Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

W więzieniu znalazłem Ojca… List od osadzonego

UOMO, PRIGIONE, SCURO
Udostępnij

„Nie poznajesz mnie, pewnie mnie odrzuciłeś, ale ja tutaj jestem – mówi Bóg. – Jestem tu dla ciebie, patrzę na ciebie, kocham cię”.

Ks. David Crespo z parafii Niepokalanego Poczęcia w Meksyku dzieli się przemyśleniami, do których skłonił go list pewnego osadzonego.

„Jestem osadzonym, mieszkam w zakładzie karnym w Ciudad de Mexico – pisze E. – Kiedy nad horyzontem wschodzi słońce i jego promienie zaczynają oświetlać ziemię, to, co wcześniej było ciemne, ponure i budziło niepokój, zostaje oświetlone. Zimne i puste pola stają się ciepłymi krajobrazami. Taka właśnie jest moc Boga. Kiedy Bóg oświetla nasze życie, wszystko to, co wcześniej wydawało się negatywne, można potraktować jako okazję do rozwoju. Tam, gdzie panował zamęt, pojawia się zrozumienie, miejsce wątpliwości zajmuje pewność. Nasza nienawiść staje się miłością”.

E. świetnie opisał, co to znaczy być w więzieniu, kiedy uznaje się obecność Boga. Zwykle myślimy o więzieniu jako o miejscu, które jest czymś na kształt przedsionka śmierci. Wielu więźniów, kiedyś zakochanych w życiu, za kratkami doświadcza ciągłego lęku. A kiedy żyje się w strachu, wszystko zaczyna się walić. Strach sprawia, że tracimy człowieczeństwo.

Trzeba sobie postawić ważne pytanie: czy jesteśmy tym, co robimy? Innymi słowy: czy utożsamiamy się w pełni z popełnionym złem? Czy może nasza godność zasadza się na czymś głębszym? Na czymś, czego nawet nasze czyny (przede wszystkim te niewłaściwe) nie mogą przekreślić.

Nie ulega wątpliwości, że każdy przeżywa odsiadkę tak, jak chce. Ja przez te lata przełamałem wiele barier (…). Wiele straciłem, ale i wiele zyskałem. Więzienie to nie samo zło: zbliżyłem się do Boga i nauczyłem się kochać innych. W wyroku problemem nie jest to, ile lat dostaniesz za przestępstwo, ale ile szans stracisz.

Te słowa pokazują, że więzienie może być, paradoksalnie, drogą powrotną do domu. Może prowadzić do odkrycia korzeni samego siebie, prawdziwego sensu życia.

Są tu ludzie, którzy chcą stać się lepsi. I nawet w tak ponurym miejscu człowiek może się stać małym płomykiem zdolnym oświetlić wielu innych. To wcale nie jest niemożliwe.

Wbrew złu, które zostało popełnione, możemy odkryć, podobnie jak autor tego listu, że metodą działania Boga jest pielgrzymowanie w poszukiwaniu upadłego człowieka po to, by go przemienić.

Nauczyłem się pomagać innym. Mam grupkę słabszych osób, o których się troszczę, np. pomagam zdobyć potrzebne leki, posprzątać cele. Posyłam ich ubrania do prania, czasem gotuję im coś specjalnego, zabieram na spacer, czytam im.

Strach nie jest w stanie powstrzymać inicjatywy Boga wobec upadłego człowieka. To tak, jakby Bóg, przez najdrobniejszy i najmniej znaczący gest, chciał powiedzieć: „Nie poznajesz mnie, pewnie mnie odrzuciłeś, ale ja tutaj jestem. Jestem tu dla ciebie, patrzę na ciebie, kocham cię. To więzienie, którym tak gardzisz, jest dla ciebie darem, żebyś mógł uleczyć rany i żeby zakiełkowało w tobie nowe człowieczeństwo”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail