Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

2019 bez Aletei? Z Tobą damy radę!      WESPRZYJ NAS

Aleteia

Nie potrafię dać życia, zawodzę jako matka… i dzieje się cud! Świadectwo małżeństwa

PROBLEM Z NIEPŁODNOŚCIĄ
Shutterstock
Udostępnij

Jak deklarują, ich spotkania nie polegają na rozdrapywaniu ran i wylewaniu łez, choć i na to jest miejsce i czas. Wspólnota istnieje po to, by dawać wsparcie, gdy sami sobie nie radzą, a bunt wobec Pana Boga przybiera na sile.

Małżeństwa spotykają się przy Sanktuarium Świętości Życia Księży Pallotynów w Łodzi, a ich opiekunem jest ks. Marek Borowski.

 

Katarzyna Matusz-Braniecka: Co daje bycie we wspólnocie dla małżeństw, które łączy pragnienie posiadania potomstwa?

Małgosia i Maciek: Po dwóch stratach, a szczególnie po tej drugiej, przeżywaliśmy głęboką żałobę i nie chcieliśmy być z nią sami. To miejsce pozwoliło nam wymieniać się doświadczeniami, nie zamykać się w domu ze swoimi myślami, nie zamykać się na innych ludzi. Ta wspólnota dużo też nam dała w kwestii rozwoju duchowego, małżeńskiego, w kwestii wiedzy. Zaczęliśmy się interesować naprotechnologią, jeździć na różne rekolekcje. Dało to nam też otwartość na mówienie o tym. Ciągle odczuwałam wstyd: zawodzę jako matka, nie potrafię dać życia.

 

Jak wyglądało radzenie sobie z tak ogromną stratą, jaką jest strata dziecka?

Jeśli chodzi o mnie, o żonę, to moim największym wsparciem był mąż. Kiedy byłam psychicznie i fizycznie zmaltretowana po wyjściu ze szpitala, to był właśnie mój mąż, który wziął wszystko na swoje barki. W kolejnych etapach była to moja rodzina – rodzice i siostra. I oczywiście wiara i modlitwa.

Tę kwestię wzięli na siebie moi najbliżsi, bo w tym czasie przeżywałam ogromny ból fizyczny i wielką traumę po tym, czego doświadczyłam w szpitalu. Po drugiej stracie, kiedy już nie miałam sił, by się modlić, Pan Bóg przyszedł ze wspólnotą. To była wspólnota, która dała nam skrzydła, że nie jesteśmy sami, idziemy dalej.

 

Zapytam w takim razie pani męża, skąd wziął pan siłę, by tak wspierać żonę?

Na pewno nie powiem, że było mi lekko. Ale jakoś do końca nie wierzyłem w to, co mówili lekarze. Cały czas wierzyłem, że to dziecko ożyje. Zabrałem teściów i pojechaliśmy na wieczystą adorację, modliliśmy się różańcem. W międzyczasie żona była na zabiegu w szpitalu, a ja do końca modliłem się o to, żeby to się nie wydarzyło. Ale tak się nie stało.

Zrodził się we mnie wtedy bunt, wyszedłem ze strefy komfortu, zrobiłem taki wysiłek, a tu się nic nie zmieniło. Ale też noc po pierwszym poronieniu spowodowała, że miałem poczucie mega odpowiedzialności, tak trochę jak Święty Józef, uciekający z Maryją.

 

Co dawało państwu nadzieję?

Dzięki temu, że byliśmy blisko siebie, te poronienia bardzo nas zbliżyły. Szybko zobaczyliśmy owoce tej jedności małżeńskiej. Po drugiej stracie i ja i mąż musieliśmy przejść terapię, była praca nad sobą i to jest coś, co nam bardzo pomogło w komunikacji małżeńskiej. To dało nam pewność, że Pan Bóg nad tym czuwa i nam błogosławi. Bardzo szybko Pan Bóg dał nam tę wspólnotę, wiedząc pewnie, że jak dłużej będziemy trwać w naszym bólu i samotności, to się nie utrzymamy.

 

Jak wyglądała ta ciąża?

Przez to, że to była nasza trzecia ciąża, cały jej czas był bardzo stresujący dla mnie, jako dla matki. Lekarz naprotechnolog też stwierdził, że to najgorszy, najsłabszy cykl, by zajść w ciążę. Po ludzku nie wyglądało to dobrze. Codziennie przez 9 miesięcy modliliśmy się Nowenną do Św. Stanisława Papczyńskiego, patrona ciąż zagrożonych i matek w ciąży.

Modliliśmy się też o ducha radości i teraz, kiedy patrzymy na Zuzię, która bardzo dużo się uśmiecha i jest bardzo radosna, patrząc od strony duchowej, jest dzieckiem pełnym radości i ewidentnie nasze modlitwy zostały wysłuchane, jest naszym cudem. Jest czwartym dzieckiem w naszej wspólnocie.

 

Czy państwo też zamierzają odpuszczać Zuzi trochę w wychowaniu ze względu na to, że jest takim dzieckiem wyczekanym, wymodlonym?

Rzeczywiście, Zuzia jest oczkiem w głowie i cała atencja jest na nią zwrócona, ale staramy się zachować jakąś równowagę i wychowywać ją normalnie. Jest to trudne, bo ciągle są moje lęki, mój stres, ale staramy się mądrze wychowywać, patrząc na dojrzałość, którą zdobyliśmy przez te cztery lata, na naszą miłość małżeńską. Patrzymy na to, co udało nam się wypracować: na pierwszym miejscu w małżeństwie jest Pan Bóg, na drugim – współmałżonek i dopiero na trzecim miejscu jest dziecko. Mamy nadzieję, że uda nam się zachować tę hierarchię.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail
2019 bez Aleteia.pl? Nie musi tak być!

Wierzę, że Aleteia.pl stała się dla Ciebie ważnym miejscem w Internecie i że nie wyobrażasz sobie, by nagle miała zniknąć. Niestety, w 2019 roku możemy liczyć na zdecydowanie mniejsze wsparcie ze strony zagranicznych katolickich sponsorów i inwestorów. Ta sytuacja sprawiła, że istnienie Aleteia.pl – która, paradoksalnie, rozwija się z sukcesami – stanęło pod znakiem zapytania. Bardzo potrzebujemy Twojej pomocy, bo bez niej nie damy rady kontynuować naszej misji ewangelizacyjnej.

Z Tobą damy radę!