Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Gotowe oddać kromkę chleba i swoje życie. Kobiety z Ravensbrück

WIĘŹNIARKI RAVENSBRUCK
Udostępnij

Jak to możliwe, że będąc skrajnie wyczerpane, wstawały w nocy, jeszcze przed porannym apelem, aby zdążyć na organizowane w obozie tajne nauczanie? Jak to możliwe, że same umierając z głodu, były gotowe oddać chleb jeszcze bardziej głodnej koleżance? Nie wiem. Poznałam kilka z kobiet, które tam były. Mówiły, że robiły po prostu to, co „było trzeba”.

„Człowiekiem rządzi instynkt przetrwania, więc w ekstremalnych warunkach jest zdolny do najgorszych czynów, żeby tylko ocalić życie”. Słyszałam taką opinię wiele razy, a jej autorzy często podpierali ją przykładami. Jedyną odpowiedzią, jaka od razu przychodziła mi do głowy, były historie kobiet z obozu koncentracyjnego Ravensbrück. Tych, które potrafiły oddać swoje życie, aby ochronić innych.

 

Tajne nauczanie w Ravensbrück

Lekcje astronomii odbywały się pod rozgwieżdżonym niebem. O historii sztuki opowiadała Karolina Lanckorońska, jej wykłady zapisały się w pamięci słuchaczek jako czas, w którym mogły dzięki wyobraźni uciec daleko poza teren obozu. Niektóre kobiety chciały uczyć się języków obcych – zapisywały nowe słówka na cudem zdobytych skrawkach papieru i powtarzały je w czasie ciągnących się godzinami apelów. Zbierały się grupkami, według poziomów, ćwicząc pod okiem swoich nauczycielek. „Nauka polegała na krótkim opowiadaniu po francusku zdarzeń z życia lub obozu. Głębocka, korygując błędy, podawała nam brakujące zwroty i słówka, które zapisywałyśmy na kartkach” – wspominały.

Organizowały wieczory poetyckie. Opowiadały książki, tak jakby miały je przed sobą. Wydawały gazetkę kulturalną „Przedwiośnie”. To wszystko robiły po dwunastogodzinnej ciężkiej pracy, przy głodowych racjach żywnościowych, kiedy wszystkie siły powinny skupić na jednej myśli: przetrwać.

 

Przetrwamy! Drużyna harcerska „Mury”

„Trwaj i pomóż przetrwać innym” – tak brzmiało hasło obozowej drużyny harcerskiej „Mury”. Tworzyło ją siedem zastępów: Cegły, Cementy, Fundamenty, Kamienie, Kielnie, Wody, Żwiry. Chociaż oficjalne zasady panujące w obozie zabraniały wzajemnej pomocy, harcerki tworzące drużynę za główny cel obrały sobie niesienie możliwie najskuteczniejszego wsparcia.

„Za pomoc w noszeniu ciężkich kawałków darni dwóm starszym wiekiem Polkom, zostałam zapisana do raportu karnego. Wymierzono mi karę: 25 batów, 4 tygodnie bunkra i 9 miesięcy bloku karnego. Był to dla mnie straszny cios. Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku zaczęłam i w bloku karnym pełnić harcerską powinność’ – wspominała Maria Jankowska-Gabryel w książce Urszuli Wińskiej „Zwyciężyły wartości”.

 

Adoracja w obozie

Skąd brały na to siłę? Wiele z nich mówi, że z wiary w to, że Bóg jest i cierpi razem z nimi. Znalazły się takie, które znały mszę św. na pamięć i w niedzielę zbierały inne więźniarki na wspólnej modlitwie. Przed Wielkanocą organizowały rekolekcje, przychodziło na nie więcej osób, niż mogło się naraz pomieścić.

Pewnego razu, jesienią 1943 roku, siostra zakonna przemyciła do obozu Komunię św. Więźniarki budziły swoje koleżanki. W nocy w jednym z bloków klęczały skupione wokół umieszczonej w maleńkiej mydelniczce Hostii. Pod nią był umieszczony napis „Adoruj Chrystusa utajonego w najświętszym Sakramencie”. Wychodząc z pomieszczenia kobiety otrzymywały cząstkę Komunii.

Jedna z nich, Apolonia Rakowska, mówiła, że wierzy, że nie umrze bez sakramentów. Tuż po tej adoracji usłyszała, że wzywają ją „na transport”. „Na transport – powtórzyła – tam hen – i wskazała niebo. Teraz mogę już pójść. Pan Jezus spełnił obietnicę”. Już nie wróciła.

 

Gotowe oddać chleb i życie

Hela była dzieckiem polskich emigrantów z Francji, ale wychowali ją Belgowie. W obozie odkryła radość z tego, że jest Polką. W czasie gorączki głodowej wyciągnęła kromkę chleba w stronę nauczycielki polskiego, Urszuli Wińskiej. Ta nie chciała przyjąć tego daru; w końcu zgodziła się, pod warunkiem, że będzie mogła podzielić się nim z chorymi w rewirze.

W książce „I boję się snów” dr Wanda Półtawska wspomina Władysławę Dąbrowską, która koniecznie chciała zamienić się numerami z młodszymi koleżankami, aby uchronić je od pójścia na śmierć. Mówiła, że one muszą przetrwać i świadczyć o bestialskich eksperymentach, którym je poddano. Tłumaczyła, że sama jest już „stara” (miała 36 lat) i wymyśliła nawet, że ma raka po to tylko, aby łatwiej zgodziły się na taką zamianę.

W Krakowie mieszka pani Kamila Sycz, która po wyzwoleniu została w obozie, aby opiekować się chorymi. Wiedziała, że z dużym prawdopodobieństwem mogło to dla niej oznaczać śmierć po wszystkich męczarniach, które przetrwała w poprzednich latach.

 

„Lille rosną nawet na bagnie”

„Dobro zawsze istnieje, nawet pośród morza zła. Lilie rosną nawet na bagnie” – pisała błogosławiona Natalia Tułasiewicz, która sama zginęła w Ravensbruck.

Odbiciem tych „lilii” są także utwory, które po sobie zostawiły. Jednym z nich jest napisany przez Urszulę Wińską „Pacierz obozowy”:

Ojcze nasz, który jesteś w niebie
I widzisz naszą tę nędzę tułaczą,
Weź Twe dzieci w swą boską opiekę
I ukój łzy, co dusze mroczą.

Święć się Imię Twoje i tu na obcej ziemi
Gdzie, wyrwane przemocą z rodzinnego domu,
Wśród wrogów i w skrytości
modlić się musimy.

Bądź wola Twoja! Wołamy w pokorze
Wierząc, że cierpienie i radość od Ciebie pochodzi,
Że Ty nam wszystko dajesz Wielki, Mocny Boże!
I ta wiara głęboka dolę naszą słodzi.

I chleba powszedniego nie poskąp nam Panie!
Daj siły do wytrwania, a dla ducha wiarę,
Że nie bez celu jest nasze aż tutaj zesłanie
I że cierpimy może za swe winy stare.

A odpuść nam nasze winy, powstałe w słabości,
Gdy zwątpienie, ból, rozpacz duszą naszą włada
I gdy niejedna, Panie, pod swym krzyżem pada.

Nie wódź nas na pokuszenie, co nam gubi duszę,
Ale nas zbaw od wszystkiego złego
I daj szczęśliwy powrót do domu swojego.

*korzystałam z książki Urszuli Wińskiej „Zwyciężyły wartości”, wyd. Marpress, Gdańsk 2006

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail