Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Ksiądz prowadzi modlitwę przez internet. Trafił na pewną lukę

MODLITWA PRZEZ INTERNET
Shutterstock
Udostępnij

Jak to działa? Jakie są plusy, a jakie zagrożenia?

O tym, że modlitwa przez internet potrafi podprowadzić ludzi do wiary w „realu” Łukasz Kaczyński rozmawia z ks. Teodorem Sawielewiczem, który od kilku miesięcy prowadzi dla wiernych modlitwy w przestrzeni wirtualnej.

Łukasz Kaczyński: Skąd pomysł na „lajwy” z modlitwą przez internet? To dość niespotykane w mediach społecznościowych.

Ks. Teodor Sawielewicz: Zaczęło się od tego, że prowadziłem transmisje na Facebooku na fanpejdżu „TeoBańkologia” z pytaniami i odpowiedziami – tzw. Q&A. Ludzie na koniec prosili o kapłańskie błogosławieństwo, a ja powoli je coraz bardziej rozbudowywałem.

W końcu postanowiłem zamienić to błogosławieństwo na osobną modlitwę na żywo, czyli „lajw”. Na początku to były medytacje nad Słowem Bożym, z czasem przyszły coraz to nowsze pomysły.

Nie boi się ksiądz, że takie spotkanie modlitewne przez internet zabierze ludziom chęć chodzenia do kościoła? Tutaj nie muszą nawet wychodzić z domu, żeby się pomodlić z kapłanem.

Owszem, jest takie zagrożenie. Jednak wiele z tych osób nie ma żadnej innej propozycji głębszego przeżycia modlitwy wspólnotowej – z tego, co obserwuję ok. 20 procent odbiorców mieszka za granicą. Część z nich nie ma czegoś podobnego w pobliżu i te nasze modlitwy w sieci uważam za podprowadzanie ich właśnie do kościoła czy wydarzeń, które odbywają się w ich parafii lub okolicy.

Staram się ich tak ukierunkowywać, żeby nasze spotkania nie opierały się jedynie na emocjach, ale przede wszystkim na wierze. Jak będą mieli wiarę, to nie może się to nie przełożyć na ich praktykowanie w kościele w „realu”.

Skąd ta pewność, że oni będą szukać czegoś więcej? Nie jest ksiądz przecież w stanie tego sprawdzić, gdyż te modlitwy mają bardzo wiele wyświetleń…

Owszem, maksymalnie było prawie 100 tys. wyświetleń, z czego przypuszczam, że kilka tysięcy uczestniczyło w tej modlitwie od początku do końca. Ale część osób mi pisze o tym, że nie poprzestają na modlitwie przez internet, a część osób, które z nami się modlą znam osobiście.

Dla mnie osobistą porażką byłoby, gdyby ktoś na tym poprzestał, a nie wywołał się, by poszukać czegoś więcej. Mam nadzieję, że to będzie taka pre-ewangelizacja – coś, co przygotowuje ich do czegoś więcej. Że ja zasieję tylko ziarno, a ktoś inny przyczyni się do kiełkowania, albo w inny sposób ta wiara będzie rozbudzana i rozwijana.

Z czym przychodzą ludzie na modlitwę internetową, bo powstała nawet specjalna skrzynka intencji, do której każdy może złożyć swoją prośbę czy podziękowanie?

Modlitwa zaczyna się od ogłoszenia, połączonego ze skrzynką intencji, w której można złożyć swoje sprawy. Każda z takich modlitw ma po kilka tysięcy intencji, więc niemożliwe jest ich przejrzenie. Czasami po prostu patrzę na czym ludziom zależy, wyłapuję najważniejsze wątki, o które proszą Boga, a wszystko po to, żeby później w modlitwie do tego nawiązać. Daje to też możliwość, żeby czasami ludzi pouczyć, że Panu Bogu nie do końca chodzi o to, o co proszą i jak widzą pewne kwestie ludzie. Niewątpliwie największe zainteresowanie, a tym samym najlepszą oglądalność ma modlitwa o zdrowie. Nie ma się co dziwić.

Zarazem, w tej modlitwie o zdrowie, staram się podkreślać wartość wiary i że to zdrowie duchowe, nasze nawrócenie jest najważniejsze. Nie daję rady odczytać każdej intencji, ale uważam, że to nie jest najistotniejsze, bo to nie ja wysłuchuję tych próśb. To Pan Bóg na nie patrzy. W czasie modlitwy on-line zawierzam Bogu wszystkie te intencje ze skrzynki i proszę Go, aby wysłuchał tych próśb. Cały czas się tego uczę się, że nie muszę wszystkiego kontrolować i ogarniać, że On wystarczy.

Czy poza skrzynką intencji w czasie transmisji ludzie o coś proszą w komentarzach i zwracasz na to jakoś szczególnie uwagę? 

Tak, zachęcam ich nawet do tego, aby w czasie modlitwy na żywo również pisali swoje intencje. Chcę tym samym nauczyć ich konkretnego nazywania swoich oczekiwań wobec Boga. Wszystko przez Jezusowe pytanie: „Co chcesz, abym ci uczynił?”. Podkreślam to, że Pan Bóg nie chce takich ogólnych wskazań i nawet jeśli ludzie zmagają się z czymś bardzo osobistym i piszą: „W Bogu wiadomej intencji”, proszę, żeby to w sercu nazwali, bo na tym polega modlitwa prośby. Potem staram się ich pokierować treścią modlitwy przez różne wskazania, przez Słowo Boże, przez proroctwo, przez obraz, żeby sami doszli do wniosku, czy to jest prośba zgodna z Jego wolą czy nie.

Zasadniczo proszę ich, aby zadawali pytania i zapisywali intencje przed lub po modlitwie, ale oczywiście się mnie nie słuchają i w trakcie wpływa jeszcze wiele intencji. Mają taką potrzebę, a ja to rozumiem i przyjmuję. Wydaje mi się, że te „lajwy” wypełniają pewną lukę, taką potrzebę duchową ludzi, żyjących w konkretnych czasach, w konkretnych okolicznościach, niestety w biegu.

Wypełniają lukę tych, którzy nie potrafią się w tym biegu zatrzymać, odłożyć komórki i głęboko się pomodlić. To jest dla nich taka propozycja pewnego doświadczenia religijnego, które mam nadzieję przełoży się na praktykowanie swojej wiary w Kościele i w osobistym spotkaniu z Bogiem.

Jak po kolei wygląda modlitwa przez internet?

Zaczyna się od przyciągnięcia uwagi, do którego wykorzystuję bańki mydlane, którymi się interesuję. Na początku jest jakaś dziwna sztuczka, żeby ktoś, kto scrolluje tablicę na Facebooku zainteresował się, co to w ogóle jest i żeby kliknął transmisję i uruchomił jej odtwarzanie. A gdy już kliknie, chciałbym, żeby usłyszał po co tu jest, co to za transmisja, czemu ma służyć i jak on może z tego skorzystać, czyli w skrócie spotkać Jezusa. Po takim zagajeniu następuje takie przekomarzanie się z tymi, którzy dołączają do transmisji, pozdrowienia, czytam jakieś pytania, sam zadam im jakieś pytanie, proszę o udostępnianie, żeby dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców.

Tak mija pięć ważnych minut, które pomagają w tworzeniu relacji. To przecież podstawa ewangelizacji, żeby tworzyć relacje z ludźmi, stać się kimś przyjaznym dla nich. Później daję chwilę na wyciszenie się, wyłączenie wszystkiego, co może przeszkadzać i rozpoczynamy znakiem krzyża oraz wezwaniem Ducha Świętego. Następnie albo odmawiamy różaniec albo medytujemy w sposób metodyczny nad słowem Bożym w konkretnym wcześniej przedstawionym schemacie albo modlimy się w jakiejś konkretnej intencji w charyzmatyczny sposób, przyzywając Ducha Świętego i wykorzystując Jego charyzmaty – tak, by działał, uwalniał, dotykał, dawał nam doświadczyć swojej miłości oraz rozwiązywał problemy. Wykorzystuję do tego Pismo Święte i charyzmat proroctwa. Na końcu jest błogosławieństwo, a po nim daję chwilę na przekomarzanie się, daję ludziom przestrzeń, aby kto chce mógł podzielić się swoim świadectwem, następnie jakieś pytania i odpowiedzi, a na koniec pozdrowienie.

Wspomniał ksiądz o modlitwie charyzmatycznej, która w wielu osobach wzbudza wątpliwości… A czy taka forma modlitwy on-line nie szokuje bardziej?

Owszem, dla wielu osób na cenzurowanym jest taka forma modlitwy z różnych powodów – na przykład z obawy przed protestantyzacją Kościoła lub z racji błędów niektórych prawdziwych lub fałszywych charyzmatyków. Niemniej jednak jest ona bardzo biblijna. Przez internet wykorzystuję na przykład charyzmat proroctwa, czyli zasadniczo mam tylko szkielet modlitwy – staram się, żeby modlitwa działa się mocą Ducha Świętego, z jego natchnienia. Słowa przychodzą po prostu w trakcie transmisji.

Czasami podczas modlitwy na żywo otwieram w “przypadkowym” miejscu Pismo Święte i rozeznaję, czy to na pewno jest to Słowo od Ducha. Jeśli widzę, że tak, czytam je i nawiązuję do niego. Jest to dla mnie punktem wyjścia do dalszych modlitw – próśb, uwielbienia i dziękczynienia.

Z czym najbardziej zaskakującym spotkał się ksiądz na takiej modlitwie?

Jedna z modlitw różańcowych on-line osiągała bardzo duży zasięg. Mieliśmy wiele udostępnień w bardzo krótkim czasie. Zawierzyłem cały różaniec Maryi i w pewnym momencie transmisja się zerwała przez problemy techniczne. Myśląc sobie, że to pewnie jakieś demoniczne sprawki, po 10 minutach wznowiłem transmisję.

Nie muszę dodawać, że zostało niewiele osób, ale później podsumowałem to krótko, że zawierzona Maryi rzecz niekoniecznie spełnia nasze oczekiwania, ale Maryja robi z tym to, co chce. Na to ktoś mi odpisał, że właśnie te słowa, które wypowiedziałem, najbardziej mu pomogły, ponieważ zrozumiał, że to, co zawierzył Maryi niekoniecznie musi się potoczyć po jego myśli. To było dla mnie bardzo pozytywne, zaskakujące i zobaczyłem, że Pan Bóg też może tak niestandardowo zadziałać w czasie modlitwy i to nawet dla jednego tylko człowieka.

Jakie są owoce waszych modlitw w przestrzeni internetowej?

Odkąd zaczęliśmy się modlić w ten sposób, czyli od kwietnia 2018 roku, widzę, że owoce są bardzo duże. Bóg rzeczywiście wysłuchuje te prośby ze skrzynki intencji. Ludzie pisali np. o pogłębianiu swojej wiary, wielu darach, uzdrowieniach ciała i psychiki. Np. ktoś miał bardzo słabe wyniki krwi przed modlitwą, a po niej nastąpiła niemalże natychmiastowa, trwała, udokumentowana poprawa. Ktoś inny miał nerwicę lękową, a podczas modlitwy na żywo został z niej uwolniony.

Drugim owocem jest działanie Ducha Świętego na przykład w postaci daru łez, daru radości czy daru pokoju. Pamiętam słowa jednego ze świadectw: „Każda z tych modlitw zmienia moje serce – powoli staje się wolna od lęku i strachu. Relacja z Bogiem daje mi życie, wyrywa z więzienia”. Takie słowa powodują, że człowiek czuje sens działania, które podjął i prowadzi.

Jak sprawić, żeby ta „wirtualna ambona” nie przysłoniła tej tradycyjnej?

Recepta jest prosta – trzeba głosić Chrystusa i On zajmie się wszystkim, co najistotniejsze. Trzeba pełnić Jego wolę, odczytywać to, czego On chce i robić to w taki sposób, by ludzi prowadzić swoją posługą do Boga, a nie do siebie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail