Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Wystarczyło tak niewiele, by ocalić życie… Odwaga, która zawstydza

POMOC BEZDOMNYM
Shutterstock
Udostępnij

Krzysztof jest bezdomnym od lat. To prawdziwie pogmatwana historia. Jak to w przypadku większości bezdomnych bywa. Gdy tego dnia zobaczył pod kościołem trzech barczystych mężczyzn, nawet przez myśl mu nie przeszło, że może się z nimi zaprzyjaźnić. Że mogą mu pomóc. Że będą do jego dyspozycji. Jak najlepsi bracia.

Trzeba działać

Adam, Sławek i Marcin. Znają się od dawna. Mieszkają zupełnie niedaleko siebie. W podwarszawskim Wołominie. Znani tutejszemu proboszczowi. Zawsze pod ręką, zawsze gotowi, gdy trzeba coś przybić, przytwierdzić, zawieźć czy uszczelnić. Męska robota. Do tego zawsze zaangażowani w życie duchowe parafii.

Tego dnia panowie wychodzili po adoracji Najświętszego Sakramentu. W głowach nadal tkwił im temat ich wczorajszej wspólnej debaty, prowadzonej w mieszkaniu jednego z nich. Debaty na temat problemu bezdomności na terenie ich parafii. To nie było jałowa dyskusja w stylu „co można by zrobić?”. To nie było teoretyzowanie. Nie. Raczej bardzo rzeczowa i konkretna rozmowa. Z jasnymi założeniami i planami. Przyszedł przecież mróz. Trzeba działać.

Rozmowę zakończyli wspólną lekturą o bł. Bracie Albercie (wł. Adamie) Chmielowskim. Tym samym, który tak głęboko wzruszył się na widok bezdomnego, że odruchowo podszedł, aby go ogrzać. Panowie też poczuli ten gorąc w sercach. Też pragnęli działać.

W tym wszystkim nie wiedzieli jeszcze tylko jednego – gdzie się konkretnie udać. I komu konkretnie pomóc. Wtedy pojawił się on.

 

Aż po sam nos

Krzysztof stał pod kościołem. Tym samym, z którego Adam, Sławek i Marcin wychodzili po właśnie zakończonej adoracji Najświętszego Sakramentu. Panowie tylko po sobie spojrzeli. Ich modlitwy zostały wysłuchane. I to zaledwie po jednej nocy! Adam wiedział od razu.

„Przenocuję go. Nakarmię, przebiorę. Niech wygląda godnie” – oznajmił towarzyszom. Żadnego lęku przed niebezpieczeństwem wynikającym z zapraszania zupełnie obcej osoby do własnego mieszkania. Żadnego kalkulowania. Prosta, odruchowa, męska decyzja. Sławek z Marcinem pomogli mężczyźnie wstać i zawieźli go późną nocą do mieszkania kolegi.

Tam Adam przygotował niespodziewanemu gościowi ciepłą kąpiel. Dał czyste ubranie. Nakarmił. Krzysztof po raz pierwszy od miesięcy miał okazję spać pod czystą pościelą w bezpiecznym mieszkaniu. Był wzruszony. Ale w sposób iście dziecięcy podniecony. Tej nocy spał do późna. Aż pod nos zakryty pościelą. Adam tylko się uśmiechał, widząc nad rankiem ten obrazek.

 

Trauma

Po przebudzeniu pojawiła się wreszcie okazja do szczerej rozmowy. Krzysztof opowiedział swoją trudną i skomplikowaną przeszłość. Choćby o tym, jak to 15 miesięcy spędził w więzieniu. Adam wysłuchał też dramatycznej historii o podpaleniu Krzyśka przez miejscową młodzież. Wtedy 15% powierzchni jego skóry uległo poparzeniu. Krzysztof ponadto był świadkiem śmierci dwóch bezdomnych kolegów, zamordowanych przez naćpanych nastolatków. Krzysztof przeżył. Ale te traumatyczne obrazy nadal ma przed oczami.

Gdy okazało się, że Krzysztof na skutek konieczności spania na klatkach schodowych i w innych zimnych miejscach ma bolesne rany od odleżyn, Marcin zdecydował się na kolejny gest. Zakupiwszy odpowiednie specyfiki w aptece, przyjechał do mieszkania przyjaciela, aby opatrzyć rany bezdomnemu. Zdjął mu spodnie, delikatnie obmył rany, a następnie zabezpieczył zaropiałe ślady. Wreszcie fachowo nałożył opatrunek. Wiedział, jak to robić – od lat opiekował się ciężko chorą mamą.

 

„Mów, Panie, bo sługa Twój słucha”

To jednak nie koniec. Trzej mężczyźni udali się wreszcie do najbliższego sklepu obuwniczego i zakupili napotkanemu wczoraj mężczyźnie porządne zimowe buty. Skontaktowali się też z ojcami Orionistami, którzy w Czarnej pod Wołominem prowadzą schronisko dla bezdomnych. Duchowni obiecali zabezpieczyć miejsce dla Krzysztofa. Jedynym warunkiem było uzyskanie skierowania z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wołominie. Cały problem polegał jednak na tym, że podczas podpalenia spłonął również i dowód osobisty Krzysztofa. Dla tej trójki jednak taki problem to był żaden problem. Marcin prędko zabrał bezdomnego do MOPSu i tam swoją otwartą postawą w trybie iście błyskawicznym uzyskał stosowny dokument. Po prostu.

Gdy mieli już wszystko, ubranego, wyszykowanego, czystego, wyspanego i nakarmionego Krzysztofa odwieźli do Czarnej. Tam na bezdomnego już czekała załoga schroniska.

Dziś Krzysztof ma zapewniony byt do końca zimy. Ośrodek Ojców Orionistów zadeklarował pełną opiekę nad bezdomnym przez wiele miesięcy. Adam, Sławek i Marcin ze spokojnym sumieniem będą zaś mogli wrócić za tydzień do kościoła na kolejną adorację Najświętszego Sakramentu. By dalej nasłuchiwać, co takiego mają czynić. Co mają czynić mężczyźni.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail