Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

3 rzeczy, których czasem się obawiam, decydując się na zmiany

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

O zmianach, o planach, o niespodziewanych zwrotach akcji i o obawach - tak zapowiada się ten tekst. Historyczny tekst.

Przez ostatnie dwa lata co czwartek dzieliłam się z wami kawałkiem swojego życia. Czasem się z tego cieszyłam, czasem czułam, że mam dość, często dochodziłam do wniosku, że nie mam kompletnie nic do powiedzenia. Choć, ostatecznie, zawsze coś mówiłam 🙂

Cieszę się, że przestałam wierzyć w „wenę” i skupiłam się na systematycznej pracy. Okazało się jednak, że odpowiedzialność i cierpliwość mają swój koszt. Otóż, prowadzą człowieka dalej. Nawet jeżeli wydaje mu się, że jest największym tchórzem świata.

Dziś przedstawię wam kilka obaw, mimo których przetrwałam czas pisania i wymyślania, budowania i wyciskania z głowy choćby najdrobniejszej tezy. A na koniec… małe ogłoszenia parafialne.

 

„Nic nie potrafisz!”

Czasem, kiedy siedzę sobie w jednorożcowym kombinezonie i zabieram się do pracy, dopada mnie przekonanie, że „do niczego się nie nadaję”. I „nic nie potrafię”. Ot, dwie frazy, które powtarzam sobie dla otuchy, kiedy „nie ma fal”.

Łapię się na nich chyba dlatego, że w internecie wszyscy wydają się pełni pasji, energii i uśmiechów. Mam wrażenie, że tylko mi jednej ciężko jest pisać, nagrywać, planować. Że tylko ja mam kłopoty z motywacją i siłami. A to już strasznie głupie i fałszywe myślenie.

Jednym z ważnych trików w grze na instrumencie (szczególnie dętym) jest sprawianie wrażenia lekkości. Nie tylko w granych dźwiękach, w melodii, ale też w postawie grającego muzyka. W jego sylwetce, mimice, w spokojnych mięśniach, w oddechu. Podobnie jest w balecie. Widzowi ma wydawać się, że skok czy piruet to dla tancerza prosta i lekka przyjemność. Tymczasem lekkość w obu przypadkach jest owocem ciężkiej i wytrwałej pracy. Nie magicznego „talentu”, „dobrego dnia”, tym bardziej nie szczęścia.

Ta zasada odnosi się tak samo do pisania, malowania, robienia zdjęć, gotowania i wszystkiego, czego dusza zapragnie. Dopóki nie zrobisz czegoś źle, nie zaczniesz tego robić dobrze. To, że próbujesz, mimo że jest ciężko, znaczy właśnie, że masz szansę robić to coraz lepiej. Bo nie osiadasz na laurach, ale małymi kroczkami, we własnym tempie truptasz do przodu.

 

„To ostatnia rzecz, która ci wyszła”

„To ostatnia rzecz, która ci wyszła” – to z kolei myśl, która towarzyszy mi zawsze, kiedy jestem z siebie dumna. Od razu budzi się wtedy we mnie obawa: czy jeszcze kiedyś zrobię coś równie dobrego? Czy to ostatni „sukces” w moim życiu?

Nie wiem czemu, ale utkwił mi kiedyś w głowie jeden z bohaterów „Buddenbrooków” Thomasa Manna. Kiedy jego (bohatera, nie Manna) firma odniosła największy sukces, a bliscy świętowali, on się załamał. „Czuł”, że to koniec. Że nic więcej już nie osiągnie. I rzeczywiście tak się stało – od tego momentu biznes zaczął stopniowo obumierać. Ale tragiczne wizje kupieckich perspektyw końca XIX wieku są wyjątkowo idiotycznym pomysłem na tłumaczenie sobie życia.

Sukces nie wieści porażki, radość nie wróży zmartwień. To oczywiste, że za każdym dobrem czekają nas trudności, ale czy cokolwiek to zmienia? Problemy nie są końcem świata, w 99% można je rozwiązać. Wmawianie sobie, że to się nie uda, to prosta droga do rezygnacji z jakiejkolwiek życiowej aktywności.

 

„Zaraz popełnię błąd”

Lęk przed popełnieniem błędu – nie zawsze uświadomiony – to kolejny przyjaciel, którego omijam szerokim łukiem. Błędem jest skrzywdzenie drugiego człowieka, krzywdzenie siebie samego, błędem zawsze jest przemoc. Ale nie jest nim podejmowanie zdrowego ryzyka.

Życie to nie oblodzone jezioro. W niebie nikt nie czyha na naszą porażkę, a zdecydowanie częściej niż miedzy dobrem a złem musimy wybrać między dobrem a dobrem. I to ten wybór jest prawdziwym wyzwaniem.

Powtarzam to sobie od kilku tygodni bardzo intensywnie, bo mnie samą czekają niebawem spore zmiany. Od nowego roku moja współpraca z Aleteią wciąż będzie bardzo serdeczna, ale już nie taka ścisła 🙂 Dlatego… to mój ostatni czwartkowy felieton.

 

Czas dorosnąć

Zdecydowałam, że czas najwyższy dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za swoje kanały. Chcę systematycznie robić dla was filmy, chcę znaleźć czas na odpisywanie na wasze wiadomości, mieć szansę planować swoje materiały, przyłożyć się wreszcie do robienia zdjęć. Będzie mnie mniej na Aletei, ale znajdziecie mnie więcej na moim kanale YouTube i Instagramie. Kto wie, może uda mi się trochę usamodzielnić.

A jeżeli nie, na pewno coś jeszcze wymyślę. W życiu chodzi przecież o to, żeby próbować, szukać, konfrontować swoje marzenia z rzeczywistością. Dlatego sobie samej i wam wszystkim życzę odwagi i dystansu we wszelkich decyzjach. Idźmy za głosem serca i rozumu.

I na sam koniec – ogromnie wam dziękuję. To dzięki wam przez ostatnie dwa lata mogłam opowiadać o swojej drodze, o dorastaniu. Mam nadzieję, że będziemy kontynuować tę podróż. Mimo że zmienia się platforma naszego rejsu 🙂 Do zobaczenia w internetowym świecie!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!