Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Słownik Kobiet: Poród

PORÓD
Shutterstock
Udostępnij

Przeczytałam i wysłuchałam wielu historii o rodzeniu dziecka, przeżyłam jedną własną i wyciągnęłam z tego wszystkiego pewną uniwersalną prawdę – bardzo chcemy być w tym momencie przyjęte. Z tym jak jest. Z tym, jak poród się zaczął, jak przebiegał i jak się zakończył.

Nie możemy nie być ocenione

W pierwszej chwili myśli się o dziecku. Czy wszystko z nim dobrze. Prawidłowo. Wzorowo. Przysłowiowe 10/10. Nami zajmuje się zazwyczaj wtedy, kiedy coś nie idzie. Małe rozwarcie. Brak skurczy. Wolna akcja porodowa. Komplikacje. Poród z problemami.

Wtedy okazuje się, że na sali porodowej lub wcześniej, np. podczas badania KTG, leży kobieta. Wtedy okazuje się, że nie możemy wyjść z tego bez bycia ocenioną.

Bo albo trzymamy się normy, albo od niej odchodzimy. Nikt normalny nie zapyta przecież dziewczyny idącej do porodu o to, czy może coś dla niej zrobić. Nie. To my mamy się na coś przydać. My mamy urodzić. Przetrwać to. Tak jak potrafimy najlepiej.

 

Pozwolić sobie być nieprzydatną

„Kobiety są od rodzenia dzieci”. To taka specjalizacja, którą dostajemy wraz z dobrami kulturowymi. Powinno iść nam to łatwo, lekko, sprawnie. Po wszystkim oczekuje się od nas, abyśmy bez zbytniego rozczulania się nad sobą powróciły do formy. Do formy, czyli do czego? Myślę, że po prostu jak najszybciej musimy znów stać się przydatne.

Bo co by było, gdyby dać sobie przeżyć wszystko, absolutnie wszystko to, co wydarzyło się nam na sali porodowej, powoli, bez zapierdzielania, dać sobie czas i zwyczajnie się sobą zaopiekować? Co gdybyśmy pobyły sobie w naszej cielesnej, fizycznej, psychicznej rozpadlinie? Co gdybyśmy potraktowały poród jak opowieść o nas samych, dały sobie czas na przetrawienie największej rzeczy, którą kiedykolwiek zrobiło nasze ciało?

 

Wszystkie dziewczyny to fajterki

Wierzę w to, że poród jest nam dany przede wszystkim po to, abyśmy się zwróciły z powrotem ku sobie. Abyśmy się na siebie popatrzyły i stały się z sobą cholernie szczęśliwe.

Wszystkie dziewczyny są fajterkami. Kobiety, które urodziły dziecko – nieważne jak, swoimi siłami w sensie naturalnym czy swoimi siłami w sensie cesarskim – to wojowniczki. Poród, ten moment najgłośniejszej intymności, to nasz osobisty manifest. Z głębin nas samych wychodzi człowiek. To my go rodzimy.

A wraz z nim rodzimy siebie. Naszą historię. Nasze napięcia. Naszą siłę. Naszą wiarę i niewiarę w siebie. Nasze poczucie wartości. Nasze ciało mówi, woła, krzyczy. Wprowadza nas w drgania, rozkręca to wszystko, kim naprawdę jesteśmy i… Sęk w tym, że bardzo różnie się z tym czujemy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail