Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

Na emeryturze od wnuków – dziadkowie XXI wieku

DZIADKOWIE NA URLOPIE
Shutterstock
Udostępnij

Dzieci wychodzą z domu, stają się dorosłe, ale nie przestają być dziećmi. Potrzebujemy rodziców, tylko inaczej niż do tej pory. Czasem potrzebujemy ich pomocy, ale takiej, jaka rzeczywiście jest nam potrzebna, a nie narzucanej niezależnie od naszych potrzeb i deklarowanych chęci.

Odwiedziłam kosmetyczkę po świętach. Miło, ciepło, prawie zasypiam, ale trochę sobie gadamy. Opowiada o klientce, pani po 60-tce, która była przede mną. Taka piękna, taka opalona. „Zimą? Opalona?” – pytam. A i owszem! Pani powiedziała swoim dzieciom, że w tym roku świąt nie robi, już wystarczy. Wykupiła wczasy w Egipcie i po tygodniu wróciła wypoczęta, uśmiechnięta, i zadowolona.

 

Dziadkowie poza zasięgiem

W sumie nic wielkiego. Przeszłabym nad tym do porządku dziennego, gdyby nie cała masa innych historii. Opowiadanych przez koleżanki i znajome, szczególnie gdy zdarzy mi się ponarzekać, jak to dziadkowie rozpuszczają moje dzieci.

Widzę wtedy, jak zaciskają wargi, wzdychają, a potem tama pęka i opowiadają – o tym, że już nawet nie marzą o weekendzie bez dziecka, bo dziadkowie nawet na jeden wieczór, na jedną małżeńską randkę nie chcą przypilnować wnuka. O tym, że babcia w ogóle nie interesuje się wnuczką, nie odwiedza jej regularnie, a ostatnio nie przyjechała nawet na przyjęcie urodzinowe. Albo ze smutkiem, ale o potrzebie ograniczenia kontaktu z dziadkiem, bo ten co chwilę krzyczy na wnuka, za to że… jest dzieckiem, i jak to dziecko czasem pohałasuje, pobiega, czasem przy tym coś stłucze. Lub o dziadku, który nawet na czas przyjazdu dzieci nie zamierza zaprzestać przy nich palenia papierosów, bo to jego dom i ma prawo robić w nim, co chce.

 

Odcięte korzenie

Te historie mnie zawstydzają. Myślę wtedy, że nie doceniam oddania moich teściów i rodziców dla naszych dzieci. Sprawy typu słodycze czy podważanie moich słów wyprowadzają mnie z równowagi na tyle, że przysłaniają mi szerszy obraz. Zarazem ciekawi mnie niezmiernie to zjawisko. Odwrotność syndromu pustego gniazda – oto pisklaki wyfrunęły, dano im skrzydła, ale przy okazji odcięto korzeń. Zastanawiam się, z czego to wynika?

 

Za młodzi i za starzy

Wykonali już swoje zadanie, chcą jedynie świętego spokoju. Może wypruwali sobie żyły, nikt tego tak naprawdę nie doceniał i w końcu potrzebują zadbać o siebie. Może nie czuli wsparcia od swoich dzieci, a tylko przymus i ciężar np. organizacji wigilii. Może dorośli, by się wyzwolić od wiecznych obowiązków, gotowi zerwać kajdany tradycji. A może jeszcze są na tyle młodzi, że nie chcą być dziadkami czy babciami w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.

Pewna babcia uznała, że jest za młoda by być babcią, więc gdy wnuczki przyjeżdżają, każe im mówić do siebie po imieniu. Może po prostu dziadkowie nadal mają swoje marzenia, swoje życie i teraz po wielu latach mają także możliwości finansowe i czasowe, by je realizować. A może to ich niezależne życie zawsze było priorytetem, i aktualnie po prostu nic ich z dorosłymi dziećmi i wnukami nie wiąże – nie mają z nimi więzi?

 

Dorośli kontra dorośli

Czasem dorosłe dzieci same do tego prowokują. Odcinamy gałęzie, nie chcemy być traktowani jak dzieci, bo „jesteśmy dorośli”. Chcemy być traktowani poważnie. Racja, sami decydujemy o swoim życiu, ale rodzicom odbieramy prawo nawet do wyrażenia swojego zdania. Choć problemem często nie jest ich opinia, a sposób, w jaki sposób ją komunikują. Autorytarny, wymuszający, czasem szantażując emocjonalnie, bardzo często bez poszanowania wolności. Mówimy więc, nie potrzebujemy waszej rady, ani waszej pomocy. A komunikat, który idzie w świat, rodzice odbierają jako: nie potrzebujemy was.

 

Dzieci będą dziećmi

Ale to nieprawda. Potrzebujemy. Dzieci wychodzą z domu, stają się dorosłe, ale nie przestają być dziećmi. Potrzebujemy rodziców, tylko inaczej niż do tej pory. Czasem potrzebujemy ich pomocy, ale takiej, jaka rzeczywiście jest nam potrzebna, a nie narzucanej niezależnie od naszych potrzeb i deklarowanych chęci.

Nie chcemy, by była wymuszona przemocą i wbrew nam. Czasem potrzebujemy rady, ale nie chcemy, by prośba o nią była odbierana jako pozwolenie na wyręczenie. Nie chcemy także, by była połączona z oceną naszych kompetencji. Przede wszystkim jednak potrzebujemy tego, czego zwykle potrzebuje każde dziecko. To się nie zmienia. Nadal potrzebujemy czuć, że nas kochają i akceptują. Jednak oznacza to dla nas również, że szanują nasze granice.

Potrzebujemy czuć, że ich miłość się poszerza i obejmuje również nasze dzieci. Że są z nas dumni. I chcemy widzieć ich szczęśliwych, chcemy żeby wyjeżdżali razem na wycieczki do Egiptu, dbali o siebie, swoją relację. Nie znaczy to jednak, że chcemy być „osieroceni”. Chcemy widzieć ich uśmiech, móc ogrzać się przy jego cieple, gdy świat nam dokopie. Chcemy, by dodawali nam wtedy sił do walki, ale nie chcemy, by walczyli za nas. Chcemy wiedzieć, że możemy liczyć na ich wsparcie, nawet jeśli nigdy z niego nie skorzystamy.

Myślę sobie, jak wiele jest do stracenia, dla wszystkich. Samotni w wychowaniu (i odpoczynku od nich!) rodzice małych dzieci, samotni na starość dziadkowie. Bez przekazywania tradycji, bez budowania więzi międzypokoleniowych, bez pielęgnowania relacji rodzinnych. Trudno jest rodzicowi dogadać się z dorosłymi dziećmi, trudno będąc dorosłym dzieckiem dogadać się z własnym rodzicem. Ale warto.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!