Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jak uzdrowić swoją relację z mamą?

RELACJA Z MATKĄ
Shutterstock
Udostępnij

Matka jest naszym pierwszym lustrem – poznajemy tożsamość poprzez odbicie widoczne w jej oczach. Jeśli matka widzi w nas wartość, to i my ją widzimy. Jeśli ona uważa nas za kłopot czy zbyt duży ciężar, to i my tak o sobie myślimy.

W mojej praktyce terapeuty zrozumiałam (Joan), jak wielki wpływ na życie córek mają matki. Nasze pierwsze przekonania, jakie mamy na swój temat, zaczynają się od kontaktu z matką, która jest naszym pierwszym lustrem – poznajemy własną tożsamość poprzez odbicie widoczne w jej oczach. Jeśli matka widzi w nas wartość, to i my ją widzimy. Jeśli ona uważa nas za kłopot czy zbyt duży ciężar, to i my tak o sobie myślimy. Jeżeli uważa, że jesteśmy lepsze od innych dzieci i zasługujemy na specjalne traktowanie, same zaczynamy tak myśleć.

 

Relacja matka-córka i jej znaczenie

Kiedy jesteśmy dziećmi, nie potrafimy odróżnić prawdy od nieprawdy. To, co myślą o nas matki, pozostawia w nas ślad, który można by porównać do odcisku dłoni w mokrym cemencie. Jesteśmy niezwykle podatne na ich emocje, działania i słowa, więc wpisują w nasze dusze pierwsze szkice naszej tożsamości.

Nasze przekonania biorą się także z sygnałów werbalnych. Kiedy słyszymy słowa pełne miłości, zaczynamy myśleć: Ktoś mnie kocha. Jednak w początkowym okresie życia słowa są dla nas czymś obcym. Części mózgu, które odpowiadają za mowę i przekonania, dopiero się rozwijają. Właśnie dlatego nasze uzdrowienie musi opierać się na czymś głębszym niż słowa.

 

Jestem ukochaną córką Boga. Ale czy w to wierzę?

U Debbie, którą odtrąciła własna matka, wytworzyło się przekonanie, że jest bezwartościowa. Sukcesy, które osiągała w życiu, na chwilę jej pomagały, jednak nie były w stanie stłumić tego głęboko zakorzenionego przeświadczenia. Później, gdy spotykała się z odrzuceniem ze strony innych, to kłamstwo, które zostało w niej zasiane za młodu, wracało z pełną mocą, przynosząc ze sobą ból i zwątpienie.

Choć Debbie była chrześcijanką, cytowanie jej Biblii w tamtym czasie dałoby tyle, co nałożenie plastra na krwawiącą ranę. Znała te wersety, ale musiała poprosić Boga, by dokonał głębokiej przemiany w jej duszy i zastąpił zakorzenione w niej kłamstwo, że jest bezwartościowa, prawdą, że jest Jego ukochaną córką, która napawa go dumą.

Moje pacjentki często mawiają: „Znam prawidłową odpowiedź. Wiem, że Biblia mówi, że jestem kochana (albo ważna, albo bezpieczna), ale się tak nie czuję. Głowa mówi mi, że to prawda, ale serce uważa inaczej”. Kobiety, które czytają Biblię i znają zawarte w niej prawdy, często czują się winne, że nie potrafią uwierzyć w to, co twierdzi Bóg, albo że nie umieją żyć zgodnie z tymi prawdami.

 

Tylko Bóg może wymazać fałszywe informacje, w które wierzymy

Dlaczego doświadczamy tego wewnętrznego rozdarcia? Lubię myśleć o duszy jak o kawałku papieru. Czasami prawda wyrażona w Piśmie spada na nas jak atrament na czystą kartkę – stanowi objawienie, które przyjmujemy z wielką radością. Jednak częściej zdarza się, że jesteśmy jak zapisana kartka – zapiski pozostawione przez nasze przeżycia mogą się nie zgadzać z biblijnym przekazem. Wtedy piękna stronica jest zapełniona brzydkimi bazgrołami, szkodliwymi dla naszych relacji i życia duchowego. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji, kiedy słyszymy słowa Pisma Świętego, nie jesteśmy w stanie zaakceptować prawdy. Na naszej stronie nie ma już na to miejsca.

Z czasem zaczęłam rozumieć (Debbie), że tylko Bóg może wymazać fałszywe informacje, w które wierzymy. Musimy sobie uświadomić, że to, co decyduje o naszej tożsamości, jest zarazem naszą siłą napędową. Za kogo się uważamy? Jak opisałybyśmy nasze miejsce w świecie?

Jeżeli utożsamimy się z tym, co mówi o nas Pismo Święte, będziemy pewne siebie i doświadczymy coraz większej wolności w Chrystusie — by wypełniać Jego wolę i żyć dla Niego. W przeciwnym wypadku zawsze będziemy się mierzyć błędną miarą. Będziemy chciały udowadniać swoją wartość, choćby tylko samym sobie.

*Fragment książki Debbie Alsdorf, Joan Edward Kay „Niedoskonałe matki, niedoskonałe córki. Jak uzdrowić swoją relację z mamą”, Wydawnictwo eSPe 2019
**Tytuł, lead, śródtytuły pochodzą od redakcji Aleteia.pl

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail