Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Maleńka Anielka odchodzi w domu. A jej rodzice piszą: „jesteśmy szczęśliwi”

ANIELKA ODCHODZI
Udostępnij

Irena i Maciek Kaczyńscy, rodzice kilkudniowej Anielki, dają świadectwo, że aborcja nie jest żadnym rozwiązaniem.

Kiedy w lipcu 2018 r. ks. Mateusz Wyrobkiewicz zachęcił na Twitterze do przesyłania intencji, w których odprawi Eucharystię przy grobie św. Jana Pawła II, pod postem pojawiło się wiele komentarzy. Wśród nich prośba od Ireny Kaczyńskiej: „Nasze czwarte dziecko umrze zaraz po porodzie, proszę o modlitwę byśmy potrafili z mężem i dziećmi unieść nasz krzyż i dobrze przeżyli ten krótki czas, który jest nam dany”.

Z kolejnych wpisów wynikało, że Anielka ma bezczaszkowie. To wada letalna – dzieci nią dotknięte najczęściej nie przeżywają porodu. Wada Anieli została wykryta bardzo wcześnie, w 10. tygodniu ciąży. W takich sytuacjach polskie prawo przewiduje możliwość zabicia dziecka. „Propozycja terminacji („na tym etapie to tylko pigułka”) była dla mnie… absurdalna.

 

Sukieneczka na pogrzeb czeka

Albo kocham wszystkie swoje dzieci, albo żadnego. Nie da się inaczej. Pozostałym przecież nie dałabym pigułki, słysząc, że zostało pół roku życia i nic tu się już nie da zrobić. Ani matka, ani ojciec nie mają prawa decydować w kwestii życia ich dziecka, a lekarz nie ma prawa proponować jego uśmiercenia. My możemy zdecydować jak przeżywać odchodzenie dziecka, które znamy tylko sercem – napisała dzielna mama. „Skoro taki krzyż dostaliśmy, to jesteśmy w stanie go unieść. Naszym jedynym pragnieniem jest, aby naszą Anielkę ochrzcić, ale możemy nie mieć nawet tej minuty. Zobaczymy… Będzie, jak Bóg chce”.

Końcówka adwentu. Czas, kiedy wszyscy z radością przygotowują się do Bożego Narodzenia. Irenka i Maciek przygotowują się do pogrzebu. „Został tylko miesiąc do rozwiązania, diagnoza niezmienna i pewna – bezczaszkowie. Wiemy, że to dziewczynka. Anielka. Sukieneczka na pogrzeb czeka, a dzieciom sączymy informacje, starając się je przygotować na to że nowa siostrzyczka nie wróci do domu…” – pisze Irena.

1 lutego pojawia się kolejny wpis:

Dziś poród, ostatni dzień, kiedy moje dziecko jest ze mną. Cudownie było ją mieć przy sobie, a kochać będę zawsze. Jestem przykładem, że nie ma ani jednego argumentu za aborcją. Albo miłość, albo aborcja. Anielka. Nasza z Maćkiem miłość.

Pod wpisem setki zapewnień o modlitwie, dziesiątki słów wsparcia. Wieść o maleńkiej dziewczynce niesie się w świat. Maciek – tata – ma tylko jedną prośbę: aby udało się małą ochrzcić. Twitterowicze szturmują Niebo. I dzieje się cud. „Anielka urodziła się trzy godziny temu. Jeszcze z nami jest. Cud. Irenka ma się dobrze. Jesteśmy bardzo szczęśliwi! Dziękujemy za modlitwę i ogromne wsparcie.” – pisze Maciej.

Czytaj także: Byłam świadkiem 45 minut życia. To była lekcja bezwarunkowej miłości do dziecka

 

Anielka wciąż z nami jest

Kilka godzin później: „Noc przebiegła spokojnie. Anielka jest jeszcze z nami. Trochę ją odżywiamy. Mamy podłączony monitorek tętna i saturacji. Wada główki wygląda bardzo poważnie. Tym niemniej jesteśmy bardzo szczęśliwi, że aż tyle dostaliśmy. Pan Bóg jest Miłością. Czuję wielką radość, mam wspaniała rodzinę, cudowną żonę, czwórkę wspaniałych dzieci. Anielka jest dla nas samym dobrem. Całe jej życie to dla nas wielkie rekolekcje. Dla naszych dzieci, rodziców, braci, sióstr. I dla setek tysięcy obcych ludzi, na TT i poza nim”.

Każda wiadomość Maćka wywołuje wielkie poruszenie. Wśród wyrazów wsparcia i modlitewnych westchnień do nieba pojawiają się też pytania, czy odchodzenie dziewczynki nie wiąże się z cierpieniem. „Nie wiadomo, czy odczuwa ból. Na wszelki wypadek ma od samego początku podawane leki przeciwbólowe” – spieszy z odpowiedzią tata.

Mijają kolejne godziny. Anielka ciągle jest przy swoich rodzicach. 4 lutego, w poniedziałkowy wieczór Irena pisze: „Wymodliliście nam ją. Anielka ma trzy dni. Jest cicha, mruczy, jak jej śpiewam. Będzie odchodzić w domu. Przerasta mnie to szczęście i nie zapomnę Wam nigdy, że o nią walczyliście. Niech się Wam po stokroć zwróci to dobro. Aniela Maria – Wasza córka chrzestna”.

 

Odejdzie otulona miłością

Życie Anielki będzie krótkie. Nie wymyśli leku na raka, nie odkryje nowej planety, nie napisze poczytnej powieści. Umrze, nim nauczy się chodzić czy mówić. Ale przez to mgnienie oka, przez jakie dane jej było znaleźć się na Ziemi, przemienia tysiące serc. A Irena i Maciej, zwykli – niezwykli rodzice udowadniają, że to miłość, a nie śmierć, ma w życiu ostatnie słowo. Dziecko dotknięte śmiertelną wadą nie musi umierać z ręki lekarzy, traktowane jak „zlepek komórek”, „wypadek przy pracy” czy „problem do usunięcia”.

Mimo choroby może odejść godnie – otulone miłością najbliższych i mięciutkim kocem, wsłuchane w cichy śpiew mamy, trzymane za rączkę przez tatę. Mieć swoje imię, datę urodzenia, zdjęcie, odcisk maleńkiej dłoni… a potem grób, który już zawsze przypominał będzie światu, że istniało. Że było warte, aby ktoś je pokochał…

Czytaj także: Tulisie i ciocie od przytulania. Zajrzyjcie do miejsca, w którym mieszka miłość

Czytaj także: Hospicja perinatalne – jak wygląda pomoc dla dzieci i ich rodzin?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail