Aleteia

On katolik, a ona protestantka. Jak tworzą ekumeniczny Kościół domowy?

EKUMENICZNE MAŁŻEŃSTWO
Shutterstock
Udostępnij

Kwestia wiary i denominacji była dla mnie ważna, dlatego pojawiła się już na pierwszej randce. Dziś mamy piątkę dzieci, a niedługo urodzi się szóste…

Małgorzata Bilska: Polski ekumenizm rzadko ma szansę być dialogiem życia codziennego, bo mało jest u nas osób innych wyznań. Jak się spotkaliście?

Żona Patrycja (Ż): Zwyczajnie, na uniwersytecie. Kwestia wiary i denominacji była dla mnie ważna, dlatego pojawiła się już na pierwszej randce. Chciałam, by osoba, z którą się spotykam wiedziała o tym od razu. Najpierw mnie definiuje fakt, że jestem wierząca, a dopiero potem to, że jestem protestantką. Rafał powiedział, że również jest wierzący, a wiara jest fundamentem, na którym buduje swoją tożsamość. To nas połączyło.

Mąż Rafał (M): Byłem koło trzydziestki. Rozmawialiśmy, że jeżeli mamy być ze sobą, to na poważnie. Chcieliśmy ustalić, kim jesteśmy, żeby nie było niedomówień lub zbyt wczesnych rozczarowań. Jesteśmy różni, ale możemy coś razem budować. Było mi trochę łatwiej, bo jestem politologiem amerykanistą i zawodowo zajmowałem się relacjami państwo – Kościół w Stanach Zjednoczonych.

Gdzie katolicy są mniejszością.

M: Tak. Już wtedy coś wiedziałem o protestantyzmie. Poza zainteresowaniem Patrycją jako kobietą, to było ciekawe poznawczo. Miałem możliwość prowadzenia badań terenowych (śmiech)… Protestantka mi opowie z pierwszej ręki, jak jest.

Pani Patrycjo, pochodzi pani z rodziny protestanckiej?

Ż: Nie. Nawróciłam się, czyli oddałam swoje życie Jezusowi, pod koniec liceum. Jak się poznaliśmy z mężem, byłam już od kilku lat protestantką.

M: Znałaś dobrze zwyczaje katolickie, przez co miałaś zrozumienie dla tego, co jest mi bliskie. Pewien problem dostrzegam w starszym pokoleniu, które ma określone doświadczenia religijne i przynależności konfesyjne. Zdarza się, że są napięcia między rodzicami a dziećmi, które postanawiają wejść w związek małżeński mieszany wyznaniowo. Ingerencja może być zarówno ze strony katolickiej, jak i protestanckiej.

Czujecie, że Bóg was prowadzi?

M: Prowadzi nas w Kościołach, ale przede wszystkim – w rodzinie. Ona jest naszym Kościołem w mikroskali.

Ż: Domowym Kościołem.

M: Jest dwuwyznaniowy, na chrześcijańskim fundamencie. Nasz: Patrycji, Rafała i dzieci; niepowtarzalny. Gdy pojawia się problem, jak w każdej rodzinie, rozwiązujemy go w perspektywie Chrystusowej. Próbujemy rozeznać, jaka droga jest właściwa.

Ż: Nie robić według własnego uznania, ale według woli Boga.

Jaka jest największa trudność w funkcjonowaniu rodziny dwuwyznaniowej?

Ż: Pewnie brak możliwości wspólnego uczestniczenia w Eucharystii.

M: No tak, zasadniczo wszystko możemy robić razem: modlić się, czytać Pismo, świętować Boże Narodzenie czy Wielkanoc, ale do Komunii przystępujemy osobno – każde w swoim Kościele. Rozumiem różnice teologiczne, które być może kiedyś zostaną przezwyciężone, lecz dla mnie ważne jest to, że dzisiaj nie mogę „połamać się chlebem” z osobami dla mnie najbliższymi. Choć w Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan nie mamy oporów przed nazywaniem się „braćmi i siostrami w Chrystusie”, to wciąż nie przyjmujemy w tym duchu wspólnie Komunii. Szkoda. Czekamy z nadzieją na pojednanie.

Co z chodzeniem w niedzielę do kościoła?

M: No regularnie (śmiech).

Ż: Na początku chodziliśmy do obu. Potem pojawiły się dzieci. Mamy piątkę, niedługo urodzi się szóste. Zaczęło być coraz trudniej pod względem logistycznym, bo dzieci nie dawały rady. Ja od 4 lat prowadzę jedną z grup szkółki niedzielnej i to też zmieniło rytm niedzieli. Dzieci chodzą ze mną na zajęcia.

Szkółka niedzielna kojarzy mi się z Anią z Zielonego Wzgórza. Jak byłam mała, zaczytywałam się serią o Ani. Wtedy nikt mi nie tłumaczył, czemu Ania jest protestantką.

Ż: To jest forma nabożeństwa dla dzieci; specjalny sposób przekazywania treści biblijnych dostosowany do ich wieku i możliwości odbioru.

M: Z uwielbieniem. Przypomina trochę normalne nabożeństwo i mniej więcej tyle trwa, nie ma oczywiście Eucharystii. Dzieci studiują Pismo, modlą się, wielbią razem Boga.

A co z religią w szkole?

Ż: Musieliśmy podjąć decyzję, w którym Kościele nasze dzieci będą uczestniczyć w lekcjach religii. Chodzą do szkoły „Uczeń”.

M: To niepubliczna, chrześcijańska szkoła podstawowa w Krakowie, ma 2 oddziały. Większość dzieci to katolicy, ale są też baptyści, zielonoświątkowcy, ewangelicy. Szkoła jest ekumeniczna. Są – poza małżeństwami mieszanymi – takie środowiska…

Ż: I miejsca.

M: Które realizują wezwanie ekumeniczne na co dzień, a nie tylko przez tydzień w roku. Rzeczywiście świadczą o tym, że chrześcijanie mogą być jednością. Drugą przestrzenią są muzyczne zespoły chrześcijańskie – rockowe, chóry gospel. Jeden z naszych synów śpiewa w Małym TGD. Tam też są dzieciaki różnych wyznań – razem się modlą, wielbią Boga i nikomu nie przeszkadzają różnice wyznaniowe.

Odmienności światopoglądowe nie są tam tak widoczne, jak np. w homogenicznej szkole, gdzie protestanckie dziecko jest jedno czy dwoje. Mniej niż z domów ateistycznych. Nasze dziecko strasznie bolało, gdy jeszcze było w szkole publicznej, że w rubryce „religia” na świadectwie miało puste pole. Bardzo chciało, żeby tam była ocena, bo przecież chodziło na religię! Tylko w innym Kościele.

Ż: Najstarszy syn bardzo to przeżywał. Puste pole miały dzieci z rodzin niewierzących… Potem przenieśliśmy dzieci do szkoły chrześcijańskiej „Uczeń”. Zorganizowało ją środowisko protestanckie, jest otwarta dla wszystkich chrześcijan. Nasze dzieci uczestniczą w katechezie ewangelickiej, będą przystępowały do konfirmacji, w wieku 14 lat. To moment dojrzałości chrześcijańskiej.

Konfirmacja to?

Ż: Uroczystość, podczas której dzieci potwierdzają chrzest, który przyjęły, jak były dziećmi. Świadome, publiczne wyznanie wiary.

M: Towarzyszy temu egzamin, jak przy bierzmowaniu. I błogosławieństwo.

Ż: Po raz pierwszy samodzielnie przystępuje się do stołu Pańskiego. To też chwila wzięcia odpowiedzialności za Kościół – dostaje się prawa wyborcze i można wybierać Radę Parafialną, Komisję Rewizyjną. Głosować nad przyjęciem budżetu parafii, sprawozdania finansowego itp.

Pastor nie trzyma kasy?

M: Nie… Pastor wraz z Radą Parafialną jest „władzą wykonawczą”. O strukturze wydatków decyduje Zgromadzenie Parafialne, czyli ogół członków danej parafii.

U nas władzą wykonawczą jest… wikary. (Śmiech)

M: A ustawodawczą – proboszcz. (Śmiech). Nie no, to też zależy od państwa. W Niemczech czy w Stanach Zjednoczonych katolicka Rada Parafialna jest aktywna. Struktura jest bardziej zdemokratyzowana.

Pani Patrycjo, wiem, że protestantów bolą różne zachowania nas, katolików, a Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan ma coś zmienić. Co możemy zrobić, żeby było wam z nami łatwiej?

Ż: Więcej miłości. Wzajemnej. Mniej obaw przed innością i zacietrzewienia w przekonaniu, że prawda jest tylko w jednym Kościele. Zobaczenia, że są inni, którzy kochają Pana Boga, a ich miłość jest szczera i autentyczna.

Myślimy, że znamy prawdę. Zamiast całe życie jej szukać, ucząc się miłości.

Prawdą jest Jezus Chrystus. Każdy z nas ma do Niego swoją drogę. Szanujmy to, że idziemy różnymi drogami – w tym samym kierunku.