Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Rodzicu, masz plan na swoje dziecko? Zobacz „Córkę trenera”!

CÓRKA TRENERA
Kadr z filmu
Udostępnij

Ojciec w roli trenera córki. Marzenie o sławie tenisistki. Nie, to nie jest film o Agnieszce Radwańskiej. To uniwersalna historia o tym, jak pomysły rodziców rozmijają się z planami dziecka.

Misją, pracą, w ogóle całym życiem Macieja Korneta (w tej roli świetny Jacek Braciak) jest przygotowanie córki Wiktorii (Karolina Bruchnicka) do bycia światowej sławy tenisistką. Wbrew nasuwającym się skojarzeniom „Córka trenera” Łukasza Grzegorzka nie jest filmem o Agnieszce Radwańskiej czy w ogóle – o sporcie, treningach i marzeniach o wielkiej karierze. To raczej film o tym, co się dzieje, kiedy rodzic ma konkretny plan dla dziecka, a ono… idzie własną drogą.

 

„Córka trenera” – ważny film dla rodziców

Nie wiadomo, dlaczego Maciej zafiksował się na tenisie i zrobieniu z córki sportsmenki. Skąd te niezrealizowane ambicje? Kontuzja kolana uniemożliwiła mu karierę? A może brak mu planu na samego siebie? Całe życie wypełnia mu trenowanie córki. I jest w tym niezwykle konsekwentny, restrykcyjny, a niekiedy i despotyczny. Mimo bolącego kolana biega z Wiktorią, wręcz z laboratoryjną precyzją przygotowuje jej posiłki, pilnuje, by się wysypiała i nie tknęła alkoholu. A kiedy między córką a Igorem (który rusza z nimi rozklekotanym autem przez Polskę) pojawia się „chemia”, troskliwy tata jest zły (w końcu dziewczyna nie może się rozpraszać).

Bańka, w której Maciej zamknął córkę, szybko pęka. I to z wielkim hukiem, bo okazuje się, że Wiktoria wcale nie chce realizować planów taty. Krzyczy mu w twarz, że chce żyć swoim życiem, a on własnego nie ma, bo nawet fajną kobietę zostawił po kilku dniach („tenis jest najważniejszy”).

„Córka trenera” to świetny przykład tego, że praca z członkiem rodziny udaje się jedynie nielicznym (trener, z którym nie łączą cię więzy krwi, nie nakrzyczy na ciebie tak, jak trener-ojciec). Bo i trener-ojciec stokroć bardziej przeżywa każdą porażkę niż „obca” osoba (podobnie każdy sukces odczytuje jako swój – nie tylko dlatego, że to„moja krew”, ale także dlatego, że to efekt jego wysiłku). Ale film Grzegorzka, dla mnie – matki, to coś więcej.

 

Pytania o granice w relacji rodzic-dziecko

Spokojny, przyjemny (z pięknymi ujęciami, malowniczymi krajobrazami i klimatyczną muzyką) film paradoksalnie pozostawia zamęt w głowie. I mnóstwo pytań. Przede wszystkim o to, co dzieje się z rodzicem, który poświęcił wszystko dla dziecka, a dziecko (co przecież normalne!) nabiera samodzielności i rusza w świat. Bywa, że taki rodzic pozostaje z poczuciem pustki, ale i żalu (jego poświęcenie nie zostało docenione!). Ciekawe jest pokazanie problemu w filmie na przykładzie relacji ojciec-dziecko (bo to zwykle my, kobiety, mamy większe tendencje do poświęcania się i zapominania o sobie).

„Córka trenera” to też pytania o granice w relacji rodzic-dziecko. Do jakiegoś stopnia rodzic podejmuje decyzje za dziecko, jest za nie odpowiedzialny, ale kiedy i gdzie zaczyna się granica, za którą mama/tata powinien się wycofać? Do kiedy snucie luźnych planów o przyszłości dziecka jest ok, a od kiedy zaczyna stać w sprzeczności z planami samego dziecka?

To zrozumiałe, że każdy rodzic chce dla swego dziecka najlepiej. Chce dać mu wszystko. Zwłaszcza to wszystko, czego sam nie miał. Bywa, że całkowicie rezygnuje z siebie, a później – dorosłe już dziecko i tak ma pretensje, że czegoś dostało zbyt wiele (nadopiekuńczość), a czegoś innego za mało. Poza tym, dziecko prędzej czy później wyfrunie z domu, pójdzie własną drogą – i co najważniejsze – rodzic musi mu na to pozwolić.

 

„Córka trenera” – plany rodzica a wolność dziecka

Sport w „Córce trenera” jest tylko tłem. Właściwie mógłby to być każdy aspekt relacji rodzic-dziecko. Niezrealizowane ambicje Macieja chyba wykraczają poza sam tenis – w jednej ze scen mówi Wiktorii, że jest „najlepszym synem”. Po chwili dodaje „córką zresztą też”. Niby to żart, ale… Swoje ambicje trenerskie (ale może i ojcowskie?) Maciej realizuje więc w stosunku do Igora.

Ale główny bohater, choć bywa despotyczny, przeklina i krzyczy, nie wywołuje negatywnych uczuć. Widz raczej darzy go wielkim współczuciem. Ogrom pustki po odejściu Wiktorii przytłacza Macieja. To wydarzenie zmienia jednak coś też w jego życiu – on wreszcie zaczyna je smakować, i to bardzo dosłownie – pożera kebab, ogromne ciastko. Może pogoń córki za wolnością także jemu dała przestrzeń na bycie wolnym?  

Zakończenie w „Córce trenera” nie jest jednoznaczne – dziewczyna wsiada w pociąg, zostawia ojca, ale co dalej? Nie wiemy. Ostatnie kadry pokazują Maćka na trybunach (ogląda mecz Igora). Wiktoria zamanifestowała „ja”? To był bunt przeciw ojcu? A może ostatecznie pogodziła się z rakietą? Nie wiemy, ale jedno jest pewne – to była jej WŁASNA decyzja.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail