Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Potrzebujemy kochać – to jest droga do zmian. Komentarz do Ewangelii

Udostępnij

Kiedy piszę ten komentarz, w całym kraju trwa żałoba narodowa po tragicznej śmierci prezydenta Gdańska - Pawła Adamowicza. Tymczasem Ewangelia jest o weselu w Kanie Galilejskiej. Wydaje się, że to dwie skrajnie odległe od siebie sytuacje. A jednak czuję, że to jest Ewangelia właśnie na ten czas.

Wesele to wydarzenie społeczne, które gromadzi wspólnotę ludzi. Są bliscy i dalecy krewni, są przyjaciele. Część gości dobrze się ze sobą zna, część widuje się bardzo rzadki, niektórzy są dla siebie obcy. Ale jednak jest coś, co łączy wszystkich obecnych: to miłość pary młodej jest okazją do bycia razem i wspólnego świętowania. Wino, wokół którego rozgrywa się dramatyczna scena wesela w Kanie Galilejskiej, jest symbolem miłości. Radość biesiadników trwa, dopóki wina jest pod dostatkiem, ale atmosfera święta staje w obliczu katastrofy, kiedy okazuje się, że właśnie go zabrakło. Bez wina-miłości dalsze funkcjonowanie tej wspólnoty stoi pod wielkim znakiem zapytania. Za chwilę całe to wesele może się rozpaść, a po święcie może zostać tylko gorzki smak fiaska.

W ostatnich dniach w całej Polsce, po śmiertelnym ataku na Pawła Adamowicza, różni ludzie nawoływali do zahamowania fali społecznej nienawiści. Zobaczyliśmy, że istnienie naszej wspólnoty, naszego społeczeństwa jest bardzo poważnie zagrożone przez dewastujące nas podziały, wrogość, pielęgnowane przez lata uprzedzenia i antagonizmy. W tych dniach tysiące ludzi spontanicznie brały udział w marszach, modlitwach, gromadząc się, tworząc mniejsze i większe wspólnoty, które dawały poczucie bycia razem, solidarności, braterstwa. Jest w nas ewidentna potrzeba zbudowania innego społeczeństwa, któremu będzie bliżej do wesela niż do żałoby. Rodzi się jednak pytanie: na ile wystarczy nam tego wina, którego trochę posmakowaliśmy, widząc, że można jednak zbudować wspólnotę, w której jest się razem, a nie przeciwko sobie?

 

Czy to poruszenie nie wygaśnie niebawem?

Czy faktycznie zmieni się coś w naszej społeczności na tyle, żeby to było trwałe? W Ewangelii o Kanie Galilejskiej dowiadujemy się, że człowiek stawia najpierw dobre wino, a potem gorsze. Trzeba więc zwrócić się do Tego, który może zachować dobre wino aż do końca. Maryja mówi dzisiaj do nas: „Uczyńcie wszystko, co powie wam mój Syn”. A co On mówi? „Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem” oraz „Miłujcie swoich nieprzyjaciół”. To jest serce Ewangelii, którą głosi Jezus. Potrzebujemy kochać. To jest droga do zmian. Nie wystarczą polityczne deklaracje, nie wystarczy zmiana nakładki na zdjęcie profilowe, nie wystarczy zapalenie znicza.

Potrzebujemy, żeby w naszym codziennym życiu była miłość. To ona ma siłę zmienić tę żałobę w wesele. Widzimy jednak, jak bardzo ta miłość przerasta nasze możliwości. Czy jest to więc niemożliwe? Jezus kazał przynieść stągwie napełnione po brzegi wodą. Do nas należy zrobić ze swoje strony wszystko, co możliwe, żeby na co dzień być ludźmi dobrej woli. Ale musimy zwrócić się do Niego, żeby uczynił cud i przemienił tę dobrą wolę w prawdziwą miłość, abyśmy miłowali, jak On nas umiłował. Jezus mówi do Maryi: „Jeszcze nie nadeszła Moja godzina”. Ta godzina nadejdzie na krzyżu. Szczytem miłości jest krzyż, na którym Jezus przyjął niesprawiedliwość i jak powie św. Paweł: „w sobie zadawszy śmierć wrogości”.

Nie poprzez udowadnianie, że prawda jest po Jego stronie. Nie pokazując, jak nikczemni i pełni nienawiści byli ci, którzy Go skazali i przybili do krzyża. Nie demonstrując swoją wyższość, siłę, rację. On wziął na siebie niesprawiedliwość, grzech, nienawiść i nie odpowiedział na nie. Pozwolił, żeby umarła w Nim, nieodwzajemniona. On usprawiedliwiał swoich wrogów: „Ojcze, nie poczytuj im tego za winę, bo nie wiedzą, co czynią”. Właśnie takiej miłości potrzebujemy. Tylko taka miłość może uratować naszą wspólnotę i przerwać spiralę nienawiści. Miłość, która „nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego”. Miłość, która pozwoli się zranić, ale nie rani drugiego. Bo tylko tak przerywa się łańcuch zła. Właśnie dlatego tak bardzo potrzebujemy dzisiaj cudu z Kany Galilejskiej: cudu przemiany naszych serc.

I czytanie: Iz 62, 1-5

II czytanie: 1 Kor 12, 4-11

Ewangelia: J 2, 1-11

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail