Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Lepiej urodzić się i umrzeć niż nigdy nie istnieć”. Historia rodziny z 18 dzieci

RODZINA, W KTÓREJ JEST 18 DZIECI
Udostępnij

Troje ich dzieci urodziło się z poważną wadą serca. Dwoje wkrtóce zmarło. Rosa i Chema Postigo słyszeli, że nie powinni mieć ich więcej. Uznali jednak, że dla ich dzieci lepiej będzie urodzić się i umrzeć niż nigdy nie istnieć.

Ta sama wada

Rosa Pich i Chema Postigo pobrali się w 1989 r. Chcieli mieć dużą rodzinę. Po niespełna roku urodziła się córka, Carmina. Okazało się, że dziewczynka ma poważną wadę serca, dawano jej najwyżej trzy lata życia. W następnym roku przyszedł na świat Javi. On również miał tę samą wadę serca. Dokładnie rok i jeden dzień po Javim urodziła się Montse – niestety, również z tym samym problemem kardiologicznym. Zmarła po 11 dniach, a cztery miesiące później dołączył do niej starszy braciszek.

Przez cały ten czas najstarsza córka była w ciężkim stanie, przeszła kilka operacji, a kiedy skończyła trzy lata, wszczepiono jej rozrusznik serca. Trudno się dziwić lekarzom, rodzinie i znajomym, że radzili młodym małżonkom, żeby nie starali się o więcej dzieci.

 

Więcej nie wytrzymam

Rosa podczas niedawnej wizyty w Polsce wspominała:

To były dla nas bardzo trudne chwile. Mówiłam Bogu: „Panie, pochowałam dwoje dzieci, więcej tego już nie wytrzymam”. Rozważyliśmy wszystko z mężem i powiedzieliśmy sobie jednak, że dla naszych dzieci lepiej będzie umrzeć w dzieciństwie niż nie począć się nigdy. Bo kto umiera, idzie do Boga, a ten, kto nigdy nie zaistniał, nigdy już istnieć nie będzie.

Kiedy Rosa zaszła w kolejną ciążę, gratulacje były sporadyczne i nieszczere, za to kilka razy młodzi małżonkowie usłyszeli, że są nieodpowiedzialni. Jednak kolejnych 15 dzieci urodziło się bez tej wady kardiologicznej. Jak to bywa w tak licznej gromadce, niektóre mają problemy ze zdrowiem, także z sercem, ale żadne nie choruje tak poważnie jak troje pierwszych. Najstarsza, Carmina, zmarła niespodziewanie w wieku 21 lat tuż po rutynowej – jak się wydawało – operacji wymiany rozrusznika.

Ale to jeszcze nie koniec tej historii. Rok temu po krótkiej chorobie nowotworowej zmarł Chema. Najstarsze dzieci były już dorosłe, najmłodszy syn miał sześć lat. Gdyby małżonkowie posłuchali rad po urodzeniu się trzeciego chorego dziecka, Rosa byłaby teraz bezdzietną wdową. „Ludzie często mi współczują, kiedy słyszą, że zostałam sama z 15 dzieci. Ale przecież one są moją radością i szczęściem. Czasem jest mi ciężko, płaczę codziennie – ale mam rodzinę!” – mówiła Rosa.

 

Największa rodzina

Rodzina Rosy i Chemy jest dość znana w Hiszpanii i wielu innych krajach. Ona jest córką Rafaela Picha, założyciela Akademii Familijnej, która prowadzi kursy dla rodziców na temat wychowywania dzieci (Akademia działa w 43 krajach, także w Polsce). Rosa napisała książkę „Rosa, jak ty to robisz?”, w której dzieli się swoimi patentami na to, jak zorganizować życie domowe, żeby było ono łatwiejsze, piękne i radosne. Zawsze uśmiechnięta, kipi energią i entuzjazmem. Chema (jego imię to zdrobnienie od Josemaria) pod względem temperamentu był jej przeciwieństwem. Spokojny, stonowany, nawet flegmatyczny. Oboje udzielali się jako animatorzy w Akademii Familijnej i należeli do Opus Dei.

Mieli wielu przyjaciół i prowadzili otwarty dom – chociaż mieszkali w niewielkim mieszkaniu w kamienicy w centrum Barcelony. Chętnie korzystali z zaproszeń na wykłady i konferencje poświęcone rodzinie. Od czasu, kiedy BBC zaprosiło ich do programu BBC „The Biggest Family of the World”, często występowali w mediach.

 

Śruby w kolanach, depresja

Po śmierci Chemy jego brat, Miguel, napisał książkę „Chema Postigo – trudna historia wielkiego szczęścia”. Opowiedział w niej o życiu brata, który był człowiekiem pobożnym, serdecznym i lubianym, chociaż przeszedł w życiu wiele ciężkich prób.

Na jego pogrzeb przyszło kilka tysięcy osób. Wiele z nich mówiło, że spotkanie z Chemą było jednym z najważniejszych w ich życiu. Z książki można się dowiedzieć, że ten sam pogodny i uczynny Chema przez całe dorosłe życie zmagał się z fizycznym bólem – miał śruby w kolanach i poważne problemy z kręgosłupem po wypadku samochodowym. Kiedy miał 18 lat, ojciec porzucił ich rodzinę, co Chema przypłacił ciężką depresją. Potem wziął na siebie główny ciężar utrzymania rodziny. Kiedy kolejne jego dzieci rodziły się chore, powiedział, że przecież przeszedł już tyle prób w życiu, że Bóg nie ma „prawa” tak go doświadczać. Jednak razem z żoną postanowili, że zrobią to, co uznali za słuszne.

Rozmowę z Rosą możecie przeczytać tutaj:

Odkryj inne, podobne historie!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail