Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Rówieśnicy – czy dzieci naprawdę potrzebują ich towarzystwa?

ZABAWA Z RÓWIEŚNIKAMI
Shutterstock
Udostępnij

Czy jestem hipokrytą? Mogę spokojnie pisać te słowa, bo w pokoju obok dzieci bawią się ze swoim rówieśnikami, którzy przyszli nas odwiedzić. Oni bawią się świetnie, ja mam chwilę dla siebie, ale przecież na dłuższą metę taka strategia jest bez sensu.

Źli rówieśnicy?

Spokojnie. Ten tekst nie jest o tym, że dzieci należy zupełnie odciąć od rówieśników. Nie chodzi o to, żeby spotykały się wyłącznie z dorosłymi. Chcę raczej opowiedzieć, co na temat rówieśników odkryliśmy wspólnie z żoną, dzięki książce Gordona Neufelda i Gabora Maté „Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów”. Bo wiele spraw zobaczyliśmy wyraźniej. Jak choćby to, co kryje się pod częstymi prośbami naszych córek o spotkania z innymi dziećmi…

 

Przyjaźń

Chyba nie znam dzieci, które nie chciałyby spotykać się z rówieśnikami. Wspólne zabawy sprzyjają powstawaniu trwałych przyjaźni. Takiego czasu na budowanie więzi nie ma w życiu dużo. Nawet uczniów obowiązuje długa lista codziennych obowiązków. Odejmując sen zostaje około kilkunastu godzin w tygodniu i pewnie trochę więcej w weekendy. Te godziny dzieci mogą spędzić na budowaniu przyjacielskich więzi z rodzicami. Dlaczego częściej wybierają rówieśników?

Czas z rodzicami przeważnie nie jest czasem wspólnym. To raczej przepytywanki, delegowanie zadań, przekazywanie oczekiwań. Dzieci chętnie spędzają czas z rodzicami nawet przy wspólnej pracy np. gotowaniu czy skręcaniu mebli. Chętnie też z rodzicami budują przyjacielskie więzi, grając w gry, budując z klocków i jeżdżąc na rowerach. Niestety, zazwyczaj takie aktywności otrzymują w pierwszej kolejności od rówieśników i dlatego tak bardzo chcą się z nimi spotykać.

 

Dojrzałość

Większość dzieci nie zdaje sobie sprawy z trudności własnego położenia. Będąc na drodze do dojrzałości przeważnie budują najsilniejszą więź z rówieśnikami. Ci jako osoby niedojrzałe nie mogą im przekazać tego, czego sami nie mają. Z drugiej strony są (mniej lub bardziej) dojrzali rodzice. Niestety, z nimi dzieci często nie mają na tyle silnej więzi, żeby mogli mieć realny wypływ na ich życie.

Najbardziej znani mi dojrzali dorośli to osoby, które w dzieciństwie miały oparcie w przyjacielskiej więzi ze swoimi rodzicami lub dziadkami. Taka relacja nie przekreśla przyjaźni z rówieśnikami, ale daje jej inną jakość. Jeśli mam bezpieczną relację z dającymi poczucie bezpieczeństwa i akceptacji rodzicami, to nie będę musiał zabiegać o taką relację wśród rówieśników, ryzykując swoim zdrowiem i własnymi wartościami. A gra jest o największą stawkę – o więź!

 

Więź

Nic nie daje takiej satysfakcji w życiu, jak głębokie więzi z innymi ludźmi. Tak jesteśmy zbudowani, że na różne sposoby staramy się zaspokoić potrzebę bliskiej relacji z drugim. Tam gdzie więź jest dobra i trwała, rośniemy. Gdy więzi nie ma, uciekamy w jej substytuty.

Więź z rodzicami mocniejsza niż więź z rówieśnikami to nie tylko droga do dojrzałości dziecka. To również klucz do dobrego rodzicielstwa. Jeśli chcemy być dla naszych dzieci autorytetami, z którymi podzielą się np. miłosnymi zawodami, to nie da się tego zrobić inaczej niż budując zawczasu silne więzi. A przecież takich relacji potrzebują również nastolatkowie. Dlatego jeśli my ich nie zbudujemy, to nasze miejsce zajmą rówieśnicy.

 

Wnioski

Teza Gordona Neufelda, że rodzice powinni być ważniejsi od kolegów, mocno rezonuje w naszej rodzinie, powracając czasem po wielu dniach nieobecności. Streszczenie jej złożoności w kilku powyższych zdaniach to, delikatnie mówiąc, uproszczenie. A jednak już z takiego uproszczenia wyciągnęliśmy dla siebie dwa proste wnioski.

Po pierwsze, chcemy dawać naszym dzieciom więcej czasu, w którym naprawdę jesteśmy z nimi, robiąc to, co wspólnie zaplanowaliśmy. Dlatego w pierwszej kolejności rezerwujemy weekendy wyłącznie na rodzinne aktywności, zarówno w domu, jak i poza nim.

Po drugie, wtedy gdy nie możemy być w komplecie, jest okazja na spotkania z rówieśnikami. Wiemy, że one są atrakcyjne dla naszych dzieci. Dlatego przewidzieliśmy na to do dwóch „gwarantowanych” popołudni w tygodniu po szkole. Oczywiście są jeszcze inne okazje, np. urodziny czy spotkania zaprzyjaźnionych rodzin.

Wnioski proste, ale niełatwe do wprowadzenia w sześcioosobowej zabieganej rodzinie. Od nich zaczniemy. Kolejne przyjdą z czasem. Mam tylko nadzieję, że nie przestaniemy się zastawiać, czy nasze dzieci nadal mają okazję budować silniejsze relacje z rodzicami niż z rówieśnikami.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail