Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jakaż to siła, ta nasza wiara! „Poznańska piątka”: błogosławieni 20-latkowie męczennicy

POZNAŃSKA PIĄTKA
Marek Bazak/EAST NEWS
Udostępnij

Wyjątkowi młodzi ludzie, którzy poznali się w oratorium salezjańskim w Poznaniu. Ich przyjaźń trwała aż do męczeńskiej śmierci. Są wzorem bycia wiernymi Bogu i człowiekowi nawet w czasie najgorszej próby. Znani są jako „poznańska piątka”. Poznajcie ich historię.

Chłopcy urodzili się w okresie dwudziestolecia międzywojennego, wychowywali się w rodzinach, gdzie praktykowana była wspólna modlitwa, uczestniczono w codziennej mszy świętej. Gdy mieli około 10 lat trafili do salezjańskiego oratorium przy ulicy Woronieckiej w Poznaniu. Franciszek Kęsy dołączył do nich mając lat 13.

W oratorium młodzi byli wychowywani w duchu wartości chrześcijańskich. Połączyła ich przyjaźń, spędzali ze sobą dużo czasu, śpiewali w chórze, bawili się razem, modlili się i dojrzewali duchowo.

 

Oratorium drugim domem

Jeden z chłopców, Edek Kaźmierski zanotował w swoim dzienniczku następujące słowa: „Właściwie to mam dwa domy, jeden na Łąkowej, drugi przy Woronieckiej”.

Owszem, jak większość dzieci w ich wieku byli krnąbrni, psocili, zdarzało się im również iść na wagary. Wychowanków i wychowawców łączyła jednak wyjątkowa więź i zrozumienie. W oratorium wszyscy wspólnie przeżywali radości i smutki.

 

Czas wojny i więzienia

Gdy na początku września 1939 roku wybuchła II wojna światowa, chłopcy postanowili bronić kraju przed atakiem hitlerowców. Po prawie roku działalności konspiracyjnej zostali w końcu aresztowani przez gestapo. Zarzucono im przygotowania do zdrady stanu.

Zostali umieszczeni w Domu Żołnierza w Poznaniu. Tam mieściła się siedziba niemieckiej policji. Byli torturowani i bici. Następnie przeniesiono młodych ludzi do Fortu VII, gdzie spędzili cztery tygodnie. Znęcano się nad nimi, każdy dzień mógł być dla nich ostatnim. Potem chłopcy zostali przeniesieni do więzienia przy ulicy Młyńskiej.

 

Wiara w Boga siłą do trwania

Pozbawieni wolności nie zapominali o modlitwie. Różańce, które mieli przy sobie, zostały przy przeprowadzonej rewizji wyrzucone przez gestapowców do śmieci, chłopcom udało się jednak je cudem odzyskać.

Młodzieńcy przebywali wraz z innymi więźniami, którzy zostali osadzeni za bardzo okrutne zbrodnie. Edek opisuje w swoim dzienniczku, że nawet przy innych nie wstydził się odmawiać różańca. Modlił się także, śpiewając pieśni religijne. Więźniowie zaczęli go szanować i nawet polubili. Pozostali chłopcy zostali umieszczeni w innych celach.

16 listopada 1940 roku trafili do Wronek. Ogolono im głowy i dano więzienne pasiaki. Mimo trudnych warunków, agresji niemieckiej policji, tortur, starali się zachować wewnętrzną wolność i nadzieję. To był dla nich czas okropnych cierpień, ale i dojrzewania w wierze.

Wszystkie katusze ofiarowywali w intencji swoich prześladowców i za nawrócenie grzeszników. Edek w tym czasie zanotował w dzienniczku: „Uświadomiłem sobie (we Wronkach – dop. aut.) wszystkie swoje wady i przyrzekłem sobie wiele zmienić w swoim życiu, gdy znajdę się na wolności”. Następnie chłopców umieszczono w więzieniu w berlińskiej dzielnicy Neukölln.

Każdy dzień młodzieńcy rozpoczynali od pacierza, podczas prac śpiewali sobie cicho Godzinki. Modlitwa wzmacniała ich relację z Bogiem, dzięki temu stawali się silniejsi: „Jakaż to siła, ta nasza wiara. Są także tacy ludzie tutaj, którzy w nic nie wierzą. Jaka dla nich straszna na niewola. Słychać tam tylko przekleństwa i złorzeczenia (…) Duch mój jest silny i coraz silniejszy się staje. Nic go już nie złamie, bo go Bóg umocnił (…)” – pisał Edek Kaźmierski. Wiedzieli, że czeka na nich Bóg i to cierpienie doczesne niebawem się skończy.

 

Umierając, chcieli patrzeć na krzyż

Przed śmiercią młodzieńcy napisali listy do swoich bliskich. Edward Klinik napisał m.in.: „Dziwne są wyroki Boże, lecz musimy się z nimi pogodzić, gdyż wszystko to jest dla dobra naszej duszy”. Franciszek Kęsy pisał: „Właśnie przyjąłem Najświętszy Sakrament. Módlcie się za mnie. Zostańcie z Bogiem”. „Do zobaczenia w niebie” – napisał do bliskich Czesław Jóźwiak.

24 sierpnia 1942 roku o godzinie 20.30 stracono ich w drezdeńskim więzieniu. Ścinano im kolejno głowy na gilotynie. Ich męczeńska śmierć zjednoczyła ich z Jezusem. Krzyż Chrystusa był obecny w ich ostatnich chwilach życia. Idąc na śmierć, patrzyli na krucyfiks trzymany przez księdza, u którego odbyli swoją ostatnią spowiedź.

To Jezusowi powiedzieli do końca „tak”, dobrem przezwyciężyli zło. Czesław Jóźwiak, Edward Kaźmierski, Franciszek Kęsy, Edward Klinik, Jarogniew Wojciechowski zostali beatyfikowani przez papieża św. Jana Pawła II w gronie 108 męczenników II wojny światowej.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail