Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kary i nagrody – co robią z więzią rodzica i dziecka?

KARA DLA DZIECKA
Shutterstock
Udostępnij

Są różne kary lub ich zwiastuny. Tydzień bez telewizji. „Pójdziesz spać bez kolacji”. Miesiąc bez laptopa. Policzek. Karny Jeżyk. „Idź do swojego pokoju”. „Nie mogę na ciebie patrzeć”. Brak uśmiechu, przytulenia, odpowiedzi. Klaps. I tak dalej.

Jak Dedal i Ikar

Żyjemy w świecie, gdzie kary i nagrody są akceptowalnym sposobem. Czasem wystarczy groźba, zdanie, że coś dziecku zabiorę – komputer, ulubioną zabawkę, swoją uwagę i już. Już sprawa załatwiona. Płacz ucichnie, oczekiwana postawa zostanie wyegzekwowana i życie znów wróci do normy.

Od lat szybujemy niczym Dedal, poruszając się na skonstruowanych przez geniusz kultury skrzydłach. My – rodzice – w przestworzach. Stali. Niezmienni. Konsekwentni. Upierający się przy swojej władzy. Nasze dzieci – oszołomieni możliwościami świata Ikarowie, szybujący raz w górę, raz w dół; raniący się o krawędzie rzeczywistości.

 

Król i oskarżony

Kary mają swoje źródło w Pieśni Strachu. Boimy się o nasze dzieci. Przestrzegamy je. Pragniemy je ocalić. Wołamy – „Nie róbcie tego! Dożyjcie prawdziwej miłości! Prawdziwej przyjemności! Prawdziwych relacji!”. Mówimy: „Nie podchodź!”. „Nie dotykaj!”. „Nie idź na tę imprezę!”. Troszczymy się. Chcemy być szanowani: „Chciałabym, abyś mnie słuchał”, „Nie odwracaj się, gdy do ciebie mówię”.

MAMY DOBRE INTENCJE. Ale, gdy nie słuchają nas przez dłuższą chwilę, szukamy mniej wyrafinowanych opcji, które umożliwiłyby nam jakoś opanować tę chwiejną sytuację. Bo to rozjątrzone dziecko w nas, to, nad którym nikt nie pochylał się aż tak nisko, ma już dość.

Wtedy wpuszczamy do akcji naszego wewnętrznego rodzica. Wkłada koronę, podnosi berło i rozpoczyna się sąd. Oskarżony – dziecko – próbuje się bronić, spuszcza ze smyczy wszystkie najgorsze myśli. Nie ma adwokata, a przecież nie zna się na prawie. Szlaban. Wygrywasz. Ale co to za satysfakcja, zyskać czyjś posłuch dzięki narzuceniu mu swojej woli?

 

Moja historia przemocy

O karach i nagrodach nauczyłam się w swoim życiu bardzo wiele. Między innymi to, że stosowanie ich ujawnia jakąś nieprzepracowaną rzecz we mnie i w relacji z dzieckiem. Ile odwagi i szczerości potrzeba, aby zgodzić się na to, że w każdej newralgicznej sytuacji najpierw powinniśmy poszukać utraconego kontaktu z sobą.

Każdy z nas – wiedząc o tym lub nie – posiada własną historię przemocy. Posiada też osobisty do niej stosunek. Jedni mówią: „Mój ojciec był surowy i dzięki temu wyszedłem na ludzi”. Drudzy powiedzą inaczej: „Mój ojciec był surowy, to mnie złamało”.

Mówi się, że przemoc rodzi przemoc, ale obawiam się, że tak naprawdę nikt nie zastanawia się nad tym, co te słowa tak naprawdę znaczą. Mało kto myśli, że razem z przemocą rodzącą się: nadmierny krytycyzm, nawyk ciągłego oceniania siebie, surowość w myśleniu o innych ludziach, perfekcjonizm, lęki, depresja, skłonność do przebywania w stanie zagrożenia, trauma, radykalizm w formułowaniu swoich myśli. Klaps, odebranie czegoś dziecku poprzez zademonstrowanie swojej siły (choćby w najlepszej intencji), warunkowanie miłości kształtuje w małych ludziach umiejętność robienia tego samego. Sobie i innym.

 

Twórcza siła

Znaczna większość z nas otrzymała w swoim dzieciństwie informację o tym, że rodzic, ze względu na jakąś siłę wyższą, może na chwilę być względem dziecka niebezpieczny. Może ukarać. Głęboko wierzę w to, że nikt z nas nie ma prawa korzystać z takiej mocy. Co więcej, że nikt z nas w to tak naprawdę nie wierzy. Że nikt z nas nie chce tego robić.

W takim rozumieniu potrzebujemy codziennie wytrącać z siebie poczucie „pozwolenia na kary” i stawać się na tyle ubogimi, aby nie tylko w porę zatrzymać destrukcyjne słowo, ale skontaktować się z twórczą siłą, którą ktoś kiedyś w nas zablokował, a która to moc może uwolnić w nas pomysły na zbliżenie się do tego drugiego, mniejszego, bardziej pogubionego w sobie człowieka. Z łagodnością, o jakiej nam się nie śniło.

Głęboko wierzę, że pokłosiem takiej optyki jest podobne doświadczenie względem samego siebie. Że w ten sposób stajemy się łagodnymi i mądrymi rodzicami względem naszych doświadczeń, spraw, zachowań. Być może doświadczymy tego pierwszy raz w życiu.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail