mój ból dla siebie, w rzeczywistości hamowałem jej uzdrowienie”. Ona w głębi serca nie oczekiwała, że jej mąż będzie silny, a przynajmniej nie w taki sposób, w jaki on to widział.

Pary i wspólnoty, które cierpią razem

Chris i jego żona mogli liczyć na wsparcie ze strony znajomych księży i swojej parafii. Ostatecznie, jak wspomina, załamał się i wybuchnął płaczem. „Objęty przez naszego proboszcza i drugiego zaprzyjaźnionego księdza, który celebrował mszę pogrzebową”. Jak stwierdza: „msza była dla mnie czymś fundamentalnym w procesie przepracowywania żałoby”.

Inni opowiadali o wzajemnym wsparciu, jakie odnaleźli w małżeństwie, o pocieszeniu, które płynie ze wspólnego płaczu. Matt ze swoją żoną uczcili córeczkę, robiąc sobie tatuaż z jej imieniem. Josh opowiadał o tym, jak jego szef przychodził sprawdzić, jak się miewa.

Większość ojców miała do opowiedzenia historie o znajomych i krewnych, którzy chcieli pominąć ich cierpienie, tak jakby nic nie znaczyło. Jednak w swoich historiach wracali też wciąż do wsparcia, które otrzymali, nie tylko ze strony swoich żon, ale także przyjaciół, kolegów i parafii.

Każdy powinien otrzymać wsparcie w swoim cierpieniu. Jestem wdzięczna tym mężczyznom za to, że zdecydowali się podzielić własnym doświadczeniem, przypominając nam o uwadze, której potrzebują wszyscy rodzice, którzy stracili dziecko, zarówno kobiety, jak i mężczyźni.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!