Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Ludzie patrzą na mnie i widzą tylko wózek”. Rozmowa z Aleksandrą Zielińską

OLA ZIELIŃSKA
YouTube
Udostępnij

Ludzie patrzą na mnie i widzą tylko wózek, myślą „ale biedna”. A ja mam fajną pracę, skończyłam dobre studia, mam osiągnięcia sportowe, całkiem poukładane życie prywatne. Pytam więc, gdzie ta moja bieda? – mówi Aleksandra Zielińska, Mistrzyni Polski w podnoszeniu ciężarów leżąc.

Aleksandra Zielińska, mistrzyni Polski w podnoszeniu ciężarów leżąc, łamie stereotypy. Wesoła, pewna siebie, wygadana. Osiąga sukcesy sportowe. Pracuje z dziećmi z autyzmem. Powoli staje się głosem osób niepełnosprawnych i stara się wykorzystać swoją chorobę w dobrym celu. Nam mówi o sukcesie, wsparciu rodziców i reakcjach ludzi na niepełnosprawność.

  

Karolina Guzik: Jakie to uczucie zostać mistrzynią?

Aleksandra Zielińska: Przez pierwszy tydzień po zwycięstwie czułam dużą euforię. To fajne uczucie: być najlepszym. Wrócić na podium (przez pięć lat miałam mistrzostwo, potem je straciłam). Było we mnie dużo zwątpienia – że nie uda mi się już go odzyskać. Ale udało się.

 

Aleksandra Zielińska: Moja niepełnosprawność nie jest przeszkodą

Podnoszenie ciężarów to sport wymagający fizycznie. Psychicznie też?

Na pewno nie jest tak wymagający jak sporty wyczynowe. Kiedy osiągasz pewien poziom w podnoszeniu, raczej już nie schodzisz poniżej niego. Zatem wymagający fizycznie bardzo nie jest. Natomiast psychicznie – tak. Kiedy dochodzimy do swojego wyniku i chcemy poprawić go o jeden, dwa kilogramy, to w głowie powstaje bariera psychiczna, którą bardzo trudno przeskoczyć. I czasem pracuje się nad tym dwa miesiące. Na zawodach też łatwo się załamać. Są trzy podniesienia. Kiedy pierwsze dwa nie pójdą tak, jak chciałam, to do trzeciego trudno podejść z dobrym nastawieniem. Sama świadomość tego, że nad głową masz ponad 100 kg też jest dość stresująca.

Masz wsparcie rodziny?

Tak, bardzo duże. To dzięki rodzicom zaczęła się moja przygoda z siłownią. Jestem niepełnosprawna, więc jako dziecko musiałam coś ćwiczyć. Oprócz rehabilitacji, chodziłam też na basen. To była kompletna porażka. Czułam się najgorsza, nie mogłam używać nóg. Nie czułam się tam dobrze. Kiedy rodzice wymyślili siłownię, nie byłam zadowolona. Ale kiedy okazało się, że moje ręce są bardzo silne i nadaję się do sportów siłowych, byli dumni i wspierali mnie. Nawet wtedy, kiedy pojechałam na pierwsze zawody i niestety, skończyłam je na ostatnim miejscu. Zachęcali, żebym trenowała dalej i następne zawody zakończyłam sukcesem. Rodzice jeżdżą ze mną na zawody. Dostaję od nich bardzo dużo.

 

Aleksandra Zielińska: Mój wózek skraca dystans 

Czułaś czasem, że wymagają od ciebie za dużo?

W okresie nastoletniego buntu miałam wrażenie, że wymagają ode mnie za dużo fizycznie. To znaczy, że nie rozumieją, że ja nie mogę zrobić czasem tego wszystkiego, co by chcieli, bo po prostu nie potrafię. Rodzicom bardzo zależało, żebym umiała radzić sobie sama. Teraz jednak widzę, że to wymaganie dużo mi dało. Dzięki temu radzę sobie w najróżniejszych sytuacjach. Raczej nie siadam i nie płaczę, tylko działam. Oczywiście, często z pomocą różnych ludzi, ale jestem bardzo samodzielna. Myślę, że bez tego hartu ducha, który rodzice we mnie zaszczepili, byłoby mi teraz znacznie trudniej. Łatwo zrezygnowałabym. Moi rodzice wychowali mnie w przekonaniu, że moja niepełnosprawność nie jest przeszkodą. Zawsze zachęcali do działania, próbowania. Nigdy nie usłyszałam, że jestem do niczego.

Pojawił się kiedyś w tobie bunt na to, że inni są pełnosprawni, a ty nie?

Tak. Miałam w sobie takie uczucie. Dosyć niedawno sobie z nim poradziłam. Myślałam: dlaczego inni mają łatwy start, a ja gorszy? Teraz wiem, że to nie jest tak. Ja wcale nie miałam gorszego startu. Mam wspaniałą rodzinę, bliskich którzy mnie kochają, oddanych przyjaciół. A są ludzie, którzy tego nie mają. Otaczam się ludźmi. To jest naprawdę istotne, żeby mieć bliskich ludzi. Jestem bardzo towarzyska. 

Denerwują cię niektóre zachowania ludzi?

Tak. Ale to głównie zachowania, kiedy ludzie traktują mnie jak dziecko, które cudem wyszło z domu i którym trzeba się natychmiast zaopiekować. W okresie jesienno-zimowym ludzie pytają mnie, gdzie mam czapeczkę albo szaliczek, dodatkowo mnie przy tym dotykając. Jestem odrębną osobą, która nie jest zachwycona, kiedy obcy ludzie ją dotykają. Niestety, mój wózek skraca dystans, przez co nie jestem traktowana jak osoba dorosła. Ludzie potrafią mi zwrócić uwagę, kiedy jadę szybko wózkiem. Mam 26 lat i naprawdę umiem o siebie zadbać. Wózek nie znaczy, że mam coś z głową. Takie sytuacje są denerwujące. Tak samo jak pytania „pseudo-miłe”, które mają udawać empatię, a są po prostu wścibskie: „Ojejku, a co się pani stało?”.

 

Zapominamy, że osoba na wózku składa się nie tylko z wózka

Jak myślisz, skąd takie zachowanie ludzi wobec osób niepełnosprawnych?

Niewiedza. Tak mi się wydaje. Niestety, takie niemiłe sytuacje zazwyczaj są aranżowane przez starszych ludzi. Jeszcze kilkanaście lat temu osoby niepełnosprawne rzadko wychodziły z domu. Teraz zupełnie się to zmieniło. Młodzi ludzie zupełnie inaczej reagują. Boją się zagadać, ale nie patrzą na mnie, nie wypytują. Zapominamy, że osoba na wózku składa się nie tylko z wózka. Ludzie patrzą na mnie i widzą tylko wózek, myślą „ale biedna”.  A ja mam fajną pracę, skończyłam dobre studia, mam osiągnięcia sportowe, całkiem poukładane życie prywatne. Pytam więc, gdzie ta moja bieda?

Czujesz się przytłoczona tym, że stajesz się głosem ludzi niepełnosprawnych?

Nie. Ponieważ rozumiem, dlaczego staję się głosem tych osób. Nie odpowiadam stereotypom osoby niepełnosprawnej, a jestem wręcz ich zaprzeczeniem. Wygrywam zawody, pracuję, mam prawo jazdy. To ciekawe, zobaczyć kogoś, kto nie odpowiada stereotypom i je łamie. Nie czuję się tym przytłoczona, bo uważam, że to jest swego rodzaju misja. Nasza sytuacja się poprawia, ale wciąż szwankuje na pewnym poziomie, zatem dlaczego nie ja? Cieszę się, kiedy po spotkaniu ze mną ludzie zmieniają zdanie o osobach niepełnosprawnych. Próbuję wykorzystać swój „niefajny prezent od losu” w dobrym celu.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail