Aleteia

To nie żart! Wojsko USA co roku zrzuca z nieba prezenty. Dokąd trafiają?

PREZENTY LECĄ Z NIEBA
Udostępnij

Niektórzy wierzą, że prezenty na święta przynosi św. Mikołaj. Inni, że Gwiazdor albo Dziadek Mróz. Ale jest miejsce na Ziemi, gdzie odpowiada za to Departament Obrony Stanów Zjednoczonych, a w rolach reniferów występują samoloty amerykańskich sił powietrznych.

Mikronezja nie jest najbardziej kojarzącym się ze świętami rejonem świata. 2100 wysp, z których największa, Guam, jest tylko nieco większa od Warszawy rozrzucone jest w okolicach równika na Pacyfiku na powierzchni 20 razy większej od powierzchni Polski. Można sobie jedynie wyobrazić, jak wielkie problemy komunikacyjne to rodzi – połączenia z racji swojej nieopłacalności są bardzo drogie i nieregularne i wiele wysp na co dzień jest po prostu odcięta od świata. Jak tu rozwieźć na czas świąteczne prezenty?

 

Najdłużej trwająca akcja wojsk USA w historii

Mikronezyjczycy w swoim nieciekawym położeniu geograficznym mają jeden niezaprzeczalny atut: jest to strategiczna lokalizacja z punktu widzenia Sił Zbrojnych USA i Australii. Maleńkie państwa tego regionu są w stanie oficjalnej lub faktycznej zależności od większych sąsiadów. W zamian za udostępnianie baz wojskowych i swobodę manewru otrzymują regularne wsparcie finansowe, pozwalające korzystać ze zdobyczy cywilizacji, których normalnie nikomu nie opłaciłoby się tu sprowadzać – jak na przykład internetu.

Jest jednak czas w ciągu roku, gdy interesy finansowe Mikronezyjczyków i potrzeby militarne Amerykanów jeszcze bardziej się zazębiają. Żyjącym na odciętych od świata wyspach ludziom ktoś musi dostarczyć paczki na święta. Wojsko zaś musi co jakiś czas poćwiczyć celne zrzucanie zaopatrzenia. Już w latach 50. ktoś w dowództwie wpadł na pomysł, żeby te dwie potrzeby połączyć i po prostu w ramach ćwiczeń zrzucić paczki świąteczne. Taki był właśnie początek corocznej Operacji „Christmas Drop” („Świąteczny zrzut”), najdłużej w historii trwającej akcji wojsk Stanów Zjednoczonych.

Zaczęło się ponoć nieco przypadkowo, gdy w 1952 roku, w okresie przedświątecznym amerykańscy lotnicy wykonujący w okolicy misję patrolową, widząc krzyczących tubylców zapakowali parę rzeczy do skrzynki ze spadochronem i wyrzucili na plażę. Pomysł przyjął się i coroczny, przedświąteczny zrzut paczek w Mikronezji stał się oficjalną operacją wojskową prowadzoną w ramach treningu przez Stany Zjednoczone.

 

Podarki z nieba

Lista przedmiotów, które wchodzą w skład paczek, fundowanych zarówno z publicznych grantów jak i prywatnych darów pokazuje, że misja ta ma nie tylko charakter wojskowy i symboliczny, ale stanowi również istotną dla 20 tysięcy mieszkańców 56 małych wysp pomoc humanitarną.

Mikronezyjczycy otrzymują tą drogą sieci rybackie, narzędzia budowlane, leki, ubrania, zabawki i przybory szkolne, a nawet liny i cement. Słowem, wszystko co potrzebne do cywilizowanego życia, a czego nie można wyprodukować samemu na tropikalnej wysepce.

Naturalnie, mimo oficjalnego charakteru akcji militarnej, „Świąteczny zrzut” rola tej operacji z punktu widzenia lotnictwa ma bardziej medialny niż wojskowy charakter. Często uczestniczą w niej symbolicznie siły powietrzne krajów sojuszniczych, wszystko jest na bieżąco relacjonowane w social mediach, a i od regulaminów wojskowych zdarzają się pewne wyjątki. No bo w jakiej innej misji wojskowej uczestniczą żołnierze w czapkach mikołaja?