Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Dlaczego powinieneś przestać przeklinać i jak to zrobić

SWEARING
Shutterstock
Udostępnij

Zwyczajna wulgarność jest niekulturalna, psychologicznie i duchowo niezdrowa, a nawet niszczy użyteczność przeklinania jako takiego.

Wulgaryzmy są wszędzie

Rzadko się zdarza, żeby nie usłyszeć ich w miejscu publicznym od mijających nas przechodniów albo dobiegających z przejeżdżającego samochodu. Nawet w restauracjach i sklepach często słyszymy innych klientów rzucających mięsem, nie zwracając zupełnie uwagi na swoje otoczenie.

Publiczna wulgarność jest obecnie tak powszechna, że cenzurowanie jej w mainstreamowej telewizji zdaje się coraz bardziej idealistyczne. Telewizja niegdyś postrzegana jako źródło wulgarności, teraz jest z jednym z niewielu miejsc, gdzie wulgarny język nadal jest częściowo zakazany.

Można zapytać, czemu to szkodzi, w końcu to tylko słowa. Jednocześnie większość z nas wyczuwa, że jednak jest z tym coś nie tak. Wiemy, nawet jeśli nie potrafimy stwierdzić dlaczego, że ciągłe, swobodne używanie wulgaryzmów nie jest zdrowe ani pożądane. To zły nawyk.

 

Dlaczego powinniśmy przestać?

Po pierwsze dlatego, że istnieje uzasadnione użycie wulgaryzmów. Jest metodą na zapakowanie dodatkowo odczuwanej emocjonalnej siły w zdanie – czy to dla lepszego efektu, czy dla ujścia wielkiego stresu (stąd słynne przeklinanie marynarzy i żołnierzy).

Problem w tym, że nadmiar kontaktu z wulgarnością uśmierca jej efekt i w konsekwencji staje się bezużyteczna. Jednocześnie normalna mowa staje się mniej efektywna i wywiera mniejszy wpływ. Podobnie jak osoby uzależnione, nudzimy się zwykłymi doznaniami i domagamy się coraz większych dawek, aby poczuć jakiekolwiek działanie danej substancji. Powszechna wulgarność staje się więc coraz mniej efektywna przy jednoczesnym zmuszaniu nas do używania jej coraz więcej, aby nasze słowa miały odpowiednią siłę rażenia.

 

Po prostu niegrzecznie

Prowadzi nas to do kolejnego problemu. Wulgarność ma na celu zaszokowanie słuchacza, lecz w zwykłej rozmowie brzmi po prostu niegrzecznie – podobnie, jakbyśmy stale krzyczeli na tę drugą osobę. Zwykła uprzejmość wymaga, żeby w normalnej rozmowie starać się, aby druga osoba czuła się w miarę komfortowo, podczas gdy wulgarność ma na celu spowodować dyskomfort. To dwie przeciwstawne rzeczy. Jedynym sposobem, żeby czuć się komfortowo rozmawiając z kimś, kto ciągle przeklina, jest stać się na tyle nieczułym, żeby puszczać wulgaryzmy mimo uszu.

 

Wpływa na myślenie

W końcu jest jeszcze jeden, bardziej abstrakcyjny problem. Taki, że to, co robimy (włączając w to to, co mówimy), ma wpływ na to, jak myślimy. Filozofowie byli tego świadomi od wieków, a i neuronaukowcy zaczynają to odkrywać – za każdym razem, kiedy coś robimy, tworzy się w naszym mózgu ścieżka, przygotowująca nas do zrobienia tej rzeczy drugi raz i kolejny.

W efekcie nasze mózgi tworzą ponowne połączenia cały czas. Te połączenia nie wpływają tylko na jeden obszar, ale na całość. Jeśli zachowujemy się w określony sposób, zaczynamy myśleć w zgodzie z tym, i w drugą stronę. Tak więc im więcej wulgaryzmów w naszej mowie, tym bardziej obcesowe jest nasze zachowanie i ogólna postawa. Fakt, że staliśmy się bardziej swobodni w używaniu wulgaryzmów, kiedy nasza kultura staje się bardziej podzielona i niestabilna, nie jest przypadkiem.

Nie można powiedzieć, że to korelacja jeden-do-jednego (czyli że więcej wulgarności równa się więcj niestabilności); chodzi raczej o to, że ten sam proces myślowy i postawa, które prowadzą do jednego, również pociągają za sobą drugie.

Powiedziano nam w Piśmie Świętym: „Z obfitości serca usta mówią” (Mt 12, 34) i „wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli” (Flp 4, 8).

Podsumowując, zwykła wulgarność jest niegrzeczna, jest psychologicznie i duchowo niezdrowa, a nawet niszczy użyteczność przeklinania samego w sobie. Z tych powodów powinniśmy porzucić ten nawyk, jeśli jesteśmy w stanie.

Problem w tym, że oczywiście łatwo jest wymsknąć się jakiemuś słowu jeśli nawyk jego używania jest w nas utrwalony, zwłaszcza pod wpływem emocji, kiedy to najwięcej wulgaryzmów wchodzi w użycie. A kiedy już się wymskną, nie da się ich cofnąć. Jak powiedział Winston Churchill, jesteśmy panami niewypowiedzianych słów, ale niewolnikami tych, które już padły z naszych ust.

 

Jak przestać przeklinać?

Jest kilka sposobów na pozbycie się nawyku przeklinania. Pierwszy to po prostu ćwiczenie się w niemówieniu niczego. To względnie łatwa umiejętność do nabycia: podczas codziennych rozmów zwyczajnie próbuj powstrzymać się tu i ówdzie, zanim coś powiesz (czy chciałeś przekląć, czy nie). Kiedy czujesz przynaglenie, żeby coś powiedzieć, zatrzymaj się i policz do 5, zanim otworzysz usta. To pomoże ci odzyskać kontrolę nad swoim językiem (co jest dobrym nawykiem nie tylko przez wzgląd na unikanie brzydkich słów).

Inną metodą, która u mnie bardzo się sprawdziła jest to, żeby za każdym razem, kiedy wymsknie się przekleństwo, odeprzeć je modlitwą. Na przykład kiedy prowadzisz samochód i ktoś cię zdenerwuje, i spuścisz na niego wiązankę, odmów tyle samo razy Ojcze nasz, ile było w niej wulgaryzmów, jak już odzyskasz kontrolę nad sobą. To wzmocni twoje postanowienie, aby przestać przeklinać, podobnie jak zawierzenie swojego języka Jezusowi – będziesz zaskoczony, jak szybko nawyk przeklinania od ciebie odejdzie.

Chrystus przestrzega nas, że poniesiemy odpowiedzialność za każde beztrosko wypowiedziane słowo. Pomóż nam więc strzec naszych języków i umocnij w próbie wznoszenia się ponad wulgarność, która nas otacza.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail