Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Abp Jędraszewski dla Aletei: W Polsce mamy zbyt wiele agresji, a brakuje dialogu dla dobra Ojczyzny

ARCYBISKUP MAREK JĘDRASZEWSKI
fot. Łukasz Kaczyński
Udostępnij

„Wydaje się, że zbyt wiele jest w życiu politycznym Polski agresji, zbyt wiele pomówień, fałszywych narracji czy fake-newsów. Staje się to treścią niemal każdego dnia. Natomiast brakuje prawdziwego dialogu, którego przedmiotem byłoby dobro wspólne Ojczyzny” – mówi nam w wywiadzie krakowski metropolita.

Łukasz Kaczyński: Mija drugi rok sprawowania przez Księdza Arcybiskupa funkcji metropolity krakowskiego. Jaka jest duchowość Krakowa?

Abp Marek Jędraszewski: Kraków to wielkie miasto, różniące się w swej duchowości od okalających go miejscowości. Podobnie jest również w Poznaniu czy w Łodzi – duchowość metropolii zawsze różni się od tego, czego możemy doświadczyć, będąc w małych miasteczkach czy wioskach.

W życiu duchowym Krakowa niewątpliwie uderza wielka dynamika, różnorodność i częstotliwość wydarzeń. Nie sądzę, by jakakolwiek inna metropolia polska pod tym względem mogła przebić Kraków. To sprawia, że można odnieść wrażenie, iż jest to szczególne miasto, które swoją duchowością promieniuje na inne regiony Polski, a już na pewno jest dla nich bardzo ważnym punktem odniesienia.

Co więcej, na duchowość Krakowa wpływali niewątpliwie święci, którzy są z nim związani i często na jego ulicach czy kościołach współpracowali. Oni stworzyli jakąś ponadczasową wspólnotę, o której nie można w tym mieście zapominać.

Nie można przy tym nie wspomnieć o św. Janie Pawle II i obchodzonej w tym roku 40. rocznicy rozpoczęcia jego pontyfikatu. Jak nie zatracić daru jego życia i co współcześnie należy z niego czerpać?

Często spotykamy się z zarzutami, że nie znamy nauczania św. Jana Pawła II. Kto jednak z nas jest w stanie przeczytać wszystkie dokumenty, homilie i przemówienia, które ukazały się podczas jego bardzo długiego pontyfikatu? Są natomiast pewne teksty i bardzo ważne dokumenty, które trzeba znać i których treść trzeba w pierwszej kolejności wprowadzać w życie.

Na pewno ważne są słowa z mszy świętej inaugurującej jego pontyfikat, które w jakiejś mierze stały się jego hasłem: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”. To było wyraźne i pokorne błaganie do przedzielonego żelazną kurtyną świata, aby dla dobra człowieka mieć odwagę wybrać jedyną słuszną drogę i otworzyć się na głos Chrystusa zawarty w Ewangelii. Także dzisiaj to wołanie nie straciło nic ze swej aktualności.

Ale w świecie zachodnim, który chce żyć tak, jakby Pana Boga nie było, który bierze całą rzeczywistość chrześcijaństwa niejako w nawias, trzeba tym bardziej mieć odwagę otwierać się na nauczanie Chrystusa, bo to jest jedyna droga, aby świat stał się lepszy i żeby zapanowała tak upragniona przez Jana Pawła II cywilizacja miłości. Myślę, że to bardzo ważne zwłaszcza przed nadchodzącymi świętami, gdyż głoszenie prawdy o Wcieleniu Jezusa staje się w niektórych miejscach Europy aktem prawdziwej odwagi.

Rok 2018 to rok 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. To wielkie święto, ale też i zadanie. Czy Polacy je odrobili?

Gdy chodzi o samo świętowanie i analizując to, co się działo w mniejszych wspólnotach lokalnych, myślę, że udało się zrobić naprawdę wiele. Sam brałem udział w kilku uroczystościach, podczas których byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak ludzie przeżywali tę rocznicę i jak bardzo inspirującymi starszych i rodziców były w tym świętowaniu ich dzieci. One mają w sobie ogromną wrażliwość na polskość. Potrafią się z tego cieszyć i być dumne.

Nie można też nie wspomnieć o szczególnej bliskości wymiaru państwowego i religijnego. Przecież początki chrześcijaństwa i polskiej państwowości wiążą się z 966 rokiem. Ta więź trwała też przez kolejne wieki. To, że sto lat temu mogliśmy odzyskać niepodległość, wynikało z tego, że Kościół działający w różnych zaborach, w zupełnie innych warunkach, przejął swego rodzaju rolę państwa, a więc tej struktury, która broni najbardziej podstawowych praw obywateli, zwłaszcza gdy chodzi o ich tożsamość i wyrażanie się przez kulturę.

Nie byłoby roku 1918, gdyby nie Kościół, który bronił poczucia polskiej tożsamości. To znajdowało wyraz w różnych lokalnych uroczystościach. Jednak z pewnością nie udało się osiągnąć tego, żeby załagodzić głębokie podziały polityczne, które nasiliły się w ostatnich latach.

Wydaje się, że zbyt wiele jest w życiu politycznym Polski agresji, zbyt wiele pomówień, fałszywych narracji czy fake-newsów. Staje się to treścią niemal każdego dnia. Natomiast brakuje prawdziwego dialogu, którego przedmiotem byłoby dobro wspólne Ojczyzny. Miejmy nadzieję, że osłabienie tych napięć nastąpi teraz, gdy będziemy przeżywali rodzinne święta Bożego Narodzenia, a zapominając o nieraz sztucznie tworzonych podziałach będziemy wchodzili w nowy 2019 rok bardziej sobie bliscy i bardziej przyjaźni.

Jak już Ksiądz Arcybiskup wspomniał, w czasie różnych wydarzeń związanych z 100. rocznicą odzyskania przez Polskę wolności nieraz akcentowano katolickie korzenie polskości. Czy nasz kraj może być wyraźnym znakiem na przyszłość dla Europy, coraz bardziej zsekularyzowanej i zapominającej o chrześcijańskim pochodzeniu?

Jeśli Europa zatraci swoją świadomość korzeni chrześcijańskich, przestanie być Europą w swym dotychczasowym kształcie kulturowym. Ona powstała jako szczególna wspólnota licznych krajów, różniących się językami i tradycjami, ale była ich wspólnym domem właśnie dlatego, że była Europą chrześcijańską.

Jeżeli teraz chrześcijaństwo zostaje wyrzucane poza życie publiczne, jeśli się wmawia Kościołowi postawę wstydu dyktowaną przez politykę, Europa odchodzi od samej siebie. Można tylko zapytać, co z niej powstanie – być może jakaś nowa rzeczywistość kulturowa.

Wprawdzie pozostanie subkontynent jako pewien obszar geograficzny, ale wszystko wskazuje na to, że jeśli Europa będzie nadal tak szaleńczo odchodzić od swoich korzeni chrześcijańskich, to przestanie ona istnieć jako pewna określona kultura.

Przestanie się też chyba rozumieć, bo Jan Paweł II często podkreślał, że człowiek nie może zrozumieć się bez Chrystusa – Europa zapewne też.

To jest właśnie to, co się teraz dzieje. Bo jeśli w myśleniu o sobie samym odsuwa się Chrystusa, nie można już siebie do końca zrozumieć. Gdy się tak dzieje, coś się bezpowrotnie kończy – zarówno poczucie własnej tożsamości, jak konieczność odpowiedzialności za nią, za jej obronę. Ponieważ zaś świat nie lubi próżni, to w tę próżnię ideową post-chrześcijańskiego świata może wejść coś zupełnie nowego.

Niedawno zakończył się Synod Biskupów na temat młodzieży. Co należy zrobić, by Kościół był „atrakcyjny” dla młodzieży i jak zadbać o młodsze pokolenia, by odnalazły się w wymiarze duchowym?

Ogromną rolę odgrywają tutaj rodzice. To jest przede wszystkim ich zadaniem, by młodzi nie zatracili się w społeczeństwie, w którym głosi się jedną wielką pochwałę życia bez zasad, bez trwałych odniesień, bez pamięci historycznej czy też bez tradycji. To rodzice kształtują pewną wrażliwość, w której i do której wychowują własne dzieci.

Ponieważ bardzo często rodzice nie mają czasu dla swoich dzieci, Ojciec Święty Franciszek podkreśla to, jak ważny jest szacunek do dziadków. Kryje się za tym przekonanie, że oni – mając więcej czasu – są nośnikami pewnej tradycji i zasad wiary chrześcijańskiej dla swych wnuków. To w świecie ludzi dorosłych rozgrywa się obecnie przyszłość chrześcijaństwa, także gdy chodzi o nasz naród.

Konieczny jest wielki wysiłek edukacyjny i to nie tylko ze strony Kościoła. To także rola innych ośrodków, odpowiedzialnych za kształtowanie duchowego oblicza naszego narodu, żeby ludzie dorośli na poważnie wzięli na siebie odpowiedzialność za Polskę i za Kościół katolicki w Polsce.

Często spotyka się wśród ludzi, zwłaszcza młodych, twierdzenia „Bóg tak – Kościół nie”. Co zrobić z taką perspektywą?

To prawda, wielu ludzi doszło do przekonania, że Kościół nie jest potrzebny, że każdy z nas może sobie utorować własną drogę do Pana Boga i sam zapewnić sobie zbawienie. Tymczasem to, co głosi chrześcijaństwo, jest jednoznaczne – Kościół został założony i wyposażony przez Chrystusa w takie źródła łaski, które mogą ludzi doprowadzić do zbawienia. Już w starożytności mówiono, że nie ma zbawienia poza Kościołem.

Mówiono to w innych kontekstach, ale dzisiaj ta sama prawda wraca w nowych odsłonach. Może się ludziom wydawać, że wystarczy im własna droga do Boga, tymczasem Pan Jezus powiedział, że to On jest bramą i że ci, którzy bez Niego chcą wejść na pastwisko – są złodziejami. Jedyną drogą jest Chrystus. To głosi Kościół. Tych, którzy głoszą inne prawdy, można zapytać, kim oni naprawdę są. Na pewno część z nich odeszła z Kościoła i będąc poza Kościołem „jakoś” wierzą w „jakiegoś” Boga – mniej lub bardziej abstrakcyjnego.

Jest też chyba tak, że wizja Kościoła zmienia się w czasie takich wydarzeń jak Światowe Dni Młodzieży. Widzimy wtedy Kościół żywy i młody. Wielkimi krokami zbliża się ŚDM w Panamie. Jak przeżyć to wydarzenie, by choć po drugiej stronie globu, ale dotknęło nas podobnie jak spotkanie młodych chrześcijan w Krakowie?

Prawdą jest, że inaczej się przeżywa Światowe Dni Młodzieży, gdy jest się bezpośrednim uczestnikiem takiego zgromadzenia młodych, zwołanych przez papieża, skupionych wokół niego, przeżywających prawdę o Kościele, jako o ludzie Bożym, który idzie za Chrystusem. Inaczej się to przeżywa z pewnej odległość. Nas od Panamy dzielą tysiące kilometrów.

Niemniej jednak ważne jest to, by duchowo łączyć się z Panamą – i to nie tylko indywidualnie, ale przede wszystkim na drodze różnych spotkań wspólnotowych. Wiem, że w różnych ośrodkach naszego kraju będą organizowane konkretne programy, by móc być – mimo odległości – razem z młodymi, którzy są w Panamie i którzy będą doświadczali radości Kościoła młodych, pełnego entuzjazmu i nadziei, Kościoła, który swoją radością wiary ma coś bardzo ważnego do zaoferowania współczesnemu światu. To wielka szansa i należy z niej skorzystać.

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a więc czas podejmowania wielu inicjatyw dla potrzebujących. Jak robić to mądrze, by nie była to tylko jednorazowa akcja, ale rzeczywiście praktyczna realizacja Ewangelii?

Patrząc na to, co się dzieje w Kościele krakowskim, mogę powiedzieć, że jest to archidiecezja, gdzie praca charytatywna jest mocno rozbudowana, ale o tym się wiele nie mówi. Oczywiście, że każde święta, a zwłaszcza święta Bożego Narodzenia wywołują pragnienie, by nieść pomoc innym i to się odbywa w różnych formach, w zależności od tego, komu chcemy pomóc.

Myślę, że przy wielu przejawach, także cichej, bezinteresownej dobroci, która sprawia, że te święta stają się dla nas prawdziwym błogosławieństwem, najistotniejsze jest to, by wychodzić ze skorupy własnego „ja”, własnych interesów i bardzo wąskich kręgów, w jakich żyjemy. One stają się okazją, aby nauczyć się patrzeć szerzej, zwłaszcza na tych innych, którzy też mają pragnienie dobrych świąt, pełnych wewnętrznego pokoju i miłości – i czynić dla nich dobro, które swym trwaniem przekroczy świąteczny czas.

Czego życzyłby Ksiądz Arcybiskup naszym czytelnikom na święta Bożego Narodzenia? W tegorocznym liście na Adwent podkreślił Ksiądz, że chrześcijanin musi żyć duchem tego czasu i że powinien być czujnym.

Nie można się od tego świata odwracać. Jesteśmy w nim zanurzeni i stąd musimy umieć w nim żyć. Trzeba mieć pewną postawę otwarcia na prawdę o Bogu i człowieku, którą objawił nam swoim przyjściem narodzony z przeczystego łona Najświętszej Dziewicy Jezus Chrystus.

Warto wracać – i tego wszystkim życzę – do treści anielskiego śpiewu w Betlejem: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. Być człowiekiem dobrej woli, to być człowiekiem Bożego upodobania, mieć w sobie pokój i radość – i dzieląc się z innymi tymi właśnie darami, wychwalać Pana Boga.

W tym kryje się istota tych świąt, wzywających nas do tego, byśmy raz jeszcze przemyśleli przesłanie kryjące się w tajemnicy Wcielenia Bożego Syna. On stał się człowiekiem po to, abyśmy dzięki Jego uniżeniu mogli stać się na powrót Bożymi dziećmi. Tego z całego serca wszystkim życzę.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail