Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
sobota 31/10/2020 |
Św. Alfonsa Rodrigueza
home iconDobre historie
line break icon

"Zeszłam na drogę do piekła. On na mnie czekał". Świadectwo Justyny

JUSTYNA, PRZYSTANEK JEZUS

Kamil Szumotalski/ALETEIA

Redakcja - publikacja 15.02.19

„Na pielgrzymce maturzystów w Częstochowie wyznałam Jezusowi moje grzechy. Kapłan aż kręcił głową w konfesjonale ze zdumienia, że w tak krótkim czasie złamałam aż tyle przykazań Dekalogu!” - wspomina 24-letnia Justyna. Przeczytajcie jej świadectwo.

Rodzina w której się wychowywałam, należała do wierzących i praktykujących, jednak brakowało w niej gorliwości. Byliśmy raczej katolikami letnimi – bardzo rzadko spędzaliśmy czas na wspólnej modlitwie, nie czytaliśmy Pisma Świętego i zdarzało nam się zaniedbywać rodzinną Eucharystię niedzielną.




Czytaj także:
Postanowiła, że skończy ze sobą. Spakowała dzieci do samochodu i nacisnęła gaz do dechy [świadectwo]

Jako dziecko angażowałam się w przedstawienia dotyczące tematyki religijnej, jeździłam do Kościoła na nabożeństwa różańcowe, śpiewałam w chórku. Moja wiara na przemian słabła i umacniała się, traciłam stan łaski uświęcającej, brakowało mi wytrwałości, być może także przykładów do naśladowania. Ponadto przez wiele lat miałam kłopoty z zachowaniem czystości, zmagałam się z grzechem masturbacji.

Relacje między moimi rodzicami nie należały do najlepszych. Rzadko widywałam ich przytulonych. Tato wyjeżdżał w sprawie pracy, popijał alkohol. Pewnego dnia zdiagnozowano u mamy nowotwór. Choroba zbliżyła ją do Jezusa, była to łaska jednocząca nas w walce o jej życie. Teraz widzę wyraźnie, że choroba nie musi być przekleństwem w życiu człowieka, może stanowić źródło łask.

Z biegiem czasu zaczęłam popadać w stan przygnębienia, zamieniającego się w depresję. Doświadczałam przemocy psychicznej w szkole ze strony rówieśnika. Jestem bardzo wrażliwą osobą i przeżyłam to boleśnie. Rany zostały na dłużej.

Zeszłam na drogę do piekła

Chcąc uciec od otoczenia, które zdawało się wpędzać mnie w coraz bardziej niekorzystny stan psychiczny, przeprowadziłam się do babci w celu dokończenia nauki w pobliskim mieście. Myślałam, że wyjazd pomoże mi poznać nowych ludzi, a jednocześnie wyjść ze stanu apatii, acedii i niszczącego mnie smutku. Rzeczywistość okazała się inna, nadal tkwiłam w depresji, poczuciu osamotnienia i niemocy. Skupiłam się na nauce, przynosząc coraz lepsze oceny. Czytałam również książki, które zawierają treści okultystyczne i stanowią zagrożenie duchowe. Lektury te nie pogłębiały mojej relacji z Bogiem, wręcz przeciwnie, niszczyły ją.

Podjęłam walkę o siebie, korzystając z pomocy psychologa. W gabinecie dostałam propozycje wyjawienia swoich problemów w rozmowie z księdzem. Stwierdziłam, że nie jest to zły pomysł, chciałam do niego dotrzeć, ale nie zdołałam. Zamiast tego w wieku 16 lat, zaraz po uzyskaniu sakramentu bierzmowania, zeszłam na drogę wiodącą do piekła.

Szatan działał i atakował zbyt silnie – ciągłe kłótnie, zakazy i nadopiekuńczość ze strony najbliższych, brak oparcia w osobie taty w okresie dorastania, separacja rodziców, oszustwa i niechęć uczęszczania na lekcje w ciągu jednego roku zmieniły moje życie diametralnie. Poznałam chłopaka i zakochałam się w nim bardzo. Nie wiedziałam wtedy, że był dilerem narkotyków. Zależało mi na tym, aby znów stać się osobą lubianą i akceptowaną. Postawiłam wszystko na jedną kartę i postanowiłam wieść rozrywkowe życie, a więc zakosztować wszystkiego.

Zaczęłam pić alkohol, jeździć na dyskoteki, a następnie brać narkotyki. Niestety, dziś wiem, że nadużywanie alkoholu może prowadzić do rozwiązłości seksualnej. Razem z chłopakiem imprezowaliśmy, często nocowaliśmy u siebie co po kilku miesiącach związku doprowadziło mnie do utraty daru dziewictwa. Pojawiła się również pokusa oglądania pornografii, której uległam.


SANTA SCORESE

Czytaj także:
Sługa Boża Santa Scorese. 23-latka, która zdążyła przebaczyć swemu mordercy

Marihuana i szamanizm

Zaprzyjaźniłam się z koleżanką biorącą leki o działaniu narkotycznym. Wpadłam zarazem w towarzystwo ludzi palących marihuanę, mieszałam już leki z alkoholem, zdarzyło mi się brać amfetaminę i eksperymentować z innymi substancjami. Weszłam w inny stan świadomości i niemalże przez całe wakacje byłam na tzw. „haju”. Najbliżsi mieli świadomość tego, co się ze mną dzieje, ale nie potrafili już mnie kontrolować. Zafascynowałam się ruchem hippisowskim, nosiłam pacyfkę i nazywałam siebie dzieckiem kwiatem. Głosiłam hasło „make love not war”. Uciekłam do świata muzyki, wagarowałam, kradłam, myślałam, że jestem wolna. Niestety, dominowała nade mną choroba – zmagałam się z bulimią.

Nie negowałam istnienia Boga, wręcz przeciwnie, szukałam Go. Zwróciłam się w stronę innych religii, czytałam przesłanki Buddy, wypożyczyłam książki o medytacji i postanowiłam ją praktykować. Zaraz potem zainspirowałam się szamanizmem, magią i zjawiskiem OOBE. Nie byłam sama, gdyż pociągnęłam za sobą przyjaciółkę. Już wtedy Bóg walczył o mnie, rozbudzając pragnienie poznania prawdy.

Pewnej nocy otrzymałam obraz ukazujący mi ukrzyżowanego Pana Jezusa, który zmienił się w inny, przedstawiający ludzi błądzących, nie patrzących na znak zbawienia, a wypatrujących prawdy w innych religiach i odchodzących od chrześcijaństwa, jednak zaraz potem znów ujrzałam krzyż Zbawiciela jako potwierdzenie, że to powrót do Chrystusa otwiera bramę Królestwa Niebieskiego. Nie byłam wówczas w łasce uświęcającej, lecz szerzej otworzyłam swoje serce. Jeszcze długi czas błądziłam. Pokłóciłam się z mamą mówiąc, że powinna pójść do Kościoła i pomodlić się, to przeważyło szalę. Zamiast złagodnieć, moja mama wyrzuciła mnie z domu, nakazała wyprowadzić się i w ten sposób przez rok mieszkałam u babci, na wsi.

Miłosierdzie

Odcięta od dawnego towarzystwa postanowiłam rzucić narkotyki i alkohol, ale nie przychodziło to zbyt łatwo. Zajęłam się nauką i modlitwą. Znów uczęszczałam na niedzielną Eucharystię. Pod opieką babci nie miałam zbyt wielu środków finansowych, mieszkałam z dala od starych znajomych, ale nadal medytowałam i czytałam książki odciągające od prawdziwej wizji Boga. Nie miałam najlepszych relacji z dziadkami, stałam się opryskliwa.

Poznałam kobietę mojego taty, która była pielęgniarką i opowiedziała o Koronce do Miłosierdzia Bożego zmawianą przez nią nad umierającymi pacjentami. Zainteresowałam się także Dzienniczkiem św. s. Faustyny i zapewnieniem Jezusa, który rzekł do pokornej zakonnicy, „Kto ufa miłosierdziu mojemu, nie zginie”. Przypomniałam sobie też o pierwszych piątkach miesiąca – bałam się śmierci.

Pod wpływem powolnego nabywania relacji z Bogiem, moje relacje z rodziną także uległy poprawie. Byłam uczynniejsza i spokojniejsza niż dotychczas. Moje życie zmieniało się na lepsze. Wróciłam do domu, mogłam już mieszkać z mamą. W głowie jaśniały mi dwa pomysły na spędzenie wakacji: pielgrzymka do Częstochowy lub wyjazd na Woodstock. Wybrałam drugą opcję i długo tego żałowałam.

Ubrana schludnie pojechałam z postanowieniem przeżycia wspaniałego czasu bez spożywania alkoholu, jednak upadłam w różnych dziedzinach. Paliłam marihuanę, upiłam się, tańczyłam z wyznawcami Hare Kryszny, pokłóciłam się z przyjacielem. Wśród nas przechadzali się księża i ewangelizatorzy z Przystanku Jezus, nie miałam odwagi podejść. Na szyi miałam zawieszony krzyż, ten znak stał się źródłem mojej siły, dodawał mi otuchy i nadziei.




Czytaj także:
Dobromir „Mak” Makowski: Wyrwałem się z piekła [wywiad]

MYCIE NÓG NA PRZYSTANKU JEZUS
Kamil Szumotalski/ALETEIA

Byłam coraz szczęśliwsza

Moje samopoczucie było naprawdę złe. Po kolejnym ataku bulimii zdecydowałam się wyjść na długi spacer. Ruch fizyczny pomagał mi w walce z chorobą. Trafiłam na stronkę z medytacjami, była tam mowa również o Jezusie i chrześcijańskiej wizji Boga. Ściągnęłam potrzebne materiały, które miały mi pomóc w medytacji na łonie przyrody. Co ciekawe, medytacje te odnosiły się do Jezusa i Maryi, a także św. Michała Archanioła. W konsekwencji zamiast poddawać się nadal praktykom otwierającym mnie na działanie złego ducha, zaczęłam nawiązywać dialog z Panem Bogiem. Byłam coraz szczęśliwsza!

Nawet nie wiem, kiedy powróciła do mojego serca prawdziwa radość i głęboki pokój ducha. Doznałam wielu łask Ducha Świętego po tym, jak oddałam mu moje życie, przeprosiłam Pana za moje grzechy, poprosiłam o wybaczenie i odnowienie. Przyszedł żal i skrucha za winy, poznanie jak dobrym Ojcem jest Bóg, jak umarł dla mojego zbawienia. Zrozumiałam, że zrobił to z miłości. Obiecał mi, że stanę się piękna i czysta i jest tak, jak powiedział.

Nie wiem nawet w którym momencie zostałam całkowicie uzdrowiona z depresji i bulimii. Straciłam zainteresowanie braniem narkotyków i piciem alkoholu. Odtąd chciałam przyjąć Jezusa nie tylko jako Zbawiciela, Króla mojego serca, ale także pragnęłam oddać mu wszystkie grzechy w sakramencie spowiedzi i przyjąć w Eucharystii. Pozwoliłam Mu wejść do mojego życia. Zrozumiałam, że walczył o mnie od zawsze. Stał cicho i pokornie u drzwi mojego serca i pukał, jednak ja szukałam wytchnienia w uciechach tego świata.

Na pielgrzymce maturzystów w Częstochowie wyznałam Jezusowi moje grzechy. Kapłan aż kręcił głową w konfesjonale ze zdumienia, że w tak krótkim czasie złamałam aż tyle przykazań Dekalogu! Od tej pory staram się uczestniczyć codziennie w Eucharystii, oddaję Jezusowi moje problemy i kłopoty, widzę jak działa w życiu moim i moich bliskich – nadal je przemienia. Uczestniczyłam w spotkaniach wielu wspólnot katolickich, m.in. Odnowy w Duchu Świętym czy też kręgu biblijnego.

Obecnie studiuję na Uniwersytecie Stefana Kardynała Wyszyńskiego należę do Ruchu Czystych Serc, uczęszczam na wspólnotę Guadalupe, a przede wszystkim ewangelizuję (biorę udział w akcjach typu Przystanek Jezus). Dużo czasu spędzam na modlitwie. Chcę głosić ludziom Dobrą Nowinę, mówić o miłosierdziu Jezusa, o Jego zwycięstwie nad śmiercią. Dzisiaj wiem, że nie istnieją przypadki.

Marek, mój były chłopak, po naszym rozstaniu miał nieco cyniczne podejście do sprawy mojego nawrócenia. Jak się okazuje, modlitwa otoczenia o którą prosiłam i przykład mojego życia wiele zdziałał, ponieważ Bóg dotknął także jego – poczuł pragnienie wyspowiadania się, chciał przyjąć zaległy sakrament bierzmowania, zaczął chodzić do Kościoła, modlić się. Po prostu na nowo uwierzył. Jak się okazuje, tuż przed śmiercią… zginął w wypadku samochodowym. 

Może jesteś osobą, która czyta to świadectwo, ponieważ Pan Jezus chce ci coś powiedzieć? Może ma nieodkryty jeszcze plan względem twojej historii życia? Wsłuchaj się w Jego głos. On odpowie. Kocha i czeka na każdego z nas z utęsknieniem.


MAJA FRYKOWSKA

Czytaj także:
Maja Frykowska: Bóg wybaczył moje grzechy, więc ja sobie też wybaczyłam

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
dobra historianawrócenieświadectwo
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
Theresa Aletheia Noble
Dobra spowiedź. 10 cennych rad od księży
Mathilde de Robien
Imiona, które noszą w sobie pieczęć Boga. Moż...
ABORCJA
Michał Lubowicki
Twoja wiara nie ma nic do rzeczy w kwestii ab...
PAPIEŻ PRZYTULA CHOREGO MĘŻCZYZNĘ
Marine Soreau
„Papież nie bał się mnie objąć”. Opowieść czł...
ST JOSEPH,THE WORKER CARPENTER, JESUS,CHILDHOOD OF CHRIST
Philip Kosloski
Ta starożytna modlitwa do św. Józefa podobno ...
Redakcja
Cytat z Biblii dla ciebie na dziś [28 paździe...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail