Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy Bill Murray robi to, bo jest… katolikiem?

Bill Murray
Udostępnij

Aktor Bill Murray jest znany przede wszystkim z tego, że w niezawodny sposób potrafi wywołać uśmiech na twarzy nieznajomych. Co to ma wspólnego z byciem katolikiem?

O aktorze Billu Murrayu i jego pozascenicznych wybrykach krążą już prawdziwe legendy. Ponoć słynny komik już od lat ma zwyczaj pojawiać się w miejscach, w których nikt się go nie spodziewa. Pomiędzy „zwykłymi” ludźmi, z dala od filmowych gwiazd i innych celebrytów. Murray świetnie odnajduje się na takich imprezach, a swoje improwizowane występy kończy ironicznym uśmiechem i tekstem „I tak nikt ci nie uwierzy”.

 

Bill Murray i sprawianie ludziom radości

Kiedyś Murray miał podarować Davidowi Lettermanowi szatę do chrztu. Gdy gościł w jego programie „Tha Late Show”, zapytał amerykańskiego prezentera o plany na weekend. Ten zaś odpowiedział, że to będzie wyjątkowy czas, bo zostanie ochrzczony jego syn. Kilka godzin później do siedziby telewizyjnego programu miała trafić paczka od Murraya, a w niej piękna, tkana szata do chrztu.

Murray miał na przykład być wielokrotnie „przyłapywany” na przesiadywaniu w barach i serwowaniu drinków nieznanym ludziom. Wszystko po to, by wywołać uśmiech zaskoczenia na ich twarzach. Tak naprawdę nikt nie jest dla niego nieznany, obcy, bo wszędzie, gdzie się pojawia, jest serdecznie witany.

Po latach okazało się, że tak wiele osób doświadczyło „przypadkowego” spotkania z Billem Murrayem, że w internecie powstała specjalna strona, na której dokumentowane są tego typu zdarzenia. W sieci w ogóle krąży cała masa, dość absurdalnych niekiedy, legend związanych z tego typu „wyczynami” aktora. Z jednej strony komik doświadcza ekstremalnej niedogodności bycia rozpoznawanym, gdziekolwiek tylko się pojawi, ale z drugiej… zdaje się, że znalazł świetny sposób na wykorzystanie swojej sławy, by zrobić dobry uczynek – sprawić małą radość innym ludziom.

 

„Opowieści o Billu Murrayu” na Netflixie

W serwisie Netflix można obejrzeć film dokumentalny „Opowieść o Billu Murrayu: człowiek-legenda uczy życia” (2018). Jego twórca, Tommy Avallone, próbuje ustalić, co motywuje słynnego komika do sprawiania niespodzianek i drobnych radości nieznajomym. Dokument to swoiste śledztwo, ale i hołd złożony Murrayowi. Udzielony przez aktora wywiad dla „The Guardian” z 2014 roku rzucił nieco światła na sprawę.

W rozmowie z gazetą Murray uchylił nieco rąbka tajemnicy na temat swojej wiary. Aktor pochodzi z irlandzkiej, katolickiej rodziny. Był jednym z dziewiątki (sic!) dzieci, a jedna z jego sióstr została zakonnicą. Aktor mówił o wierze w intymny, ciepły sposób.

Jednym z ważniejszych dla Murraya świętych autorytetów jest papież Jan XXIII:

To mój gość. Niezwykły, radosny florentczyk, który wprowadził wiele zmian. Nie jestem pewien, czy wszystkie były dobre. Nie zgadzam się z tym, co nazywa się „nową mszą”. Myślę, że straciliśmy coś, rezygnując z łaciny. Dziś, jeśli pójdziesz na katolicką mszę nawet w Harlemie, może ona być po hiszpańsku, etiopsku, w każdym dowolnym języku. Niby wyglądają tak samo, ale nie są takie same.

Aktor dodał też, że tym, za czym tęskni, jest muzyka. Przekonywał, że sakralna muzyka oddziałuje w piękny sposób na mózg. Dodał też, że utwory, które słyszy w kościołach zamiast tych oryginalnych pieśni po łacinie, niezbyt mu się podobają.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail