Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Wiem tylko, że jest z Salwadoru”. Rozmowa z harcerzem, który uratował dziewczynę w Panamie

HARCERZ Z PANAMY
fot. Łukasz Kaczyński
Udostępnij

„Pierwszy ucisk wykonałem bardzo delikatnie, by nie połamać dziewczynie żeber. Drugi był już mocniejszy...” - wspomina Maciej Skóra.

21-latek, zainteresowany grafiką i marketingiem, a od 14 lat harcerz. Z Maciejem Skórą z 3. Podgórskiej Drużyny Harcerzy „Matecznik” im. Andrzeja Małkowskiego w Krakowie Łukasz Kaczyński rozmawia o tym, dlaczego wiara w Boga musi mieć konkretne odzwierciedlenie w życiu harcerza.

 

Łukasz Kaczyński: Dlaczego znalazłeś się w Panamie podczas Światowych Dni Młodzieży?

Maciej Skóra: Już podczas ŚDM w Krakowie pełniłem funkcję tzw. kwalifikowanej pierwszej pomocy w ramach działań Harcerskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Temu spotkaniu młodych chrześcijan w Polsce przewodziły słowa o Bożym miłosierdziu i miłości miłosiernej wobec bliźniego. A dla mnie służba ratownika to jest realne podjęcie odpowiedzialności za drugą osobę, przed czym często ludzie obecnie uciekają albo się tego boją. Do Panamy pojechaliśmy z 200 innymi ratownikami z całej Polski. Chcieliśmy ofiarować pomoc każdemu pielgrzymowi, który by jej w czasie tych dni potrzebował.

Tobie udało się to bardzo konkretnie.

Tak. W czasie piątkowej drogi krzyżowej wspólnie z Anną Czesak i Szymonem Bekiszem pełniliśmy patrol w jednym z sektorów z pielgrzymami. Zdarzyły się nam dwie interwencje. Najpierw pomogliśmy dziewczynie, która omdlała. Była to szybka interwencja i wróciliśmy na miejsce oczekiwania na sygnał konieczności udzielenia pomocy.

A ten nastąpił bardzo szybko…

Niecałe 15-20 minut po pierwszej interwencji podbiegł do nas chłopak i poinformował, że coś niedobrego dzieje się z jedną z uczestniczek. Już mieliśmy ją przenosić na nosze, kiedy poczułem, że jest bardzo wiotka. Rozpoznanie było krótkie – brak oddechu i słabe tętno. Podjąłem decyzję, że reanimujemy.

 

Uratowałem komuś życie

Reakcja jak podczas ćwiczeń z pierwszej pomocy?

To nie jest do końca takie proste. To nie był fantom, ale żywy człowiek. Pierwszy ucisk wykonałem bardzo delikatnie, by nie połamać dziewczynie żeber. Drugi był już mocniejszy. Wiedziałem, że trzeba działać dalej, by ją ratować. Po nim wrócił oddech. I wtedy przyszła też chwila refleksji – uratowałem komuś życie.

Mocne przeżycie?

Wtedy nie było czasu na refleksję. Cała akcja trwała może 2 minuty. A potem trzeba było wrócić na wyznaczone miejsce służby i dalej czuwać. I ciężko opisać uczucia, które pojawiają się na myśl o tym, że ktoś po drugiej stronie globu żyje tylko dzięki temu, co zrobiłeś. Jednak ta sytuacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że nasza harcerska służba medyczna jest bardzo potrzebna, a podróż 10 tysięcy kilometrów do Panamy miała sens, bo uratowaliśmy czyjeś istnienie.

Co się stało z tą dziewczyną?

Została przetransportowana do szpitala, a po jakimś czasie służby powiadomiły nas, że odzyskała przytomność i jest z nią kontakt. Nie znam jej imienia. Wiem tylko, że jest z Salwadoru. Jednak wieczorem tego dnia mogłem zrealizować postanowienie z dzieciństwa. Mamy w harcerstwie taki zwyczaj, że węzełek z chusty będącej częścią munduru rozwiązujemy, kiedy w ciągu dnia spełnimy dobry uczynek. Ja będą zuchem postanowiłem, że zrobię to wtedy, gdy uratuję komuś życie. I mogłem to zrobić właśnie w ten piątkowy wieczór. I wiem, że Bóg był wtedy ze mną i że postawił nas w tym sektorze, znając nasze umiejętności.

 

„Czuwam”, czyli chcę być gotowy

Wiara pomaga w harcerstwie?

Myślę, że jest jego nieodzownym elementem. W pierwszym punkcie prawa harcerskiego jest napisane o służbie Bogu i Polsce. Jest to więc kierunek naszego działania. I to wypełniany bardzo konkretnie, bo w harcerstwie ważny jest przykład, a więc w tym wypadku świadectwo, które dajesz swoją wiarą, podejmując działania w parafii, na wydarzeniach religijnych czy też naszych obozach.

A także przez pomoc medyczną.

To bardzo ważna służba, którą staram się codziennie ofiarowywać Bogu. Cieszę się, że jest przy mnie i ufam, że mi pomaga. A także jak każdy harcerz: „czuwam”. Czyli chcę być nieustannie gotowy odpowiedzieć na Jego wezwania. A w zasadzie prośby Przyjaciela, na które reaguje się nie z przymusu, ale gotowością serca.

Czy Światowe Dni Młodzieży wpłynęły na rozwój twojej wiary?

W Krakowie byliśmy u siebie, mogliśmy z radością patrzeć na to, jak tłumy pielgrzymów wędrowały przez nasze miasto i dzieliły się radością wiary. Miałem wtedy 18 lat i było to dla mnie naprawdę mocne świadectwo rówieśników, którzy na każdym kroku nie tylko mówili, ale przede wszystkim pokazywali, że z Bogiem na pierwszym miejscu w swoim życiu można zrobić naprawdę wszystko. Zarówno polskie ŚDM, jak i te w Panamie pokazały mi Kościół pielgrzymujący, w którym nie jesteśmy samotni. Ale właśnie z innymi ludźmi i dlatego możemy ubogacać się nawzajem, odkrywając, czym naprawdę jest nasza wiara i jak żyć nią w codzienności.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail