Aleteia

Betlejemska historia alternatywna: Udało się! Znaleźli miejsce!

BETLEJEM HISTORIA ALTERNATYWNA
Udostępnij

W naszym duchowym przeżywaniu Bożego Narodzenia nie szukajmy miejsca w gospodzie! Idźmy do groty. Tam będzie prawdziwy Bóg.

„Nie było miejsca dla Ciebie…”

Pukają od drzwi do drzwi. Mało prawdopodobne, by w tym zgiełku udało im się znaleźć odpowiednie miejsce dla kobiety, która w każdej chwili może urodzić. Wszędzie gwar, dużo ludzi. Wiedzą, że w okolicach jest mnóstwo skalnych grot, w których w ostateczności można się skryć.

Józef łudzi się jeszcze, że uda się tego uniknąć. Miriam zachowuje spokój. Właściwie to wolałaby już chyba pójść do groty i odpocząć w jakichkolwiek warunkach niż kłopotać kolejnych gospodarzy.

 

Ktoś jednak się zgodził!

Józef wydaje się być maksymalnie zdeterminowany. W końcu udaje się! Znajdują zajazd na uboczu, do którego, jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, nie zapukało jeszcze zbyt wielu ludzi. Wnętrze – jak to w ówczesnych gospodach – jednoizbowe, dość przestronne, ale bez osobnych pokoi.

Dwie trzyosobowe rodziny, które już wcześniej tu zakotwiczyły, zgodziły się, by Miriam mogła tu zostać, mimo że narodziny mogą nastąpić natychmiast. To niezbyt komfortowa sytuacja dla pobożnych Żydów, dla których może to oznaczać rytualną nieczystość. Obie matki pamiętają jednak swoje niedawne porody. Litują się i przekonują mężów, by nie stawiali oporu.

Miriam, mimo wszystko z mieszanymi uczuciami, ale przeważającą wdzięcznością, zajmuje miejsce pod ścianą. Jest nieco skrępowana, ale w duchu cieszy się, że żaden z poprzednio napotkanych gospodarzy nie zgodził się ich przyjąć. Tamte izby były przepełnione. Nawet, gdyby gdzieś się zainstalowali, prawdopodobnie dla wszystkich byliby wielkim kłopotem.

 

Narodziny „pod ostrzałem”

Tutaj też atmosfera zaczyna się robić gęsta. Przychodzą bóle. Miriam wie, że Bóg czuwa, że sam przecież ma się narodzić i wszystko będzie dobrze. Wie to jednak tylko ona i jej mąż, a na tłumaczenia nie ma czasu.

Dzieci stają się niespokojne. Wyczuwają napięcie. Obaj mężczyźni szepczą do żon: “A nie mówiłem”. Żony chcą coś robić, jakoś pomóc, ale nie do końca wiedzą jak. Ktoś pobiegł po akuszerkę, która – okazuje się – ma pełne ręce roboty. Napięcie rośnie.

Kolejni potencjalni goście odchodzą z kwitkiem, a jeśli dostrzegają, co się dzieje, nie trzeba ich specjalnie namawiać do odwrotu. Gospodarz stara się nie okazywać jak bardzo pluje sobie w brodę…

Miriam ma skurcz za skurczem. Znosi to dzielnie, choć balast związany z otoczeniem nie pomaga. Zaczynają się parcia. Józef zachowuje spokój. Pomaga jak umie, wspiera, ociera pot. Wszystko przebiega sprawnie i w końcu mały Jezus jest już na świecie. Słowo stało się ciałem, choć dokoła było mnóstwo napięcia i niepotrzebnych nerwów. W dodatku gospodarz próbuje przetłumaczyć w progu jakimś narwanym pastuszkom, który bełkoczą coś o anielskim chórze, że chyba za dużo wypili…

 

Bieda Jezusa

Ktoś mnie ostatnio zapytał: A gdyby tak Józef z Maryją znaleźli jakieś miejsce w Betlejem? Patrząc na kontekst kulturowy, mogłoby to wyglądać bardzo podobnie jak w tej zmyślonej przeze mnie historyjce. Czy skalna grota była uwłaczająca? Być może w jakimś stopniu tak, ale gwarantowała intymność i spokój. Tam była cisza i możliwość przeżycia tych jedynych w swoim rodzaju narodzin jako pewnego misterium. Czy nie jest to wskazówka dla nas?

Czy naprawdę potrzebujemy Świąt „na wypasie”? Czy naprawdę co roku musimy znajdować jakieś przysłowiowe “miejsce w gospodzie”, w której gubimy prawdziwego ducha tej wielkiej uroczystości?

Możemy się oszukiwać, gdy zmordowani przygotowaniami i przejedzeni, odwiedzamy żłóbek w kościele i dumamy nad biedą Jezusa, nie chcąc tak naprawdę jej z Nim podzielić. Trudno jest tak naprawdę pójść do groty i przeżyć Boże Narodzenie w ubóstwie i skromności, w ogromie radości wewnętrznej – nie z prezentów, ale z narodzin Mesjasza.

Wczujmy się tak naprawdę w położenie Maryi i Józefa. To oni przeżyli pierwsze w historii, najprawdziwsze Boże Narodzenie. Pokazali jak należy je przeżyć. Nie było to łatwe, ale było z pewnością przepiękne. W naszym duchowym przeżywaniu Bożego Narodzenia nie szukajmy miejsca w gospodzie! Idźmy do groty. Tam będzie prawdziwy Bóg.